Sporo kontrowersji wzbudził tekst o meczu kadry PZPN w Rumunii. Część osób twierdzi, że to kadra Polski, a nie PZPN-u grała wczoraj (11 11 2016) w Rumunii. Są i tacy, którzy mają zastrzeżenia do zastrzeżeń do podwójnego obywatelstwa, uważając, że jest to normalne.
Spróbuję się odnieść do obu tych uwag części Czytelników.
Kadra Polski czy PZPN-u?
Nie o farbowanych lisach tu będzie. Ten temat już chyba przetrawili wszyscy i chyba już wszyscy mają na ten temat wyrobione zdanie. Choć – przypomnę, gdy pojawił się Olisadebe mało kto podnosił kwestię moralności przy tym przekręcie, uważając, że drobny wybryk nie wpływa na całokształt. Krzyk narodowców to była dla nich antymurzyńska krucjata. Problem dostrzeżono dopiero w chwili, gdy takich dziwolągów się zaroiło, a zwrócili na niego uwagę… piłkarscy celebryci. Ci tak naprawdę nie walczyli o czystość reprezentacji i intencji, lecz o własne miejsca pracy (lub o miejsca pracy swoich podopiecznych – to menadżerowie). „Co się będą jakieś Obraniaki i Boenische ogrywać jako Polacy, skoro w to miejsce mogą być powoływani Polacy, czyli ja (lub mój zawodnik – wersja menadżerska). Bez nich będę miał większe szanse na występ (czytaj – kasę).”
Oczywiście nikt nie chce już pamiętać jak PZPN wyrzucił z koszulki orzełka. Po co PZPN-owi orzełek? Niepotrzebny. Gdyby nie reakcja społeczeństwa, w tym celebrytów, to orzełka już by nie było.
PZPN ma gdzieś kibiców. Na meczach kadry, zwłaszcza tych „domowych”, publikę sobie wymienił na spęd pikoli. Jeszcze na wyjazdach bywa normalnie, ale to już nie kłopot PZPN-u. Najważniejsze, że gdy się jest organizatorem, to się łoi kasę z popkornu i koli. A że doping jest piknikowy? A kogo to obchodzi?
A teraz najlepsze. Sam bym na to nie wpadł.
„MNR” z racji obowiązków mecz spędził gdzieś w Niemczech. Bez dostępu do komputera. Słuchał sobie relacji w radiodbiorniku. I tam z ust komentatora usłyszał taki oto kwiatek: „Rumunia przegrywa z kadrą PZPN zero do jednego”. Skądś to określenie radiowiec wziął.
W PZPN-ie sporo się robi, żeby biznesowo nie była to „reprezentacja Polski, lecz właśnie „kadra PZPN”. I to robią z powolną konsekwencją. Zresztą wszystko, co jest wokół futbolu jest jednym wielkim robieniem kasy, na przykład to dodatkowe 7 kolejek ligowych, ale to już temat na inne rozważania.
Podwójne obywatelstwo
W zasadzie co to za problem, jak jakiś piłkarzyna zagra z papierkami „na Polaka”, skoro ma takie papierki, a że w kieszeni jest jeszcze jeden, czy pięć innych… kogo to obchodzi?
W sumie sprawa mało istotna. Jednak skoro kilka obywatelstw mogą mieć piłkarze, i to kadrowicze, to może…
…to może pójść dalej. Co złego w polityku, który ma podwójne obywatelstwo? Jakiś minister. Do współpracy z zagranicą – jak znalazł. A może mocniej – minister spraw zagranicznych?
Jak już jedziemy po bandzie – a może premier?
Albo prezydent?
A w ogóle, co to za ograniczenie, jakieś tam obywatelstwo… kij z tym, idźmy kolejny krok dalej, zróbmy prezydentem Polski jakiegoś prawilnego Niemca!
Nierealne, prawda? Pięćdziesiąt lat temu nikt sobie nie potrafił wyobrazić Murzyna reprezentującego Polskę w cokolwiek (sport, polityka).
Pięćdziesiąt lat temu pedał był pedałem. Teraz już jest gejem i żąda specjalnych praw, ma swoje kluby dla pedałów. A jak sobie ktoś zmieni imię na żeńskie i przyprawi cycki, to wygrywa Eurowizję i wchodzi do polskiego sejmu. Gdy zaledwie pół wieku temu na jego widok dzieci rzucałyby kamieniami.
Tak zaczynają się wszystkie te śmierdzące zmiany, od drobiazgów. Tak się kończy tolerancja… płaczą Niemcy, płacze Francja…
Roman Zieliński
PS. Dla jasności: czymś innym jest posiadanie dwóch paszportów, a czymś innym reprezentowanie szerszej grupy, gdy się posiada dwa (trzy, pięć) przynależności.
Jeszcze mocniej:
Kimś innym jest oglądacz futbolu jeżdżący na sektory dla pikoli na mecze do Wrocławia i do Lubina, a kimś innym ktoś, kto w sobotę ubiera szalik Śląska, a w niedzielę – Zagłębia Lubin.