Czy w jakimś muzeum w Polsce znajduje się działający egzemplarz szafotu? Generalnie szafot kojarzy się z rewolucją we Francji, ale chyba nie została opatentowana, zatem może ktoś w ramach robótek ręcznych zmajstrował jakąś tutaj?
Jak nie ma szafotu, to może być szubienica. Jak nie ma szubienicy, jakąś gałąź się znajdzie. Nie ma problemu. To znaczy problem jest, ale nie z szubienicą, lecz z przedstawicielami tak zwanej „trzeciej władzy”. O czym wie znakomita większość tych, którzy się z polskim sądownictwem zetknęli.
Wesołki w togach
Dla tych co to się nie zetknęli, a dla zaczerpnięcia wiedzy śmiesznej potrzebują sobie coś na ten temat poczytać, to jest fajna stronka Kontrowersje.net prowadzona przez Piotra Wielguckiego vel Matka Kurka, który w sądach spędza mnóstwo czasu na potyczkach z pewnym 60-letnim wesołkiem udającym małolata w kolorowych portkach i różowych okularach, robiącym za celebrusia. Gdyby nie to, że opisywane fakty są z życia wzięte, to wesołość po lekturze byłaby ogromna.
Z naszego podwórka – bardzo nas ubawił wyrok wydany przez Pawła Chodkowskiego w procesie za antykomunistyczne okrzyki na wykładzie majora Baumana. Przypomnijmy – za wykroczenie kilka osób, według Chodkowskiego, powinno iść na kilka miesięcy do puchy. Nawet oskarżyciel nie wnioskował o tak wysokie wyroki. Dopiero sąd w II instancji zmniejszył wyroki do grzywny.Za taką interpretację prawa chętnie wzięlibyśmy sędziego Chodkowskiego przymocowali do szubieniczki. Oczywiście po tym, jak już jakiś, tak samo jak Chodkowski, ideologicznie nagięty sędzia wyda na niego jakiś skromny wyroczek śmierci.
Coś się dzieje
PiS najwyraźniej dobiera się do środowiska sędziowskiego. Co prawda nie ma co liczyć, by uwalone zostały wszystkie odrażające persony, które zamiast sądzić w swoim parszywym życiu „słuchały instrukcji” z różnych komitetów i instytucji, ale pewnie część sk…synów potraci przywileje, wyleci z roboty, co głupsi może nawet zasiądą w „swoim” sądzie, tyle że tym razem na ławie oskarżonych.
To, że część sędziów to kanalie, wiadomo nie dlatego, że ktoś to opisał, czy nakręcił film „Układ zamknięty”. Patrzymy, widzimy i oceniamy wszyscy polski wymiar sprawiedliwości po różnych interesujących wyrokach. Z których wynika jasno, że jak kraść, to miliony, a nie batonik.
Część sędziów to jełopy. Tym można zarzucić wiele, ale przynajmniej nie są „kieszonkowcami”. Są też inni. Również nie biorą, ale za to są bardzo dyspozycyjni. Zadzwoni „ktoś ważny” i wyrok jest wydany jeszcze przed pierwszą rozprawą. Tu moja osobista satysfakcja. Już trzy razy spotkałem sędziego ze sprawy o książkę „Jak pokochałem Adolfa Hitlera”. Chłop ode mnie wyższy o pół głowy, ale jak się tylko pojawiłem na jego horyzoncie, to spuszczał łeb. O spojrzeniu w moim kierunku nawet mowy nie było. Sumienie go gryzie?
Czy z atakiem PiS na środowisko sędziowskie można wiązać nadzieję na odnowę w polskim wymiarze sprawiedliwości? Zbytnio się nie łudźmy. Sprawa kłamczucha Łączewskiego*, która miała być zamieciona pod dywan pokazuje, że cała wierchuszka środowiska jest zdegenerowana do cna. A wszystkich bossów togi wyciąć się nie da. Tak samo nie da się wytropić sędziego, który da odpowiedni wyrok za skrzynkę wódki, bo oświadczenia majątkowe takich drobiazgów nie wychwycą. Jednak w czymś trzeba pokładać nadzieje.
Roman Zieliński, fot. mm24.pl, niepoprawni.pl
* Sędzia Łączewski wpadł w pułapkę opisaną przez dziennikarzy „Warszawskiej Gazety”. Podszywający się pod Tomcia Lisa poszukiwacz s…synów dostał zgłoszenie od Łączewskiego, że ten pomoże mu w walce z opcją polityczną, na którego przedstawiciela wcześniej wydał zadziwiający wyrok.
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl