Dałem się podejść jak dziecko. Sk…syn kupił mnie. Ale jednocześnie dał dowód na to, że jest największą gnidą jaka żyła na ziemi. No, może jeszcze żyd Jewno Azef i inny żyd – Judasz mogą się z nim równać w historii świata w kategorii „zdrajca”.
Oczywiście chodzi o Bolka W.
Jak zostałem wyznawcą agenta
Pamiętny sierpień roku 1980. Ja byłem już po lekturach „Kolumbów” i różnych tytułów o konspiracji, zatem w wieku lat 19 zdawałem sobie sprawę jak działa policja polityczna. W Polsce tymczasem wrzało, strajki ogarniały cały kraj.
Nastawiając pajęczą sieć anteny trzeszczącego radioodbiornika na falach zagłuszanej przez reżym „Wolnej Europy” usłyszałem, że na czele najważniejszego strajku, tego w stoczni gdańskiej, stanął niejaki Lech W.
Od razu stał się moim idolem. Rewolucjonistą antykomunistycznym już byłem, ale nie miałem takiej odwagi, by iść na czele pochodu, na dodatek podając swoje nazwisko… Takie postępowanie śmierdziało nieszczęśliwym wypadkiem.
To poczucie zagrożenia powodowało, że facet mi zaimponował. Przecież skoro ja, 19-letni młokos wiedziałem o możliwych konsekwencjach, to co znaczy, że gość, który wystawia się na strzał, też wie, że może nie dożyć następnego miesiąca. Albo nawet dnia.
Jak dostałem dowód zdrady
Pamiętam ten wieczór z radioodbiornikiem, jak dziś. Pamiętam to swoje zauroczenie przywódcą. I pamiętam myśl, która przeszyła mi mózg: „on już nie żyje, lecz jeszcze o tym nie wie”.
I ta moja ówczesna myśl jest teraz dla mnie istotnym dowodem na to, że tak naprawdę wodzem był Bolek.
Bolek przeżył, zatem musiał być Bolkiem. Gdyby był Wałęsą, to by utłukli. Wpadłby pod ciężarówkę ze żwirem. Albo poszedłby popływać w grudniu nad jezioro. Albo w mieszkaniu poniżej zawory gazu byłyby nieszczelne. Lub przeciąg wywiałby go przez okno wieżowca.
Zaćma
Wkurzony jestem na siebie, bo Bolek mnie tak omotał, że gnojowi wierzyłem. Pamiętam, jak przed wyborami w 1989 roku spotkałem koleżkę z klasy jeszcze z podstawówki, Jacka Łasaka. Mieliśmy wówczas po 28 lat. On śmiał się ze mnie, że wierzę w okrągłostołowe zmiany, ja porwany entuzjazmem odrywania czerwonych od koryta, patrzyłem na niego dziwnie. Jakoś nie dziwiło mnie, że wódz jeszcze żył.
Nie przestałem wierzyć w Bolka w 1992 roku. Myślałem, że może ruskie wojska wycofujące się z Polski może jeszcze „coś” zatrzymać. I to „coś” powoduje, że „nocna zmiana” odwołała rząd Olszewskiego.
Głosowałem na tego typa w 1995 roku w pierwszej i w drugiej turze wyborów prezydenckich.
Kiedy szedłem do wniosku, że Bolek to Bolek? Nie pamiętam.
W końcówce lat 90-tych zaczęły wychodzić nazwiska z różnych teczek. Bardzo znane nazwiska. Coraz głośniej mówiło się o Bolku. Jakoś przechodząc koło swojej starej dzielnicy na ulicy Piotra Skargi, widząc wyłażący spod kilku warstw farby stary, malowany przeze mnie na murze drukarni pewnej nocy w stanie wojennym napis „Solidarność” przypomniałem sobie ten sierpniowy wieczór z roku 1980, gdy pomyślałem o rychłej śmierci wodza.
A on żył.
Pewność
Nie masz papierów, to nawet na ewidentnego agenta mówienie „kapuś” może mieć poważne konsekwencje. Na początku nowego wieku przekonanie o faktycznej roli Bolka już miałem. Ale jawnie i otwarcie zacząłem mówić o tym dopiero po lekturze „SB a Lech Wałęsa, przyczynek do biografii”.
Nie było to olśnienie. To było tylko ugruntowanie przeczuć graniczących z pewnością. Olśnienie przyszło w ostatnich dniach. To nie był zwykły kapuś. To był zwykły szmalcownik. Sprzedawał kolegów za kilka srebrników.
Żal
Mi pozostał cholerny żal. Żal, że uwierzyłem zwykłemu, tępemu szmalcownikowi. Gdybym podczas którejś z akcji w stanie wojennym wpadł, to może skończyłbym jak Grzegorz Przemyk, chłopak z mojego rocznika, którego milicjanci skopali na śmierć. A na pewno żebra miałbym połamane, jak wielu bezimiennych. Tymczasem ten śmieć, który za kapowanie na kolegów brał drobne pieniądze, teraz śmie mówić, że sam obalił komunę, z którą współpracował, której był płatnym agentem.
Mało tego. Stado debili, mimo że na gnojka wyciekły kwity, robi demonstracje w jego obronie.
Gnój do końca
Miało to miejsce dziesięć dni po tym, jak Śląsk po raz drugi w historii zdobył tytuł mistrza Polski. Czyli całkiem niedawno, gdy Bolek już od 10 lat był na politycznym bocznym torze.
16 maja 2012 Bolek w Radio Zet stwierdził, że gdyby znajdował się na miejscu Donalda Tuska to 11 maja kazałby spałować związkowców blokujących tego dnia wejścia do Sejmu.
– Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze, brać udział w wyborach, organizować się. Ale potem: szacunek! Ktoś ich wybrał, to są przedstawiciele narodu, więc nie mogą pozwolić na opluwanie i bijatykę – twierdził Bolek.
Nie dość, że szmalcownik i zdrajca, to jeszcze mentalny śmieć.
Roman Zieliński, fot. bibula.com, facebook
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
