Śląsk zdaje się miał zrealizować w tym sezonie dwa założenia. Dalszy ciąg cięcia kosztów i zrobić to bez większych tąpnięć. To „zdaje się” z poprzedniego zdania trzeba wpisać, bo tak naprawdę nikt niczego nie ogłaszał, bo w Śląsku od lat przed nikim nie składa zobowiązań, ani nikt nie nakreśla żadnych planów, więc po sezonie nie ma z czego rozliczać.
Zatem owe opisane na wstępie założenia stanowią nasze przypuszczenia. Co prawda wszystko wskazuje na to, że tak właśnie było, lecz pewności stuprocentowej mieć nie można.
Nie tanio
Miało być tak: pozbycie się zawodników, którzy ciągnęli najwięcej kasy. Zatem z początkiem roku 2015 pod nóż poszedł Mila. Później Marco. Pozbyto się również bezwartościowych grajków pokroju Plaku, a którzy nie zarabiali 5 tysięcy na miesiąc. I jako tako to szło, aż do momentu, w którym Żelem postanowił pozbyć się Picha. To był ten moment kiedy wszystko zaczęło brać w łeb.
Po odejściu Picha Śląsk jeszcze fartem wygrał z Jagiellonią i to był koniec tej drużyny. Seria porażek była wołaniem o zmiany.
Zimą trzeba było zacząć ściągać kolejne partie piłkarskiego szrotu. Mimo oszczędnościowej wersji szkoleniowej (powiedzmy sobie szczerze, ani Kowalski, ani Szukiełowcz to nie były drogie opcje), mimo dość dobrego startu w rozgrywkach, zimę tylko cudem Śląsk nie okupował na pozycjach spadkowych. Aby nie wpaść w czerwoną strefę, znów trzeba było wysupłać coś z portfela.
Oczywiście wydawano jak najtaniej. I mamy powrót Picha, który już nie jest tym Pichem, mamy skośnego maluszka, który może coś tam potrafi, ale jak się poważne chłopy koło niego kręcą z zamiarem kopnięcia w kostkę, to on znika. Mamy jakieś inne transfery, które zamiast wnosić coś nowego, tak naprawdę są jedynie uzupełnieniem składu.
Straszno
Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek subligowych znaleźliśmy się pod czerwoną kreską. I to z niepokojącym dystansem do drużyn znajdujących się bezpośrednio przed nami. Gorzej, widoki na zmianę sytuacji są mizerne.
Gramy jeszcze z Ruchem, który wciąż nie ma pewnej „ósemki”, później z Amiką, dla której niedostanie się do pucharów będzie klapą, oraz z Cracovią. Dość nieobliczalną w tym sezonie.
Powiedzmy sobie szczerze. Dostać się do pierwszej czwórki drugiej ósemki to raczej jest zadanie niewykonalne.
Zatem w meczach dogrywkowych, znacznie istotniejszych, bo lepiej punktowanych, dane nam będzie zagrać trzy razy u siebie i czterokrotnie na wyjazdach. A w tym sezonie Śląsk u siebie dwa razy częściej wygrywa niż na wyjazdach (4-2) i dwa razy mniej przegrywa we Wrocławiu niż na cudzych stadionach (4-8).
To rokuje bardzo trudną sytuację na koniec rozgrywek.
Rządy takiego Jockera jak Żelem pod patronatem innego Jockera – Dutkiwicza mogą mieć smutny finał 14 maja.
Andrzej P, RZ, fot. wilmweb.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
