Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Stek kibicowski – już niepełnokrwisty

stare-zdjecia Wstęp 
Autor tekstu, Jerzy Dudała, niezbyt aktywny obecnie kibic Zagłębia Sosnowiec, specjalista od gospodarki, w szczególności górnośląskiej, napisał poniższy artykuł dla zupełnie innego medium niż portal FanŚląsk. Ale tak się złożyło, że opublikowany został właśnie tu.
W rozmowie przed jego publikacją Dudała stwierdził, że w wielu kwestiach pewnie się z nim nie zgodzę.
Powiem tak – w wielu kwestiach się z autorem zgadzam w zupełności. Niestety.
RZ

Skupienie jest wrogiem głupoty. Jednak żyjemy w czasach sms-ów, maili i innych rozpraszaczo-ogłupiaczy. Ludzie stają się niczym roboty, a świat kibicowski bazujący kiedyś na emocjach, kontestacji, nieprzewidywalności i braku schematyzmu – również staje się (szybciej niż powoli) gównianym wytworem obecnej popkultury, a nawet szerzej: obecnie dominującego stylu życia.

Mówią: kiedyś był absmak, a teraz dopiero to czuć
Jakiś czas temu w środowisku kibicowskim rozmawiano sporo na temat znacznych przetasowań na scenie kibicowskiej i zachowania części fanów Wisły Kraków, a także fanów Lechii i Śląska. Chodziło o układ z Ruchem i Widzewem oraz rozpad zgody na linii Wisła-Lechia-Śląsk. Oczywiście o tym, jak dokładnie było i jak poszczególne zdarzenia były rozłożone w czasie, pewnie najlepiej wiedzą fani Śląska, Lechii i Wisły.I pewnie każdy ma swoje racje i będzie obstawał przy swoim. Opinie i komentarze na tamten temat były przeróżne. Były między innymi komentarze, że ten rozpad zgody jest bez sensu, ale też i takie, że bardzo dobrze się stało, że to normalne w obecnych czasach i że wreszcie coś ożywi scenę kibicowską, a Wisła z Ruchem wprowadzą nową jakość. Różnorodność komentarzy była bardzo duża. I każdy pewnie wychodził z założenia, że właśnie jego argumenty są ważniejsze od pozostałych. Choć nie zabrakło oczywiście, przede wszystkim w internecie, również tych niewyszukanych komentarzy, ograniczających się de facto do bluzgów.
Nie brakowało wśród opinii, płynących od fanów wrocławskiego Śląska, tych w duchu: „przecież to chodzi tylko o Sharksów” (tak na marginesie, nazwa co najmniej dziwna, jakby nie można było po polsku; zresztą ta uwaga dotyczy także innych, bo mamy na polskim podwórku również np. Teddy Boysów, Torcidę czy ekipę Barra Bravas), a nie wszystkich.
sektor-kiboliJednak ci, którzy akurat z tej właśnie perspektywy oceniali przebieg zdarzeń chyba nieco okłamywali samych siebie. Przed laty bowiem wskazywali, że liczy się tak naprawdę tylko ten, kto dyktuje warunki. Tak na to patrząc – te inne grupy, którym nowe porządki nie przypadły do gustu, nie są raczej w stanie – niezależnie od swej liczebności – się temu przeciwstawić.
Z czasem zleją się w nowomyślącą masę. A ci, którzy się nie zleją, pewnie dadzą sobie spokój z czynnym kibicowaniem i zbojkotują nową sytuację. Inna rzecz, to komentarze, że w ostatnich latach widać pewną stagnację, jeśli chodzi o kibiców wrocławskiego Śląska. Niektórzy twierdzą, że to był niejako dodatkowy powód do takiego, a nie innego działania części kibiców spod znaku Białej Gwiazdy. Nie brak także komentarzy, że przynajmniej na początku – na tzw. świeżości – układ Wisła-Widzew-Ruch-Elana może być znaczną siłą, pewnie głównie za sprawą kibiców Ruchu, których część właściwie „od zawsze” była zorientowana chuligańsko. Już w latach 80-tych – a właściwie szczególnie wtedy – wyjazdy na Ruch były z gatunku tych konkretnych.
Znam kilku kibiców Ruchu, powiedzmy w wieku zaawansowanym średnim, którzy chodzą na mecze Niebieskich od lat, a czasem jeżdżą też na wyjazdy, choć żadni tam z nich chuligani. W sumie można by powiedzieć, że są nawet w porządku, oczywiście gdyby nie to, że kibicują Ruchowi, he, he. W każdym razie, oni żyją tym Ruchem nie tylko, kiedy on gra. Interesują się tym, co dzieje się w klubie, w tym jego kłoptami natury finansowej. Oni mówią, że układ z Wisłą im się nie podoba, a Ruch dobrze sobie radził bez Wiślaków. Jeden z nich zaznacza, że wystarczyłaby dobra zgoda (według ichniejszej terminologii – sztama), jaką Ruch ma z Widzewem i Elaną. A jeśli już, to wolałby on na przykład układ z Lechią, którą sobie ceni. Ci kibice wskazują, że „ekipy sportowe” zrobiły sobie układ, ale ich to nie obchodzi, a za Wisłą akurat nie przepadają.
– Teraz Wisła jest chuligańsko lepsza niż Śląsk, ale to chyba nie powód, żeby wąchać się z Widzewem, a co za tym idzie przekreślać tyle lat zgody – mówi Marcin, 28-letni kibic z Poznania. Przetasowanie na scenie kibicowskiej było tematem pogawędek w różnych częściach Polski. Wskazywano między innymi, że to całkiem nowa sytuacja. Cóź, takie przyszły czasy.
Tak naprawdę w kibicowaniu – jak również w innych dziedzinach – zawsze liczyli się liderzy, charyzmatyczne jednostki, które potrafiły za sobą porwać innych. Całe grupy kibicowskie tak naprawdę oceniano poprzez wąskie grupki nadające ton.
Przecież nie wszyscy kibice Lechii walczyli za komuny z ZOMO. Ale, co zrozumiałe, ton nadawali i znaczną część historii kibicowskiej Lechii pisali ci zaangażowani, walczący na ulicach i działający w podziemiu.
W każdym bądź razie – generalnie rzecz ujmując – obecne podejście do tradycji, do zgód, powinno w środowisku kibicowskim oznaczać czas przemyśleń.
Lata przyjaźni, lata wspólnych wyjazdów – i okazuje się, że to dla co niektórych niewiele, bądź wręcz nic nie znaczy. Z kibicowskiego punktu widzenia – przykładowo ze dwie dekady temu – wydawałoby się to raczej niepojęte.
lbmncTo liderzy wyznaczają reszcie kierunek, pokazują, jakie wartości są warte pielęgnowania. Wielu się teraz śmieje, że obecnie w Krakowie niektórzy liderzy przekazują antywzorce. Jednoznaczny przekaz wzmacnia grupę, a zniuansowane komentarze, głównie w szeregach fanów Śląska – że część Wiślaków jest nie w porządku, za to reszta wcale nie musi taka być – nie sprzyjają budowaniu jednoznacznych i niepodatnych na różne sugestie postaw. Obecne czasy są całkiem inne niż piętnaście, dwadzieścia lat temu. Niby truizm, ale tak właśnie jest. I w światku kibicowskim jest to dobrze widoczne. Przykładowo cenię Romka Zielińskiego (choć w wielu kwestiach pewnie nieco się różnimy) za to, że stara się być bezkompromisowy, co z pewnością nie jest proste i życia na co dzień nie ułatwia. Za to przynajmniej można mieć tę satysfakcję, że nie sprzeniewierzyło się własnym zasadom. Natomiast – podkreślają co niektórzy – sposób tłumaczenia relacji na linii Wisła-Śląsk i pokazywanie przez niektórych fanów Śląska, że można się do byłej już zgody odnosić z klasą wielu pewnie zupełnie nie przekonuje. Po prostu uważają, że to jednak trochę bez sensu i jakby na siłę, jeśli uznać, że siłą kibicowania była też między innymi jednoznaczność. Jakieś tam dyskretne, dyplomatyczne tłumaczenia – wydawało się – to są (jak niestety widać były) charakterystyczne głównie dla polityki, a nie świata kibicowskiego.

Byli na topie, więc zgoda byłą przydatna?
Przed laty, kiedy kibice Śląska byli na chuligańskim topie, to przez wielu postrzegani byli – inna rzecz, czy nieco nie na wyrost – jako ci bezkompromisowi, dążący do zadymy (pamiętamy początek lat 90-tych, w tym choćby mecz Polska-Anglia na Stadionie Śląskim w 1993 roku, gdzie Śląsk z Lechią mocno wywijali; a i na innych sektorach ciągle coś się działo). Stąd mnóstwo ludzi chwilkę potem nie mogło się nadziwić, że ten właśnie Śląsk znowu ma zgodę z Wisłą. Ta ostatnia w wielu miejscach była raczej nielubiana, wiadomo GTS.
A już zgoda z Wisłą zawarta przez Lechistów dla wielu była bardzo dziwna. Dlaczego? Dlatego, że nijak te ekipy wydawały się do siebie nie pasować.
wroclawianie-info-infoWiadomo – Lechia to cała ta otoczka walki z komuną, klub znany przede wszystkim z kibiców walczących z reżimem, bo piłkarze Lechii spektakularnych sukcesów na swym koncie nie mieli. Choć, żeby nie było zbyt kolorowo, to okrzyki swego czasu wznoszone na Traugutta typu: „wzorem naszym jest Rudolf Hess”, pokazywały całkowite zidiocenie co niektórych. Zestawienie szczytnych haseł: „Bóg-Honor-Ojczyzna” z okrzykami o Hessie pokazywały totalne dziadostwo. I żadne tłumaczenia tego nie zmienią. A Wisła? Klub, którego cała ta otoczka wydawała się raczej średnio pasować do biało-zielonych. Pamiętam koniec lat 80-tych. Wielu nie przepadało za Lechią, a jednak raczej wypowiadało się o kibicach Lechii z szacunkiem. Zresztą tak samo, jak na początku oraz w połowie lat 90-tych o Arce, wówczas kibicowsko naprawdę mocnej, o wiele chyba wówczas mocniejszej od Lechii. Z kolei Wisła sporo wcześniej, szczególnie w latach 80-tych, to była silna ekipa, potrafiąca się też dobrze pokazać w trakcie meczów wyjazdowych. Nawet jak Wisła grała w drugiej lidze, to kibiców miała na poziomie ekstraklasy. W latach 80-tych Wisła w Krakowie pod względem kibicowskim raczej nie miała konkurencji. Wiele emocji zawsze budziły mecze Wisły z Legią. I już przed laty Legioniści wskazywali, że Wisła z nich zrzyna, mówili głównie o przerobieniu ich hymnu: „mistrzem Polski jest Legia”. Jednak Wiślacy szybko mogą odbić piłeczkę, wskazując choćby, jak niedawno Legioniści skopiowali od zgody Wisły, czyli Lazio, pieśń Non mollare mai (śpiewając: nie poddawaj się ukochana ma). A zatem, w tym zakresie pewnie jedni drugim mogą coś zarzucać.
Kibice Legii często podkreślają, że kompleks klubu z Łazienkowskiej był pod Wawelem zawsze silny i nadal nie słabnie. Jak zresztą – dorzuci wielu – kompleks Krakusów wobec Warszawiaków. Z kolei inni zaraz podkreślą, że to nieprawda, bo jest całkiem na odwrót. Normalne – różne osoby, z różnych miejsc, to i różne opinie. Choć wiadomo, że Legii się raczej nie lubi i w wielu miastach publika spina się właśnie na mecze z drużyną z Łazienkowskiej. I często zamiast dopingu dla miejscowych słychać głównie bluzgi na Legionistów (często tak jest choćby w przypadku klubów z Górnego Śląska, czy w Poznaniu; w różnych miejscach Polski wskazuje się też, że Legioniści od lat mocno się lansują, ale przykładowo w drugiej połowie lat 90-tych kibicowsko nie byli pierwsi, bowiem byli lepsi od nich – ale to jest dyskusja z gatunku tych bez końca, a argumentów różnych stron, tych za i przeciw, jest całe mnóstwo). Stąd okrzyki fanów Legii: „przyszliście chamy, dlatego, że my tu gramy” nie są bezpodstawne. A animozje na linii Kraków-Warszawa są powszechnie znane. Dla wielu wiadomo – Kraków stolica kultury, ach – te wspaniałe zabytki. Inni na to: ble, ble ble, najbardziej przereklamowane z polskich miast – z atmosferą żadną. Jak mawia mój znajomy: Floriańska, rynek, droga do Wawelu, Wawel – i koniec. I busy oferujące wycieczki do Auschwitz. Taka przaśna cepelia. Ale wiadomo, to takie tam przekomarzanie się. Ile różnych osób z różnych miejsc, pewnie tyle zniuansowanych opinii i ocen.
foto-polska-euNiektórzy jednak stawiają sprawę jasno. Ich zdaniem przed laty, kiedy Śląsk był na kibicowskim, w tym chuligańskim topie i kiedy Lechia też budziła szacunek – Wisła mając ze Śląskiem i Lechią zgodę mogła się stopniowo wzmacniać. Ta zgoda przed laty – wskazuje wielu – potrzebna była głównie Wiśle, która miała wtedy sporo problemów z lokalnym rywalem (że wspomnieć choćby rok 1998 i turniej w Spodku, na który niektórzy Wiślacy przyjechali poobijani jeszcze w Krakowie przez fanów Pasów, a w samym Krakowie sytuacja znacząco różniła się wtedy od obecnej). Po latach w różnych miejscach można usłyszeć, że to pierwsze wrażenie, zdziwienie, a wręcz pewien absmak u niektórych ekip – kiedy Śląsk i Lechia zrobiły zgodę z Wisłą – znalazły po wielu latach potwierdzenie w rzeczywistości. Teraz – zaznaczają niektórzy, czasem z nieukrywaną satysfakcją – ten absmak dopiero to czuć.
Dodając przy tym, że z mówienia przez niektórych fanów Śląska – iż nie daliśmy się sprowokować, choć wąska część publiki przy Reymonta prowokować próbowała – niewiele wynika. Ktoś cię wyzywa, a ty nadal zachowujesz klasę. Dla wielu takie zachowanie fanów Śląska pozostaje niezrozumiałe. Wielu podkreśla, że niebawem tych wyzywających może być o wiele więcej, bo przyzwyczają się do nowych porządków, a następnie je zaakceptują (tak na marginesie, raczej pokrętne było przed laty dla kibiców z różnych części Polski tłumaczenie przez przedstawicieli niektórych wiślackich zgód krakowskich realiów; między innymi wtedy, kiedy ganiano się z rozmaitym sprzętem, czy kiedy kibica Cracovii kilkanaście osób zmasakrowało). Rację mieli ci, którzy zaznaczali wówczas, że przedstawiciele wiślackich zgód nie powinni byli ględzić o krakowskich realiach. O tym, że tam wyjazd nie kończy się wraz z powrotem do miasta, że to wielopłaszczyznowy konflikt – i takie tam – tylko otwarcie ocenić sytuację. Są bowiem granice, których przekraczać nie wolno – także w świecie kibicowskim. Czy może, jak powiedzą niektórzy – szczególnie w tym świecie. Kibice wzajemnie powinni się szanować. A tak niestety nie jest, choć na przestrzeni wielu ostatnich lat dość było bezpardonowej nagonki na środowisko kibicowskie. Ale jak się sami nie szanują, to trudno wymagać, by szanowali ich inni.
Lokalne realia (mocno się różniące w przypadku różnych miast) lokalnymi realiami, ale generalnie trzeba do fanów wszystkich klubów przykładać tę samą miarę.
Nie można wnioskować, że w mieście derbowym więcej wszelakiej niegodziwości można jakoś zaakceptować. To bowiem droga donikąd. Jak na flagach masz hasła odnoszące się do honoru, do zasad, do patriotyzmu, czy wszelkie inne tego typu – to powinieneś po imieniu nazwać różne sytuacje, które nie powinny się zdarzyć. Ale wiadomo – szczytne treści na flagach to jedno, a życie to drugie.
bsnt-ha-haObecnie wielu fanom nie podoba się to, że ktoś przykładowo bierze się do bicia, czy wyzywania tych, których dopiero co nazywało się braćmi.
Częste powtarzanie szczytnych haseł, odwoływanie się do pięknych zarówno klubowych, jak i narodowych tradycji – to w środowisku kibicowskim stało się wręcz normą.
Niektórzy, co bardziej trzeźwo myślący starsi fani, wskazują, że to już w przypadku co niektórych jawne nadużycie – zważywszy na to, jak często zachowanie i działania stoją w zupełnej sprzeczności z tymi hasłami. Może lepiej dać sobie spokój i do byle jakich zachowań nie przyszywać na siłę szczytnych haseł. Te hasła są bowiem zarezerwowane w sumie dla nielicznych. Dla tych, którzy swym codziennym działaniem potwierdzają myśl płynącą z przesłań na flagach czy szalikach.
Niestety natręt idealizowania środowiska kibicowskiego stał się ostatnio aktywny. Co gorsza, niektórzy uważają, że tak ma być. Potrzebują widać stałego dowartościowywania, wychodząc z założenia, że jak ich całe lata na wyrost napiętnowano, to nie zaszkodzi, jak się ich teraz będzie na wyrost chwalić.

Dość napluto na kibiców, ale obecne idealizowaniue czasem odrzuca
Środowisko kibicowskie w Polsce mocno się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat. To widać gołym okiem. Coraz więcej jest w nim osób interesujących się najnowszą historią Polski, coraz więcej jest osób, które angażują się w różne szczytne akcje. To prawda, tak właśnie jest. Napisałem o tym między innymi w tekście „Kibice odmienieni”, który jakiś czas temu ukazał się w portalu Fan-Śląsk. Natomiast – co naturalne – nie jest tak, że już wszyscy kibice są tacy.
Dość na środowisko kibiców napluto, szczególnie w ostatnich latach, by się nad nim teraz dodatkowo pastwić. Ale wiadomo też, że idealizowanie środowiska i przypisywanie mu niejako z automatu – całemu – cech charakterystycznych głównie dla godnych naśladowania jednostek oraz, co cieszy, coraz to liczniejszych grup – jest nieuczciwe.
To bowiem nieprawda, że wszyscy kibice są – i tu można sobie dodać różne budujące hasła i przymiotniki. Nie, wszyscy tacy nie są. Nie są, nie byli i nie będą.
Ruch kibicowski się diametralnie zmienił – to fakt. Jednak owo idealizowanie środowiska kibicowskiego zaczyna być już gdzieniegdzie groteskowe. Tym bardziej, że na trybunach stadionów zasiada właściwie cały, bądź prawie cały przekrój polskiego społeczeństwa.
Całe lata pluto na kibiców, albo konsekwentnie zamilczano ich w medialno-politycznym mainstreamie. A wszystko to, co było w świecie kibicowskim godne pochwały, nie znajdowało chętnych do relacjonowania w mediach głównego nurtu, czy raczej głównego ścieku. Pamiętam, jak kilka lat do tyłu ze cztery razy pod rząd, w niewielkim odstępie czasu, nagrywała mnie telewizja publiczna. I oczywiście ani raz wtedy nie dali moich wypowiedzi, bo nie przystawały one do materiałów z góry założoną tezą, że kibice są źródłem samego zła. Nagle bowiem wychodził gość i mówił to, co powtarza od lat – że problemem w Polsce jest często nadużywanie władzy przez policję, że zabezpieczenie meczów pozostawia wiele do życzenia, że często kibiców prowokuje się i traktuje z góry jak kogoś gorszego, że media mainstreamu nie chcą zauważyć wiele dobrego w świecie kibicowskim – jak choćby pomoc dzieciakom z domów dziecka, uczestnictwo w rocznicach ważnych wydarzeń, czy choćby Ogólnopolska Pielgrzymka Kibiców na akcja-testamentJasną Górę organizowana przez charyzmatycznego i po prostu sensownego, potrafiącego dotrzeć do młodych ludzi księdza Jarosława Wąsowicza – przy okazji: serdeczne pozdrowienia! Z kolei teraz gdzieniegdzie wahadełko odbiło w drugą stronę i kibicom w całej swojej masie przypisuje się cechy, którymi odznaczają się jednostki oraz określone grupy. A bywa, że chwalą ich ci, których intencje, jak to w przypadku zdecydowanej większości polityków, nie do końca muszą być czyste.
Wiadomo też, że jak jest coraz większa podaż towaru na rynku, to jego ceny spadają. Jeżeli czegoś jest w nadmiarze, to ludzie siłą rzeczy czują przesyt i to się w konsekwencji dewaluuje. Nikomu się już potem zbytnio nie chce o to zabiegać. Nie należy więc „przegrzewać koniunktury”. Obowiązkiem jest na przykład przypominanie między innymi o Żołnierzach Wyklętych i tutaj głównie kibice Śląska Wrocław zrobili niesamowicie dużo. A następnie kibice innych klubów. To oni zaczęli, a dopiero później podpięli się pod tę inicjatywę różni politycy zabiegając o elektorat, czyli chcąc wygodnie posadowić swoje tyłki.
Natomiast wałkowanie tematu dla samego wałkowania z czasem przynieść może efekt odwrotny od zamierzonego. A zatem mądra polityka historyczna – jak najbardziej tak. Ona jest konieczna i niezbędna w wychowywaniu kolejnych pokoleń – i tu także ruch kibicowski ma pole do ambitnego działania. Ale spłycona papka o rzeczach niezwykle ważnych – pokazywana co rusz w telewizorach – już niekoniecznie. Różne zachowania mające teraz miejsce w światku kibicowskim pokazują, że kibicowski etos, kibicowskie zasady coraz częściej idą do przysłowiowego kosza.
1979W taki sposób rozmontowuje się ideowe fundamenty scalające latami całe środowisko. Te wszystkie: braci się nie traci i tak dalej. Dla niektórych wszystko to stanowi tylko fasadę. Stąd będzie to miało wpływ na środowisko kibicowskie i na jego wyjałowienie oraz odmitologizowanie. Kibicowanie jeśli jest autentyczne, to w porządku. Jest normalnie, kiedy bycie kibicem jest celem samym w sobie. Jeżeli jednak ktoś traktuje kibicowanie przede wszystkim jako trampolinę do innych działań, to podrywa fundamenty ruchu kibicowskiego.
To środowisko nigdy nie było idealne. Ba, kto na mecze jeździł, pewnie wiele razy myślał, że mnóstwo zachowań jest karygodnych i bez sensu, te wszystkie tzw. promocje, czyli nazywane eufemistycznie ordynarne i chamskie kradzieże, to rzucanie się w kilkunastu na jednego, czy zaczepianie osób postronnych w pociągach – szczególnie częste w latach 80-tych. Wielu pewnie miało w tym zakresie refleksje i starało się na to reagować. Natomiast te modne ostatnio układy stricte chuligańskie czy jakieś tam układy handlowo-biznesowe – o których można usłyszeć w różnych zakątkach Polski – niczym rak będą niszczyć kibicowski organizm.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kibicowanie to właśnie między innymi przekazywane z pokolenia na pokolenie opisy, które obrosły w legendy. To barwy, to herby, to wreszcie kibicowskie przyjaźnie. To także i wieloletnie zgody (zwane na Hanysowie sztamami), o które warto zabiegać, one bowiem też budują tożsamość kibicowskich grup. Paradoksalnie – podkreśla wielu starszych kibiców – to z samego środowiska kibicowskiego wyszedł sygnał, że można i tak, a zatem nie przejmować się latami zgody, latami wspólnych wyjazdów, latami różnych, także tych – wydawałoby się – mocno scalających wydarzeń.
Teraz w całej Polsce coraz częściej słychać o różnych (ze dwadzieścia lat temu uznanych za dziwaczne, a przede wszystkim niezrozumiałe) układach, które robią sobie grupy chuligańskie, często nie patrząc na resztę kibiców.
To jest bez sensu. I z czasem to całkowicie dobije kibicowanie. Tak na marginesie, teraz Romek nie napisałby już „Ligi chuliganów”, bo trzeba by przykładowo pisać, że prym w danym sezonie wiodła ekipa A wspomagana przez układowiczów: X,Y i Z. To zupełnie bez sensu. Nikt przecież nie będzie ważyć znaczenia tych układowiczów w wielu różnych przypadkach, w poszczególnych starciach.
Dawniej nie było tego typu podziałów i rzeczywistość była raczej przejrzysta (choć pojawiały się głosy, że niektóre ekipy postępowały nie fair, bo zjawiały się na awanturach z tzw. ludźmi z miasta, którzy nie byli częścią ruchu kibicowskiego). Jednak przejrzystość i w miarę jasne zasady (choć wiadomo, że często łamane) scalały jakoś cały ten ruch kibicowski.
Raz jedni, a raz inni byli na topie swoistej ligi chuliganów. Po okresie, kiedy prym wiodły dane ekipy, do głosu dochodziły inne – normalnie, jak to w życiu. Choć trzon klubów mocnych w tym zakresie pozostawał bez większych zmian. Były bowiem kluby, gdzie zawsze jakaś część publiki interesowała się przede wszystkim wydarzeniami pozaboiskowymi, w tym różnymi awanturami, które później zaczęto określać mianem zadym. Siłą rzeczy o tych zadymiarzach było później głośno, bo wiadomo, że media zawsze szukają krwi i sensacji. Stąd całą otoczkę niektórych klubów budowały wątki kibicowskie, jak choćby w Anglii w przypadku Chelsea, która swego czasu sportowo była kiepska, ale kibicowsko lokowała się na samym topie.
W latach 80-tych jeśli jeździłeś na wyjazdy, to musiałeś się liczyć z różnymi sytuacjami, bo miejscowi często polowali na przyjezdnych koło dworców, czy na trasie dojazdu i dojścia do stadionu. W takich realiach, jeżeli nie uciekałeś – a często pozostawała ci tylko ucieczka, bo w tamtych latach dysproporcje liczebne między miejscowymi a przyjezdymi były zazwyczaj olbrzymie – to siłą rzeczy musiałeś jakoś reagować na agresorów. Musiałeś być odważny i starać się jakoś przeciwstawić miejscowym, którzy chcieli cię dopaść.
Wówczas, w latach 80-tych, kibice Legii na mecze rozgrywane na Hanysowie przyjeżdżali na przykład w około pięćdziesiąt osób. Takie były wtedy realia – odmienne od obecnych. Jak choćby na meczu w Katowicach, gdzie GKS podejmował Legię. Przez chwilę na murawie biegał doberman, a trybuny wyły: „Dziekanowski!”
Była w tamtych realiach ekipa wyjazdowa i tyle – bez podziałów na tych od bicia czy od śpiewania. Jak ktoś jeździł regularnie na wyjazdy, to jakiegoś chuligana, czy zawadiakę w sobie raczej musiał mieć.
slask-oprawaZ tej perspektywy widać, że zapożyczenie podziałów z zagranicy – na hooligans i ultras oraz resztę – było wyjątkowo marnym posunięciem.
Choćby dlatego, że ci, którzy aktywnie jeździli na wyjazdy i można było na nich liczyć – choć sami siebie nie uważali za żadnych chuliganów – zostali potem wypchnięci. Dla nich bowiem awantury były czymś wliczonym w wyjazdy, czego nie dało się wtedy uniknąć. Ich pociągała cała ta kibicowska otoczka, łącznie z różnymi perypetiami, w tym także awanturami. Ale nie były to osoby, które umawiałyby się gdzieś tylko i wyłącznie w celu wzajemnego okładania się.
Oni byli bowiem przede wszystkim zagorzałymi kibicami, którzy co pewien czas uczestniczyli siłą rzeczy w różnego rodzaju awanturach przy okazji rozgrywania meczów. I nie tylko ich, bo na przykład, głównie w Gdańsku, walczyli też na ulicach z ZOMO i milicją. Mieli bowiem też swoje poglądy na politykę i otaczające ich realia społeczne. Żeby bić się wtedy z ZOMO musieli też być odważni. Ale nie byli chuliganami dla samego chuligaństwa. To właśnie zasadnicza różnica. A niektórzy nie potrafią, bądź nie chcą teraz tej zasadniczej różnicy dostrzec.
To zapożyczenie podziału z zagranicy dobija polskie środowisko kibicowskie. Rozglądam się wkoło i widzę, że ta fascynacja kibicowaniem u wielu zdycha, bo grabarzami okazują się sami przedstawiciele środowiska kibicowskiego (nie tylko politycy, czy urzędnicy), których być może ktoś w porę nie przystopował. I nie wytłumaczył im, że takie a nie inne zachowania będą w przyszłości fatalne w skutkach dla ruchu kibicowskiego.

Kiedy należy być dżentelmenem
A sam styl, jakby nie było dyplomatycznego tłumaczenia przez co niektórych określonych okoliczności i zachowań – pozostaje dziwny. Z klasą to można się starać wypowiadać w rodzinie, mozolnie dobierając słowa, czy dajmy na to w pracy. Ale nie w świecie kibicowskim (w końcu stadion to nie opera), który przez długie lata, szczególnie za komuny, napędzany był bezkompromisowością i brakiem jakiejkolwiek poprawności – dziś często nazywanej polityczną, z którą mamy do czynienia także poza polityką, bo to określenie ma przecież o wiele szersze zastosowanie.
niebiescy-perelZdziwienie budzą też komentarze niektórych fanów wrocławskiego Śląska w stylu, że kwestia Wisły to jedno, ale przecież ekipa Ruchu jest taka charakterna. Wielu zaraz powie, że zależy, na co się patrzy. Natomiast to raczej dziwne opinie w odniesieniu do fanów potrafiących histerycznie wydzierać się: „Górny Śląsk” i przeraźliwie gwizdać oraz przeklinać w czasie odgrywania hymnu narodowego. Wystarczy. Samo to zachowanie wyklucza jakiekolwiek inne pozytywne komentarze. Jak ktoś uważa inaczej, to powinien się nad sobą poważnie zastanowić.

Nakręceni głupotą
Na to zastanowienie potrzeba czasu i spokoju. No właśnie – skupienie, namysł są wrogami głupoty. Od tego zacząłem, bo tak właśnie jest.
Stąd, by masę ludzką ogłupić, wepchało się w jej ręce wszelkie nowinki technologiczne (a ileż jeszcze tych nowinek pewnie przed nami), które umożliwiają całkowitą, prowadzoną non-stop inwigilację.
Stąd czasy chuliganów – w stylu tych, którzy jakiś czas temu przed galą walk w katowickim Spodku, praktycznie w samym centrum Katowic czymś tam w siebie porzucali, czy coś odpalili – są doprawdy żenujące. Policji mnóstwo, pełna inwigilacja, pewne kłopoty.
Z góry można założyć, że będą wielkie problemy, ale młodzież – również w odzieży godnej rasowych chuliganów – nieźle się ponaprężała. Były okrzyki, odpalono jakieś świecidełka. Później różne internetowe serwisy miały używanie – na siłę robiłąc z tego newsa dnia, informując o zadymie przed Spodkiem. Zadymie, choć chyba nawet nikt nikogo w tyłek nie kopnął. Cóż, niejeden powie – jakie czasy, taka zadyma.
Jakie czasy, takie również relacje i tytuły w internecie. Wszystko, co spontaniczne, niezaplanowane, odruchowe – w obecnych czasach siłą rzeczy zanika. Kibicowanie obecnie – to w wielu przypadkach mega-karykatura tego sprzed lat, z końca lat 80-tych, czy początku lat 90-tych. Ci wszyscy dyrygenci w wielu różnych klubach: w casualowych, modnych i drogich, zazwyczaj czarnych ciuchach, albo to pompowanie się na różnych stronach w internecie. Taki paradoks, bo z drugiej strony mieliśmy na przestrzeni ostatnich lat naprawdę istotną przemianę, dzięki której większe grupy kibiców zaczęły się interesować historią, patriotyzmem.
niezlomni-plPisałem o tym już przed laty, między innymi w tekście „Patrioci w szalikach”, jaki ukazał się w Gazecie Polskiej, czy w tekście „Trzy bastiony niepodległości”, który ukazał się w Tygodniku Solidarność. Także i tych spraw (choć nie tylko) dotyczyły wywiady, jakie przeprowadziłem w ostatnich latach: z Romkiem Zielińskim, a sporo wcześniej m.in. z księdzem Jarosławem Wąsowiczem oraz śp. Tadeuszem Duffkiem, a które opublikowane zostały na łamach tygodnika Gazeta Polska.
Mimo tej – jakże przecież ważnej przemiany – ruch kibicowski w ostatnim czasie odnotowuje też zmiany zgoła odmienne, godne raczej politowania. Takie, gdzie szczytne hasła mają się nijak do rzeczywistości.
Trzeba o tym wspominać, choćby dlatego, że te negatywne procesy nijak nie korespondują z pozytywnym odmienieniem mającym miejsce w środowisku kibiców.
Przez te negatywne zmiany ruch kibicowski staje się u nas coraz częściej mało poważny, a czasem wręcz groteskowy. Cóż – panowie: nieustraszeni, niepokonani, nieugięci, nieujarzmieni, nieposkromieni, niezwyciężeni, odważni, wierni, mężni, silni, waleczni, mocni, fanatyczni, heroiczni (jak przynajmniej wynika z różnych, licznych haseł widocznych na koszulkach, bluzach, szalikach czy flagach od Bałtyku aż do Tatr) – od patosu do śmieszności zaledwie mały krok.
Jerzy Dudała
Autor książki „Fani-chuligani. Rzecz o polskich kibolach”.
fot. stare zdjęcia, stacja7.pl, Sektor Kiboli, wroclawianie.info, niezlomni.pl,

Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.

32+

Users who have LIKED this post:

  • avatar