Kolejny raz postanowiliśmy odwiedzić węgierskich braci w czas ich święta. Mimo krótkiego pobytu nie mogliśmy narzekać na brak atrakcji. Głównym celem miały być obchody rocznicowe rewolucji z 1848 roku, jak się jednak okazało życie pisze inne scenariusze.
Po przyjeździe w sobotę wybraliśmy się z grupą Węgrów na mecz męskiej piłki ręcznej Ferencvaros – Balassagyarmat (fotka powyżej). Piłka ręczna mężczyzn nie cieszy się tak dużą popularnością jak jej damska odmiana. Gospodarze wygrali to spotkanie i postawili kolejny krok na drodze do awansu. Świętowanie sukcesu nie mogło trwać zbyt długo gdyż na niedzielę zaplanowana była główna atrakcja całego wyjazdu.
Kibice Ferencvarosu skonfliktowani z właścicielem klubu Gaborem Kubatovem znudzeni trwającym prawie 3 lata bojkotem postanowili przypomnieć sobie jak to jest dopingować swoją drużynę. Wszystkie grupy kibicowskie postanowiły zmobilizować się i udać się na mecz drużyny rezerw w trzeciej klasie rozgrywek. Mecz odbył się w XXI dzielnicy Budpaesztu – Csepel z klubem Csepel FC. Już od wczesnych godzin porannych na mieście widoczni byli kibice w barwach. Pod stadion dojechaliśmy przeszło dwie godziny przed meczem i ilość ludzi zrobiła na nas olbrzymie wrażenie.Ubrani w nasze barwy wzbudzaliśmy nie małą sensację. Byliśmy bardzo przyjacielsko przyjęci. Ulice dookoła stadionu zamknięte przez smutnych panów zamieniły się jedną wielką imprezę – śpiewy, piro, palinka. Co warte odnotowanie nikt nie dostał mandatu, ba nawet pouczenia. Godzinę przed meczem doszło do bardzo ciekawej sytuacji. Wszystkie fan-cluby razem w jednej kolumnie składającej się z 12 autokarów podjechały pod stadion.
Zrobiło to na nas ogromne wrażenie, co ciekawe jest to u nich norma.
Wejście na stadion, który lata świetności ma już dawno za sobą było bardo sprawne. Na terenie stadionu pełny catering – hitem były bułki z kotletem schabowym i ogórkiem kiszonym. Fradi zajęli ponad połowę stadionu i ciasno stłoczenie na stojących trybunach oczekiwali na początek meczu. Od pierwszego gwizdka sędziego tęsknota za atmosferą trybun dała o sobie znać i zaczął się pokaz pirotechniki – dym, race, ahtungi. Zresztą piro odpalane było podczas prawie całego meczu w różnych miejscach na trybunach i nie tylko. Jeden z wariatów postanowił wdrapać się na maszt oświetleniowy i tamże odpalił racę.
Doping stał na świetnym poziomie, bez przestojów, głośno, melodyjnie i co najważniejsze wszyscy śpiewali. Gospodarze także wystawili skromny młyn. Zaprezentowali dwie oprawy w asyście piro. Jedna z hasłem skierowanym do kiboli FTC – „Wy jesteście Ferencvaros”. Na drugiej zaprezentowali sektorówkę z pasów w klubowych barwach z datą założenia 1912. Na meczu obecne były zaprzyjaźnione ekipy z flagami Rapidu Wiedeń, FK DAC Dunajska Streda, ZTE Zalaegerszeg. Nas reprezentowała flaga „Polak – Węgier dwa bratanki”.Należy dodać, że Śląsk Wrocław jest pozdrawiany przez skandowanie „Polska” z klaskaniem. Na koniec spotkania na tablicy wyników została wyświetlona frekwencja – 10125 osób co oczywiście stanowi nowy rekord frekwencji trzeciej ligi. Po meczu wesoła ekipa udała się na tournee po Budapesztańskich knajpach.
W poniedziałek wieczorem odbył się koncert ekipy Romantikus Eroszak. Wydarzenie to jak się okazało cieszyło się dużym zainteresowaniem nie tylko Węgrów, ale też Polaków. Obecne były osoby z Poznania, Warszawy, Lublina, Bydgoszczy.
We wtorek udajemy się na krótko na wiec organizowany przez Jobbik zaznaczając tam swoją obecność. Spotkanie było dużo mniej liczne niż w poprzednich latach przez padający deszcz i zimno. Na zakończenie wycieczki udaliśmy się z grupą Carpathian Brigade ’09 na mecz kobiecej piłki wodnej Węgry-Kanada. Hala – basen wypełniona była po brzegi.Ogłuszający doping kibiców węgierskich poniósł do zwycięstwa swoją
reprezentację.
Z naszej strony chciałbym podziękować wszystkim dzięki którym będziemy długo pamiętać ten wyjazd. No i zachęcić wszystkich kibiców Śląska do odwiedzin naszych węgierskich braci z nad Dunaju.
Michał, Tamara, fot autorzy, fradi.hu
