O czymś takim mówi się „info dnia”. W naszym światku najważniejszą informacją soboty/niedzieli była liczba wyjazdowa Wisły w Gdańsku. No i wyszło interesująco, bo oficjalnie jest zero. Oczywiście nie było to zero, ale skoro nie ma oficjalnie zgody, to liczy się klatka, a ta była pusta.
O tym zerze wiadomo było kilka dni wcześniej, gdy w Krakowie odmówiono wejściówek,na Lechię, jednak nie wszyscy o tym byli poinformowani. Zresztą coś w ostatniej chwili mogło się wydarzyć, zatem trzeba było poczekać do meczu, żeby się spełniło.
Co nas, we Wrocławiu, obchodzi to, jak wyglądają trybuny, które powinny być zajmowane przez Wisłę?
Ano obchodzi. Nie dlatego, że jeszcze 10 maja byliśmy na Wiśle goszczeni jak bracia. Cóż, tak to bywa, że ludzi się rozchodzą w różnych kierunkach. Ale z kibicowskiego punktu widzenia obchodzi nas to, co się dzieje na trybunach krakowskiego klubu. Bo być może jest to coś, co będzie się działo na innych polskich stadionach.
Widziane u innych
W 1992 roku dane mi było być na kilkunastu meczach Lazio w Rzymie. Przyglądałem się jak tam to wtedy wyglądało. I było jakoś dziwnie. Olbrzymi sektor był dosyć pełny, jedyne spotkanie na którym było dużo wolnego miejsca, to mecz o Puchar Włoch z Parmą. Na tym sektorze jedni ze szczekaczką śpiewali swoje, wyżej inna ekipa nadawała swoje… naliczyłem z pięć takich „ognisk zapalnych”. Owszem, były momenty, w których wszyscy śpiewali jednym rytmem, ale te „ogniska” dla mnie były co najmniej dziwne.
Później dowiedziałem się, że w wielu wielkich, zachodnich klubach istnieje czasem po kilka grup w jednej ekipie. I każda prowadzi własną politykę. W tym politykę zgód.
Do niedawna w polskich warunkach było to niedorzecznością. Teraz, za sprawą Krakowa może się okazać twórcze.
Podział po krakowsku
Co jak co, ale w Krakowie pojęcie przynależności do grupy i trzymanie zasad obowiązujących w nich powinno być przećwiczone jak nigdzie indziej. To nie tylko miasto derbowe, i to z trzema ekipami kibicowskimi (nie zapominajcie o Hutniku). Tam ten klimat jest, powiedzmy to oględnie, wyraźnie zaostrzony.
Natomiast to, co teraz się dzieje na trybunach Wisły z pewnością jest powodem bólu głowy niejednego socjologa.
Dziwią same zmiany, dziwi również sposób wprowadzania zmian. Konfliktogenny, wręcz antagonizujący dotychczas dość jednorodną grupę. Na dobitkę metody tłumaczenia zastosowane przez narratorów nie wytrzymują próby czasu, a przy próbach weryfikacji okazują się niezbyt zgodne z rzeczywistością.
I tak oto w Krakowie na naszych oczach na trybunach jednego klubu znajduje się ekipa „Sharks” i zupełnie nie rozumiejąca ich poczynań reszta, która z ową ekipą zbytnio się nie identyfikuje.
Na razie odbija się to na frekwencji. Gdyby przed rokiem w lipcu w ciągu tygodnia Wisła grała najpierw w Gdyni, a później w Gdańsku, to w klasyfikacji wyjazdowej „Biała Gwiazda” zaliczyłaby rekordy frekwencji. Teraz wyszło żałośnie.
Wcale nie lepiej było na sektorze podczas meczu w Krakowie z Pogonią.
Ciąg dalszy już niedługo. Za tydzień mecz Cracovia – Wisła, a za dwa Wisła – Ruch.
Roman Zieliński, fot. acmilan.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl