Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Ognisko terroru

hoolsheaven

osczasu plPoczątek łykendu. Ognisko z ogniem wysokim na dwa metry, woda, pomost, grill z żarciem specjalnie robionym przez parę dni, kilkadziesiąt twarzy, wszystkie doskonale znane, jak na meczu wyjazdowym przed kilkunastu laty… słowem impreza jakie nie zdarzają się często. Tu element prywaty – obu „głównym winowajcom” jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji ich świąt, tym razem na łamach Fana.
Jak to na kibicowskiej imprezie, trochę wspomnień, dyskusji o ostatnich wydarzeniach, rozmowy o najbliższej przyszłości Śląska tak na niwie sportowej jak i kibicowskiej.
Oczywiście jest też obecna nowa technologia, zatem część zadanych pytań odpowiedź znajduje natychmiast:
– Pogoń w Kielcach remis.
– Wisła w Gdyni w 60 osób, w tym 10 dziewuch, z jedną flagą.
– Znów coś jebło, tym razem w Monachium gostek urządził sobie strzelnicę na ruchome cele w galerii handlowej…
Niby wszystko ważne, ale i tak największe zainteresowanie budzą przycumowane motorówki, szaszłyki z rusztu, występ jednego wesołków gotującego się do skoku nad metrowym w tym momencie ogniem oraz degustacja płynów rozweselających.
„K” z Trójkąta z Łaziorów’99 ma kłopot:
– Nie było ostatnio okazji pogadać. Czytam Fana i odniosłem wrażenie, że cieszysz się, jak w Europie coś walnie. Jakbyś chciał, by ci od Allaha zabijali białych ludzi.
Taki sygnał jest jednoznaczny. Czegoś zabrakło w przekazie. Koleżka teksty z Fana zinterpretował niezupełnie zgodnie z intencjami autora.
Jak nie pokochałem terrorystów
Myślę, że w tym jesteśmy zgodni wszyscy. Gdy na tle rasowym  wyrzynają się Murzyni, jacyś Tutsi mordują Hutu czy też odwrotnie, gdzieś w Rwandzie (gdzie w ogóle jest ta Rwanda?) – mamy to w nosie. Wszyscy. My w redakcji, nasi Czytelnicy, my – Polacy, my – mieszkańcy Europy. Po prostu cały świat ma to gdzieś.
Jeśli w tej samej Afryce mordują się Murzyni, ale na tle religijnym, tym razem w Nigerii, gdzie jakieś Boko Haram niszczy kościoły paląc je wraz z chrześcijańskimi Murzynami, to wrażliwość naszej cywilizacji jest już większa. Może trochę podświadomie czujemy, że w tej wojnie giną Murzyni lepsi, a bandziorami są Murzyni znacznie gorsi. Jednak generalnie i tak mamy to w głębokim poważaniu. Podobnie jak znakomita większość naszych Czytelników.
Jeżeli bomba lub jakiś nawiedzony Arab wybuchnie w Maroku lub Tunezji zainteresowanie świata, a zatem i nas jest zależne od tego, czy Arab wybuchnie wśród swoich, czy przed naciśnięciem guzika pofatyguje się do hotelu dla obcokrajowców. W tym drugim przypadku media zachodnie mają używanie. Dla nas jest to sygnał ostrzegawczy. Dla nas, czyli dla całego polskiego społeczeństwa. Że bezpiecznie w miarę to jest w Polsce. Bo gdzieś tam, w krajach Maghrebu czy nawet w Indonezji wcale tak bezpiecznie dla białych ludzi nie jest.
Czy to powód do uciechy? Dla nas na pewno nie. Choć generalnie też mamy na to wywalone.
Emocjonalne reakcje wzbudzają zamachy w Europie. Możecie wierzyć lub nie, ale na wspomnianej na wstępie imprezie to nie z mediów dowiedzieliśmy się o strzelaninie, lecz tuż po zdarzeniu telefonował koleżka „R” z Niemiec. Zresztą na samej imprezie był „J”, od lat mieszkający w Niemczech.
Miałem z tego tytułu, że gnojek postanowił zostać snajperem bliskich odległości, powód do radości? Czy ktoś z nas się cieszył ze monachijskiej strzelaniny? Jak się cieszyć z tego, że jakiś typ uderza w przypadkowych ludzi? Oczywiście jest element wnerwiającej wszystkich wokół satysfakcji „a nie mówiłem?”, jednak jest to satysfakcja gorzka. Satysfakcja naładowana złymi emocjami. Wściekłość, że wszystko potoczyło się zgodnie z naszymi przewidywaniami, co dla nas było oczywiste, a przez resztę zignorowane.
Coś jak bieganina z poparzonym dzieckiem, które polało się gorącą zupą chwilę po tym, jak usłyszało „nie ściągaj garnka, bo się oblejesz”.
Ambiwalencja
Są oczywiście przypadki, w których taki zamach jest mi niemal obojętny. Tu piszę wyłącznie na własny rachunek, może inni redaktorzy myślą inaczej. Jak w Orlando nawiedzony islamista wymordował pedałów, to sobie pomyślałem o obustronnym walkowerze. Pedały rozwalają naszą cywilizajcę od środka. Nawiedzony islamista przywracający ład moralny wyczyścił ziemię z ambasadorów anarchii i niszczycieli wartości chrześcijańskich. Zrobił to sposobem wzbudzającym nienawiść do samego czyściciela i jego ideologii. Podobne odczucia miałem po wizycie islamistów u satyryków Charlie Hebdo w Paryżu. Żartownisie nabijali się z Allaha i Jezusa (dziwnym trafem nie nabijali się z żydów), no to wyznawcy Allaha ponabijali ich ołowiem. Trafił swój na swego, czyli jak wyżej – obustronny walkower.
Brak odczuć pozytywnych
Czy mogę odczuwać satysfakcję po takim zamachu jak w Nicei, gdzie jakiś nawiedzony porozjeżdżał przypadkowych ludzi? Lub gdy w Paryżu banda arabskich gnojków weszła bez biletów na koncert i zabijała ludzi bezczeszcząc później ich zwłoki? Cieszyć to się można tylko z tego, że są to doniesienia zza granicy. Niezbyt odległej, ale jednak zagranicy.
Można się cieszyć, że w Polsce nie ma zjawisk zwiększających szanse na wybuchy, samochodowe rajdy po ludziach, urzynania głów czy organizacji popisów strzeleckich w galeriach handlowych.
Zostaje też wspomniana wyżej głupio – złośliwa satysfakcja „a nie mówiłem?”. Bo choć wpływu na decyzje Anglików, Niemców, Francuzów czy Belgów nie mam, to widzę jakie będą tych decyzje konsekwencje. Nie tylko ja zresztą.

I teraz podsumowanie. Czy czekałem na wybuch podczas mistrzostw we Francji? Tak, czekałem. Nie po to, by się cieszyć, lecz zgodnie z naukami Machiavellego ja na miejscu islamistów zrobiłbym zamach. A więc oni też powinni. Zatem byłem przekonany, że coś pierdyknie. I głośno powtarzałem, że skoro terroryści mają interes w zrobieniu zamieszania, to to zamieszanie będzie miało miejsce.
Roman Zieliński, artykuł powstał z inspiracji rozmowy z „K” Ł99, fot. osczasu.pl

12+