Chyba nie taki cel przyświecał organizatorom wyjazdu Cracovii do Wrocławia. Miało być ich wielu, przybędzie około 500. Pod stadionem wylądują… niemal trzy godziny przed meczem. Na dobrą sprawę, wówczas mogliby wyjeżdżać z Krakowa.
Mecz Śląska z Cracovią wielkiego znaczenia raczej mieć nie będzie. No, chyba, żeby udało się coś, co jest możliwe niemal tylko w teorii, to znaczy gdyby się udało zająć miejsce 12. Tak stałoby się, gdyby:
1. Śląsk pokonał Cracovię.
2. Korona przegrała z Górnikiem Zabrze.
3. Termalica zremisowała w Bielsku.
4. Górnik Łęczna wygra z Amiką.
Jeśli wszystkie cztery kombinacje się zejdą, wtedy stanie się cud i Śląsk będzie miał w decydującej serii spotkań tylko trzy wyjazdy i cztery pojedynki we Wrocławiu.
Inaczej proporcje będą dokładnie odwrotne.
Po meczu WKS-u w Poznaniu humory się poprawiły nam wszystkim. Nie tylko dlatego, że na konto Śląska wpłynęły punkty, których raczej się nie spodziewano, lecz dlatego, że drużyna zagrała naprawdę fajnie i na tle wciąż aktualnego mistrza Polski wrocławianie wyglądali nie jak zlepek 11 nie rozumiejących się facetów, lecz jak zespół z prawdziwego zdarzenia.
Teraz wydaje się, że największym problemem w walce o utrzymanie jest nie tyle sama drużyna i jej gra, lecz to, co się dzieje wokół klubu. Bo co jak co, ale pieniądze to piłkarze i (zwłaszcza) menadżerowie zawodników liczyć potrafią. A przy zamieszaniu wokół stosunków właścicielskich najistotniejszym dla nich pytaniem jest „kto nam będzie płacił w kolejnym sezonie”. Oraz oczywiście „ile nam będzie płacił”.
Do zakończenia batalii o utrzymanie w najwyższej klasie rozrywkowej pozostało osiem spotkań. Dzisiejsze z Cracovią (początek o 18:00) to gra o jeden punkt. Na razie Śląsk ma ich 16. Rok temu Łęczna i Podbeskidzie aby pozostać musiały zdobyć ich 27. W sezonie 2013/14 Cracovii do utrzymania wystarczyło 25 oczek.
AP, RZ, FP, fot. grajewo24.pl
