Sandecja Nowy Sącz – Śląsk 1-2 po dogrywce
Mecz 1/16 Pucharu Polski tym razem nie został potraktowany przez Śląsk jako coś kompletnie niepotrzebnego. Na szczęście. Natomiast kibicowsko został potraktowany na tyle poważnie, że wiele osób nie wiedziało czy wyjazd w ogóle będzie miał miejsce.
Przygotowania
Postanowiono jechać autobusami. Wystawiono cztery. Startowały dość szybko, by zdążyć na mecz nawet w przypadku ewentualnych komplikacji.
Jazda
A co się mogło zdarzyć, skoro tego, czy koła autobusom nie odpadają, pilnowało całe mnóstwo migających techników mrugających na niebiesko.
Mecz na boisku
Warunki do gry fatalne. Nie tylko fakt, że lał deszcz, ale dodatkowo nasiąknięte boisko nie ułatwiało biegania.
Już w pierwszej minucie zakotłowało się pod bramką Śląska. Później spotkanie było wyrównane, przy czym akcje miejscowych sprawiały groźniejsze wrażenie, natomiast dośrodkowania Śląska wydawały się mieć większą moc rażenia. I tak się właśnie stało, że dośrodkowanie odbite głową przez Mervo wylądowało w siatce. Był to pierwszy celny strzał Śląska, miał miejsce w 31 minucie.
Dlaczego w deszczu, gdy jest ślisko, nie decydowano się na strzały z dalszej odległości, tego niestety nie wiemy.
Później wydawało się, że Śląsk ma spotkanie pod kontrolą, lecz 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry wydarzyło się nieszczęście. Wbiegający na pole karne piłkarz Sandecji za mocno sobie wypuścił piłkę na polu karnym i swój błąd postanowił „naprawić” padem na karnego. Tak operował nogą, by tylko coś tam zahaczyć i udało mu się nabrać arbitra. „Wapno”, pewny gol (pierwszy stracony przez Śląsk w tym sezonie), remis i dogrywka.
W dodatkowym czasie wydawało się, że wszyscy czekają na karne. Drugi celny strzał w meczu Śląsk zanotował w 107 minucie, a chwilę później niezły rajd w poprzek boiska został zakończony trzecim i ostatnim celnym strzałem Śląska w tym meczu. Po raz drugi piłka zatrzepotała w siatce Sandecji. Tym razem sztuczka kolejna „na karnego” się nie powiodła, a że Pawełek fajnie wybronił strzał z głowy w okienko, zatem to WKS awansował do 1/8.
Tak oto pierwszy kontakt obu klubów w historii zakończył się wygraną Śląska, przy skuteczności strzeleckiej 66%.
Mecz na trybunach
Za sprawą deszczu i niskiej temperatury prócz niewielkiej, zadaszonej trybuny, ludzi na pozostałych miejscach było niewielu. Stąd zapewne niewielki młyn Sandecji. Trzeba przyznać, że w I połowie ich doping, jak na taka liczbę, był niezły. Śląsk poza paroma chwilami nie zachwycił. 3x „jesteśmy zawsze tam”, 4x „Śląsk&Miedzianka”, 1x „cała Polska w cieniu Śląska”. Nie była to wycieczka dla której priorytet stanowił doping.
Po przerwie obraz tego, co się działo na trybunach zmienił się diametralnie. Fani gości doszli do wniosku, że nie ma sensu moknąć i marznąć, zawinęli barwy i udali się do autobusów.
Kibice Sandecji zrobili niemal to samo. Też pozwijali flagi i przestali prowadzić doping. Tyle, że większość z nich została na trybunach.
Śląsk z flagą wyjazdową oraz flagą Miedzi Legnica, a także flagą KKN-u.
Powrót
Jazda na mokro… Ci, którzy pojawili się na trybunach wchodząc z powrotem do środków transportu nie mieli na sobie niczego suchego. Oczywiście autobusy były zaparowane niczym sauna. Jazda bez zakłóceń.
Ilu nas było
Na stadion przez bramki przeszło 147 osób. Część z podróżników nawet nie wychodziła z autokarów. W całej grupie było 50 osób z Legnicy. Z KKN-u tym razem zameldowało się 14 osób.
RZ, B, P, GK, FM, fot. Jarosław Para, sandecja.com.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl