Śląsk gra z Legią. Na Fanie pojawia się kilka artykułów dotyczących Legii. Nie ma tam wpisów „H… z Warszawy”, zatem natychmiast pojawiają się wpisy o „delikatnym podejściu do kibiców z Warszawy, czyżby to był sygnał do robienia zgody?”.
Wcześniej mecz z Amiką. Poza satyrą opartą na fakcie, czyli o okrągłej, 10 rocznicy likwidacji Lecha i zastąpienia go Amiką, komentarze w podobnym tonie. „Przyszły zgodowicz”.
Teraz ktoś wyskakuje z ŁKS-em, że fajnie byłoby wrócić do tej starej, historycznej zgody.
Nie będę tego komentował. Ale chciałbym zwrócić uwagę wszystkich piszących te komentarze/ uwagi/ podpuchy o czym tak naprawdę piszą.
Zgoda to obowiązki. A obowiązki, to kasa.
Dlaczego? Bo jak się ma zgodę, to trzeba gości gościć. Czasem – skołować im spanie. Nakarmić. Napoić. Zagospodarować czas. Pojechać z nimi na wyjazd.
Tak, wiem, łatwo się wydaje kasę nie swoją. Niejeden się nażarł, napił, zabawił przy tak zwanym „goszczeniu zgód”, gdy nie dołożył do tego ani złotówki, nie uczestniczył w żadnych przygotowaniach, a później, gdy zaczynało się szukanie miejsc noclegowych dla przybyszów, robił „angielskie zejście”.
Tak dla przypomnienia. Nasi zgodowicze przyjeżdżają do Wrocławia z Gdańska, Legnicy, Lublina, Opavy (kolejność nieprzypadkowa – alfabetyczna). Gościmy również chłopaków z Budapesztu.
Do niedawna w tej wyliczance był jeszcze jeden kierunek.
Teraz pytanie do tych, którzy się udzielają w temacie:
– Ile razy gościliście którychkolwiek z naszych ziomków? Jak to podziałało na stan Waszych kieszeni?
Albo, jeśli za Waszymi deklaracjami nie stoją puste słowa i faktycznie macie ziomków z innych miast, inne pytanie:
– Jak swoim starym znajomym z różnych klubów będziecie przedstawiać nowych znajomych, tym razem z Poznania/ Warszawy/ Łodzi?
Oczywiście w życie wchodzą nowe standardy postępowania, czego świadkami byliśmy ostatnio. Jednak zgody to nie jest zadekretowanie czegoś przez parę osób. To proces. Najczęściej – proces długi. Poznawania się, rozumienia się. Prawdziwą przyjaźń można osiągnąć tylko wtedy, gdy ma się wspólne wartości, podobne spojrzenie na świat. I gdy jesteśmy w stanie nowym przyjaciołom zaoferować coś od siebie.
Mam nadzieję, że po przemyśleniu powyższego tekstu część tak chętnie wypowiadających się o „nowych kierunkach” zamilknie, a inni dostrzegą w swoich wcześniejszych wypowiedziach rzeczy, których nie dostrzegali gdy się rozpisywali.
Roman Zieliński, zdjęcie dobrałem, a jakże – złośliwie. I z premedytacją.
Gdybym dał któregoś z naszych obecnych zgodowiczów, to zaczęłoby się jątrzenie, czemu własnie ten, skoro mamy jeszcze innych. A tak będzie rozkminianie czegoś zupełnie innego.
Users who have LIKED this post:
