Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Miejsce w szeregu

bartek-lingas-flickr Znakomita większość z nas zwiodła się wynikami Śląska w ostatnim czasie. Wygrana w Kielcach i w Łęcznej, wygrana z Zagłębiem, stracone w ostatnim momencie zwycięstwo nad Cracovią… wszystko wyglądało optymistycznie. I, jak to zostało zauważone na naszych łamach, zamiast myśleć racjonalnie, wielu z nas uległo emocjom i zaczęło żyć marzeniami.
Mecze w Poznaniu i z Legią przywróciły obraz rzeczywistości. Śląsk wygląda naprawdę tragicznie. Przypudrowany obraz pokazał swoje rysy w całej okazałości.
Nie ma drużyny. Nie chodzi o to, że mamy słabych piłkarzy, ale o to, że ci którzy są nie stanowią zgranej paczki ludzi. Takich, co to potrafią stanąć za sobą murem. Takich, którzy jak widzą, że kolega robi błąd, wyplują płuca, lecz będą chcieli ten nie swój błąd naprawić, a nie wzruszą ramionami w myśl zasady „nie moja działka, co mnie to obchodzi”.
Od tych zawodników których mamy, piłkarsko za wiele wymagać nie można. Bo co może zaoferować osobnik udający piłkarza, który za najistotniejsze w swoim CV ma to, że brat gra w poważnej drużynie. Albo, że siedział w tej samej szatni, w której kiedyś była gwiazda światowego formatu.
Ostatnie dwa mecze pokazały naszym piłkarzom miejsce w ekstraklasowym szeregu. Niestety, jest to miejsce dość odległe. Gorzej, że nie widać sensownej perspektywy.
O tym, jak się buduje klub, gdy się nie ma pieniędzy na Fanie pisano już po wielokroć, zatem nie ma sensu powtarzać argumentów.
Celem nadrzędnym obecnego sezonu jest pozostanie w lidze. Bo jeśli znajdziemy się niżej, to odcięte zostanie źródło życia, czyli pieniądze z telewizji. Tyle, że jeśli się uda, to za rok będziemy mieli dokładnie ten sam problem.
Beztroska twórczość działaczy Śląska najlepiej była widoczna latem przy obsadzaniu pozycji bramkarza. Mieliśmy robiącego kardynalne błędy Pawełka, mieliśmy pechowca Wrąbla i mieliśmy faceta, który nam uratował byt, czyli Abramowicza. O ile wypożyczenie Kuby Wrąbla było racjonalne, niech się chłop ogrywa ze swojego pecha na niższym szczeblu, to pozbycie się Abramowicza było zupełnie niezrozumiałe. Dla tych, którzy nie śledzą losów tego bramkarza: od kiedy GKS Katowice postawił właśnie na niego, nagle przestał tracić bramki (tylko 2 stracone w kolejnych, siedmiu pojedynkach) i wywindował się na pozycję dającą awans*.
Zatrudniono Kamenara, co może nie było pociągnięciem tragicznym, ale zamiana swojego i zapewne sporo tańszego Abramowicza (wychowanego z Brzegu Dolnym) na Słowaka jest zaskakująca w klubie, w którym szuka się oszczędności.
O polityce personalnej zawodników z pola w ogóle trudno cokolwiek powiedzieć. Stado Portugalczyków przyprawione niemiecko – hiszpańskim sosem, co przy Gruzinie, Japończyku czy Węgrze robi istną wieżę Babel. A to uniemożliwia jakiekolwiek dogadanie się całej tej ferajny i choćby z tego względu nie powinno być brane pod uwagę przy kompletowaniu zespołu.
Teraz widzimy odsuwanie się od klubu odpowiedzialnych za obecny stan rzeczy. Jedni robią to sami, inni z powodu zewnętrznych nacisków. Przychodzą kolejni, a nam pozostaje żyć nadzieją, że ci nowi nie zechcą sobie zrobić za Śląska miejsca do szybkiego zarobku na podejrzanych transferach, co było domeną paru osób kręcących się dotychczas przy klubie.
Andrzej P, fot. bartek lingas flickr
* Mateusz Abramowicz wszedł między słupki GKS-u Katowice po 9. kolejce. Kolejne rezultaty to: 1-0 ze Stalą Mielec, 0-1 z GKS-em Tychy, 1-0 z Pogonią Siedlce, 1-0 z Sandecją Nowy Sącz, 1-1 z Górnikiem Zabrze, 2-0 MKS-em Kluczbork, 1-0 Z Olimpią Grudziądz, 0-1 Bytovia, 2-3 z Wigrami Suwałki, 2-1 z Chrobrym.

14+