Głośne nawoływania do otwartej wojny to coś nowego. Tego jeszcze nie praktykowano w naszym świecie. Społecznym, kibicowskim, politycznym. Przynajmniej od roku 1981.
Wcześniej, w roku 1980 i do 13 grudnia 1981 takie nawoływania miały miejsce. Tak po stronie solidarnościowej, jak i wśród komuchów. Po 13 grudnia takie nawoływania owszem, były, lecz nikt się pod nimi nie podpisywał. Były anonimowe.
Władza otwartą wojnę narodowi wypowiedziała, lecz propaganda mówiła o „przywracaniu spokoju”. Również z opozycji nikt otwarcie nie mówił o wszczęciu rebelii. Może ze strachu, bo dysproporcja siły była ogromna – tacy co to nieopatrznie powiedzieli, później mieli dziwne, śmiertelne wypadki.
Owszem, anonimowo niejeden nagryzmolił na ścianie lub w ulotce nawoływanie do rozpoczęcia otwartej walki z komuną. Ale pod nazwiskiem nie robił tego nikt.
2016
Jak zatem bardzo muszą się czuć bezkarni ci, którzy właśnie wystosowali apel do wojska, by wypowiedziało posłuszeństwo władzy…
Tak naprawdę chodzi im nie o „wolność”, której się podobno domagają, lecz o powrót przywilejów władzy, które to przywileje zaczęli tracić. Ale przyczyny to jedno, a jawne nawoływanie do rebelii to już zupełnie inna kategoria.
Tacy nawołujący do otwartej walki przez historię są oceniani na dwa sposoby. W zależności od tego, jak potoczą się rebelii. Jeśli ich opcja zwycięży, wówczas są bohaterami. Jeśli ich opcja przegra, stają się wisielcami.
Szkoda, że Kaczyński to nie Erdogan, bo list paru gnojków, którym świat przywilejów usuwa się spod stóp, jest doskonałym pretekstem do tego, by przywrócić karę śmierci za zdradę stanu.
Któż to chce, aby za ich przywileje walczyli zbuntowani żołnierze? A bardzo ciekawy zestaw nazwisk.
Parszywa 13Sławomir Broniarz (szef Związku Nauczyciejstwa Polskiego – chłop pomylił szkołę z wojskiem)
Władysław Frasyniuk (gwizdkowy z 11 listopada 2010)
Krystyna Janda (zabrali 80% dotacji na jej teatr, to baba zwariowała)
Jacek Jaśkowiak (prezydent Poznania, uczestnik marszów pedalskich)
Jacek Karnowski (prezydent Sopotu, afera z tanimi tylko dla niego mieszkaniami została zamieciona pod dywan)
Mateusz Kijowski (facet przebierający się w spódnice, znany alimenciarz)
Marta Lempart (inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet)
Adam Mazguła (esbek – ostatnio opowiadał o „kulturalnym stanie wojennym”)
Ryszard Petru (idiota ekonomiczny udający bankiera)
Krzysztof Pieczyński (to chyba ten aktor, który chciał postawić papieża pod sąd)
Grzegorz Schetyna (największy „prywatyzator” z Wrocławia)
Aleksander Smolar (żydowski namiestnik w Polsce z nadania Sorosa)
Lech Wałęsa (właściwie Bolek)
13 to 13
Interesujący termin wzniecenia buntu podali. Chcą rozpocząć rewolucję 13 grudnia. Już raz 13 grudnia wojsko wychodziło na ulice. Mazguła powinien to pamiętać, bo sam to robił. Widocznie chętnie wróciłby do młodzieńczego machania pałką. Frasyniuk i Bolek też powinni pamiętać, bo przez to siedzieli. Janda również powinna wiedzieć czym jest wyjście wojska na ulice, wszak grała w filmie „Człowiek z żelaza”, a chyba nie jest taką idiotką, by nie wiedzieć co niosła z sobą rola, którą odgrywała. Kariera Schetyny ruszyła właśnie w stanie wojennym, zresztą jak wielu innych agentów, więc może i on marzy o jakimś powrocie do młodzieńczych czasów.
Polska dla Polaków, nie dla komunistów, postkomuchów,
My 13 grudnia spotykamy się na wrocławskiej demonstracji, która rozpocznie się o godzinie 19:15 pod kościołem Garnizonowym (niedaleko fontanny na Rynku). O godzinie 18:00 w tymże kościele odbędzie się msza dla uczczenia pamięci pomordowanych w stanie wojennym.
Tematem przewodnim demonstracji będzie oprócz wspomnienia ofiar 13 grudnia 1981 roku, dobrze mająca się wciąż komuna w tak zwanym „wymiarze sprawiedliwości”.
Roman Zieliński
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl