Generalnie jaja to sobie robimy 365 dni w roku. W tym, to nawet 366, bo jest o dzień dłuższy. Zatem w prima aprilis to raczej kawałów nie robimy, bo to byłoby bez sensu, w miejscu gdzie i tak króluje szydera robić sobie jakieś mega jaja?
Ale kabaret wyszedł w samym życiu.
Miałem popełnić przestępstwo Moralne. Zadzwoniłem do, jak to reklamują, „redaktora dyżurnego” Głosu Tel Awiwu.
Zanim o samym przestępstwie, kilka słów o tym, kim jest redaktor dyżurny. Otóż jest to ktoś taki, który musi błyskawicznie reagować na sygnały o ważnych i istotnych wydarzeniach. W zamyśle – aby czytelników informować o czymś, co się dzieje w sposób niespodziewany (na przykład – stado samobójców skoczyło ze skajtałera lub na Kozanowie zatruła się gazem cała kamienica, przeżyły tylko szczury w piwnicy, albo pod mostem Grunwaldzkim siedzi osobnik w arabskim wdzianku i ma ze sobą podejrzany pakunek). Taki redaktor ma obowiązek odebrać telefon, a jeśli informacje są ważne, budzące skrajne emocje, groźne, dotyczące wielu ludzi, przerażające lub wesołe, sprawdzić je. Czy to za pomocą telefonu skontaktować się z odpowiedzialnymi ludźmi, którzy mają wiedzę na ów temat, czy też wysłać we wskazane miejsce dziennikarza, by ten wywęszył czy opisywany przez informatora fakt miał rzeczywiście miejsce.
No to dzwoniłem do redaktora dyżurnego Głosu Tel Awiwu. Z nieukrywanym wstrętem, ale dzwoniłem.
A tu nic. Telefonu 71 371 72 92 nikt podnieść nie raczył, mimo kilku prób nawiązania kontaktu.
Mogłem dzwonić z informacją o tym, że ktoś ukradł nadajniki telewizyjne ze Ślęzy. Albo o tym, że w kościele właśnie odbywa się msza satanistów i porwali kilka dziewic, by je złożyć w ofierze. Lub że pijany niemiecki żołnierz wjechał czołgiem w polski las i robi niezaplanowana przesiekę. Albo, że na Dworcu Głównym we Wrocławiu leżą podejrzane, tykające pakunki… A tu nikt telefonu nie odbiera… No cóż, jakie poważanie dla Czytelników, taka obsługa.
Trzeba było zadzwonić do nienawidzącego kibiców i narodowców Jacka H. na jego telefon komórkowy, by poinformować, że organizatorzy nie życzą sobie obecności nikogo z zespołu śmiesznej gazetki w której pracuje w sobotę o godzinie 17:00 na wrocławskim Rynku, podczas antyimigracyjnej imprezy.
Oczywiście chodzi o zdrowie dziennikarzy Głosu Tel Awiwu. Im nie jest wszystko jedno, zatem gdyby byli świadkami tak niepokojących dla nich zdarzeń, wówczas mogłoby im serce pęknąć i byłby problem.
Roman Zieliński, fot. fdb.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
