Korona – Śląsk 1-2
Mecz miał dać odpowiedź, kto jest we większym kryzysie. Śląsk, który w pięciu ostatnich meczach przegrał 4 razy, w tym z jakimś Drutexem, a raz zremisował, choć gola dającego prowadzenie zdobył w ostatniej minucie spotkania, czy Korona, której ostatnie rezultaty to 0-4, 1-2 i 0-6. Wyszło na to, że Korona powinna na poważnie pomyśleć o spadku.
Przygotowania
Ograniczyły się do zorganizowania 3 autokarów. Zapisy szły bardzo opornie. Poniedziałek, fatalna postawa grajków, a były też i inne powody.
Jazda
Cóż o takim przemieszczaniu się można powiedzieć? Pełny monitoring.
Mecz na boisku
Dwie zupełnie różne połowy w wykonaniu obu zespołów. Patrząc z perspektywy Śląska – najpierw miała miejsce tragedia. Dość stwierdzić, że w 22 minucie gospodarze egzekwowali swój 4 rzut rożny. Jedyny strzał Śląska, który został uznany jako celny, Morioki po pół godzinie gry, tak naprawdę leciał prosto w słupek. Jasny punkt drużyny to Kamenar, który wybronił jedną taką sytuację, że jeśli to byłoby u niego normą, to Pawełek już mógłby pakować walizki.
O dziwo druga połowa w wykonaniu Śląska wyglądała naprawdę solidnie. Oczywiście na tle fatalnie słabej Korony. Jednak pod bramką zaczynały się kłopoty. Jakbyśmy grali samymi obrońcami i pomocnikami.
Na szczęście przytrafił się rzut wolny. Strzał Dankowskiego udowodnił, że czasem warto stawiać na swojaków, oraz to, że warto mieć zawodników, którzy lubią poświęcać więcej czasu na strzelanie ze stałych fragmentów gry.
Dopiero po zdobyciu bramki przez Śląsk, miejscowi zaczęli grać na poważnie. W 82 minucie wywalczyli piąty w tym spotkaniu rzut rożny.
Przy straconej bramce Kamenar przypawełkował, zatem na ocenę bramkarza trzeba będzie poczekać.
Co zadecydowało o wygranej? Sami jesteśmy ciekawi.
Mecz na trybunach
Wiele sparingów odbywa się w lepszej atmosferze. Na stadionie królowało echo.
Miejscowi z uwagi na protest przeciwko komuś tam (nie po raz pierwszy w Kielcach) na mecz się nie pofatygowali. Nie było zorganizowanej grupy fanów gospodarzy, doping sporadyczny, wynikający z emocji promieniujących z boiska. Owszem, było trochę osób w szalikach, ale to wszystko co można tego dnia było odnotować z zakresu życia kibicowskiego w Klielcach. Gospodarze nie wywiesili żadnej flagi.
Do jakości dopingu dostosowali się fani Śląska, którzy jedyny moment wokalny mieli przez ostatnie 10 minut pierwszej części gry.
Śląsk z flagami „Łaziory”, wyjazdową, „Opavaci” naszych czeskich ziomków oraz z boku – KKN-u Milicz i wywieszona później KKN-u.
Sympatycy Śląska opuścili trybuny wraz z zakończeniem pierwszych 45 minut gry.
Co było powodem wcześniejszego wyjścia i udania się w kierunku Wrocławia? Formalnie – słaba postawa grajków.
No to protest osiągnął swój cel. W II połowie grajki zagrały o niebo lepiej niż w pierwszej.
Powrót
Pierwsze dwa autokary przyjechały szybko. Dość powiedzieć, że już o 1:00 w nocy towarzystwo z Wrocławia leżakowało w łóżkach. Jeden autobus był bardziej zabawowy, zatem przybył nieco później.
Ilu nas było?
Według listy było 161 osób. Parę odpadło, gdyż mecz Lechii w Lubinie się im przedłużył. Chociaż na miejscu było trochę dopisywanych, jednak według oficjalnych danych na sektorze zameldowało się 156 osób. W tym na pewno 9 z Opavy oraz delegacja z Lublina. 8 osób (3 auta, w tym jedno tylko z kierowcą).
Obok sektora gości siedziało 21 osób KKN-u.
RZ, B, G-K, JC, U-L, S-C, BSL, F-M, fot. CKSport
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl