Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Kielce 16 IV 2016

hoolsheaven

korona Korona Kielce – Śląsk Wrocław 1-1 
Wyjazd do Kielc rozpoczynał serię spotkań rozgrywanych za poważne punkty. Czyli takie, których nie będzie się dzielić na pół. Ale we Wrocławiu nie wywołał wielkiego zainteresowania. Nie dlatego, że w Kielcach Śląsk grał przed miesiącem (11 marca), gdyż podczas tamtego pojedynku mieliśmy zakaz wyjazdowy.
Przygotowania
Zorganizowany został jeden autobus. Były też 3 busy.
Jazda
Tu trzeba się było zatrzymać, bo ktoś się skarżył na niedyspozycje żołądka (raczej chodziło o coś innego), tu jakieś grzanie silnika… generalnie nic się nie działo.
Wejście
Spore zaskoczenie, bo dotychczas Kielce kojarzyły się z wiecznymi problemami na bramkach. A tu niespodzianka, wszystko grzecznie. Aż podejrzanie grzecznie. Milicja, która zawsze szukała dziury w całym, tym razem także jakaś niekonfliktowa.
Mecz na boisku
W I połowie na murawie panował totalny chaos. Ilość niecelnych podań, fatalnych przyjęć, zagrań do nikogo po obu stronach boiska porażała. Kto sobie ten mecz oglądał przed przerwą na chłodno, nie będąc sympatykiem żadnej z drużyn, ten powinien się leczyć na głowę. Bo tylko chore osoby mogą się skazywać na taki masochizm. Obraz spotkania ratowała poprzeczka (na szczęście, bo nasza) i strzał Picha w słupek. Ale pod koniec pierwszej części wydawało się, że to Śląsk kontroluje sytuację.
Wszystko posypało się tuż po przerwie. Kiełb czerwona kartka i babol Abramowicza zdawały się mówić „no to po zawodach”. Tymczasem wyszło zupełnie inaczej. Nie tylko dlatego, że udało się strzelić bramkę. Ale dlatego, że obraz gry uległ diametralnej zmianie. Korona chyba nie wytrzymała meczu kondycyjnie.
Generalnie, biorąc pod uwagę fakt gry w osłabieniu przez niemal pół meczu i to, że trzeba było gonić wynik, to można uważać remis za osiągnięcie. Ale po tym, jaki był obraz ostatnich minut pojedynku, mamy niedosyt.
Mecz na trybunach
transyMożna się było spodziewać, że miejscowi tym razem grzeczni nie będą. Wszakże na ostatnim meczu doszło do sporego zadrażnienia między szefostwem klubu a kibicami. Na dodatek wyciekła informacja, że 35 kibiców dostało zakazy stadionowe. I rzeczywiście, wydarzenia na sektorze Korony chyba przejdą do historii ruchu kibicowskiego w Polsce. Fani miejscowych nie wywiesili ani jednej flagi, za to aż sześć transparentów. Problem polegał na tym, że były zrobione „na odpiernicz”. Litery były widoczne tylko dla siedzących dość blisko. Z sektora gości nawet posiadacze sokolich oczu nie potrafili doczytać treści. Jak się można domyślić – były to napisy, które się nie spodobały zarządowi/ prezesowi/ działaczom. Zatem w 10 minucie spotkania na sektor Korony weszło kilku ochroniarzy (sześciu?), którzy zaczęli rwać transparenty. Jeden poczęstował próbujących interweniować jakimś gazem i miejscowi fani… się rozeszli. A raczej rozbiegli. Część porozsiadała się na innych sektorach, część przebywała między sektorem górnym a dolnym… generalnie kibice Korony się rozpłynęli, miejsca zostały puściutkie.
Nie wiadomo, jak zatem interpretować wcześniejsze nawoływania jednej z kibicowskich stron Korony do tego, by ściągać ludzi na ten mecz właśnie do tego sektora. Ale cóż, nie nasz cyrk, nie nasze małpy, nie nasz problem. Jednak wyglądało to na totalną porażkę.
– Kilku ochroniarzy narobiło takiego popłochu, że dramat – tak to określił jeden z niżej podpisanych.
Śląsk – doping w I połowie słabiutki. Po golu było już lepiej.
Na płocie wylądowały 4 flagi. „Nabojka” u dołu, „Trójkąt” i „Ludzie Zasad” u góry, natomiast także na sektorze u dołu zawisła flaga KKN-u. Tyle, że niepełnosprawni zostali zakwaterowani tuż przy sektorze gości, tyle, że po drugiej stronie płotu.
Jedna rzecz godna uwagi, to podana oficjalna frekwencja. Kolejny klub sobie liczy martwe dusze. Jeśli na stadionie było 6 250 widzów, to by znaczyło, że dobrze ponad 1/3 trybun jest wypełniona (oficjalna pojemność obiektu to 15 500). A jak było w rzeczywistości, to nawet krótkowidze nie mieli kłopotów z oceną.
Powroty
Znów pozytywne zaskoczenie przy opuszczaniu stadionu. Zawsze okres oczekiwania był długi. Tym razem znacznie go skrócono. A sama jazda – kolejna podróż bez historii.
Ilu nas było?
Kołowrotki pokazały 294 osoby, natomiast z rozliczenia wynikałoby, że osób było 282. KKN zameldował się w 27 osób.
Po parę osób z Krakowa i Lublina (po jednym samochodzie).
B, P-K, K, P-C, FM, GK, RZ, fot. PN

14+