Dla mnie 10 kwietnia 2010 już zawsze będzie dniem, w którym zamiast jechać do Krakowa na mecz z Wisłą, obdzwaniałem znajomych, żeby zawracali z drogi. Ponadto 10 kwietnia stał się dniem pogardy narodowej. Wesoły Tusk witający się obmacując z Putinem, roześmiany Komorowski, który, gdy tylko usłyszał o spadku samolotu, natychmiast poleciał do pałacu prezydenckiego „zabezpieczać” aneks do raportu WSI.
O polityce myślę makiawelicznie, zatem wcale mnie nie dziwiło późniejsze omijanie tematu rozbitego samolotu przez tuskowatych i upamiętnianie śmierci 96 osób przez PiS.
Z drugiej strony podziwiałem hart ducha Maciarewicza, który mimo zmasowanej nagonki medialnej nie cofnął się ani na moment w dochodzeniu do zakłamywanej prawdy.
Widząc sk…syństwo ówczesnych władz przyglądałem się, tak raczej z boku, jakie to sk…syństwo ma przełożenie na społeczeństwo. I jak się dobiorą Tuskowi, Kopaczowej czy innym Arabskim do zadka, to nie będę nad tym ubolewał. Wręcz przeciwnie, będę się cieszył jak dziecko. Za wojnę z kibolstwem, za grabież majątku narodowego, za wynaradawianie Polaków, za propagowanie pedalstwa i za dziesiątki innych rzeczy – niech ich uwalą za Kaczyńskiego.
Jednak przyglądając się transmisji dzisiejszych obchodów kolejnej rocznicy wydarzeń Smoleńskich trudno nie oprzeć się dwóm spostrzeżeniom:
Najpierw wku… denerwujące. Smoleńsk był odpryskiem Katynia. Po to, by uczcić polskie ofiary Stalina i sowieckich żydów leciał Lech Kaczyński do Rosji. A teraz znacznie bardziej się czci 96 osób niż 25 tysięcy, którym strzelano w tył głowy.
Zdarzyło się także coś, co chyba powinno dać do myślenia obecnej władzy. Nie tylko ja zauważyłem, że podczas śpiewania Hymnu doszło do pewnego dysonansu. Orkiestra odegrała tylko pierwszą zwrotkę i refren, podczas, gdy ludzie sami „pociągnęli” kolejne wersy. Muzycy się zreflektowali i po chwili swojego milczenia przyłączyli się do tłumu w zwrotce trzeciej.
Tak oto narodowo – kibolski klimat, w którym pokazywanie patriotyzmu objawia się śpiewaniem czterech części Mazurka Dąbrowskiego, został przejęty przez ludzi z ulicy.
Choć dla mnie i tak najistotniejszą zwrotką będzie ta, której Hymn nie obejmuje:
„Niemiec, Moskal nie osiędze
gdy jąwszy pałasza
hasłem naszym życie będzie*
i Ojczyzna nasza”
Roman Zieliński, W, fot. telewizjarepublika.pl
* tak to zapamiętałem z (uwaga!) przedszkola. I nikt mi nie wmówi, że wtedy usłyszałem „hasłem wszystkich zgoda będzie”, lecz coś się pod kopułką poplątało.
