Gdyby nie fakt, że obecnie USA jest krajem najbardziej wpływającym na postrzeganie świata, to wybory na prezydenta Stanów Zjednoczonych moglibyśmy mieć gdzieś. Jednak jest tak, że to, co sobie wymyślą za Atlantykiem, szybko ląduje w Europie, a następnie jest wciskane nam, zatem wybory w Waszyngtonie i Nowym Jorku, Arizonie i Alasce, na Hawajach i w Los Angeles w jakiś sposób nas dotyczą. Bo jak wygra lewackie widzenia świata, to jeszcze mocniej będą nam wciskać kretyńskie gendery i zakazywać mówić „Murzyn” na Murzynów, „pedał” na zboków, „debilka” na feministki. A proces wydalania gówna będą uznawać za „akt artystyczny”.
Wybory na prezydenta USA to już kwestia godzin. Wpływ Fana na ich wynik jest żaden, za oceanem mamy zaledwie kilkudziesięciu Czytelników, nie wiadomo ilu z nich ma prawo wyborcze. Zatem nie mamy co nawoływać do uwalenia Clintonowej. Możemy jedynie ocenić amerykańską sytuację.
Generalnie polscy komentatorzy twierdzą, że wybór między Hilarzycą i Trumpem to wybór między dżumą i cholerą. Nie jesteśmy aż tak biegli w niuansach polityki amerykańskiej, jednak z przekazów dobiegających zza Wielkiej Wody wynika, że Donald Trump, choć robi wrażenie zwariowanego, jest w tym skostniałym układzie miejscowych elit powiewem normalności na tle łgarstwa, zakłamania i wielkich, korporacyjnych interesów.
Ponoć Trump nie ma pojęcia, gdzie leży Polska. Nie ma się co smucić, Hilarzyca najprawdopodobniej wie tyle samo. I tak politykę USA względem Polski będzie wyznaczać lobby zbrojeniowe, a ono doskonale wie gdzie leży Polska i ile broni można opylić w Europie Środkowej.
Natomiast jest pewne, że jeśli katatoniczka Clintonowa te wybory wygra, to feminazistki, także te polskie, będą miały większe pole do popisu. W przypadku wygranej Trumpa zarysuje się delikatna szansa na uwalenie całego gender-przemysłu. Będzie światełko w tunelu dla szukających wyjścia z głupiego języka poprawności politycznej.
Dlatego nie mając żadnego wpływu na amerykańskie decyzje, pozostaje nam trzymanie kciuków za Trumpem. Tak, by USA dostało cień szansy na pozostanie krajem normalnym, a nie zaczęło się staczać jeszcze szybciej, niż dzieje się to obecnie.
Czy Donald T. ma realne szanse na zwycięstwo?
Ponoć sondaże wskazują na minimalne zwycięstwo Clintonowej. W kraju, w którym 90% mediów głównego nurtu jest za Hilarzycą, a reszta jest obojętna, to niesamowity rezultat. Czy w Ameryce jest tak, jak w Europie, gdzie obecnie rządzący są zawsze we wszelkich sondażach przeszacowywani o kilka procent, a opozycja jest w nich delikatnie uwalana – zobaczymy niebawem.
W Polsce numer „na sondaże” nie przeszedł przed rokiem. W Wielkiej Brytanii – kilka miesięcy temu. Czy tłuści Amerykanie są podobni do Polaków i Brytoli?
Odpowiedź jeszcze w tym tygodniu.
Roman Zieliński. Fot. WordPress.com
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl