Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Kamieniem w komendę

hoolsheaven

PRXZacznę od historyjki, która ma już ćwierć wieku.
Zbliżał się koniec roku szkolnego. Fajna pogoda, wręcz upał. Ale impreza odbywała się w akademiku „Parawanowiec” na placu Grunwaldzkim. Sami studenci płci obojga i ja – cham, kibol, chuligan.
Było nas kilkanaście osób, alkohol się lał, ale mordobicia nie było. Zbyt duży odsetek pań w towarzystwie.
Z uczestników znałem tylko dziewczyny, kolesie, tacy „fajni” (siódmy – ósmy rok na pięcioletnich studiach), jeden próbował być wesoły, wszedł na temat świata kiboli o którym nie miał zielonego pojęcia i na konflikty z milicją, o czym również nie miał zielonego pojęcia.
Dostał ripostę, ale trzeba przyznać, że miał w sobie tyle klasy, że jak już stwierdził, że w tej materii ma do czynienia z fachowcem, to słuchał. Z czasem słuchali wszyscy. Ale nie potrafili uwierzyć, że pałą po głowie to może dostać każdy w zupełnie przypadkowych sytuacjach. Że nawet ich dobrze sytuowani rodzice mogą nie zapobiec lądowaniu na dołku.
Nie widzieliście tego stada oczu. Dla nich to była opowieść o Marsie i zielonych ludzikach.
Nie wierzyli. Nawet dyskusja na temat „przesady okiem kibola” miała miejsce.
Później poszliśmy sobie w gorącą, letnią noc do Parku Szczytnickiego. Mój wcześniejszy dyskutant przyjął zbyt dużą dawkę płynów imagogennych, zatem ze studencką fantazją postanowił „zostać i zdrzemnąć się na ławce”. Narobiłem awantury twierdząc, że skoro razem przyszliśmy, to razem idziemy z powrotem do akademika. O tym, że następnego dnia na bank wracałby bez butów wiedziałem tylko ja. Towarzystwo z ociąganiem prowadziło zaprutego w kierunku noclegu.
Imprezę opuściłem nad ranem, a już kilka godzin później byłem poszukiwany przez współbiesiadników.
– Ratuj, Ryśka (Roberta? – nie pamiętam już jak miał na imię) zamknęli.
– Jak to, zamknęli?
– Normalnie, przyszła policja, powiedzieli, że okradł auto i kazali iść na komendę.
– Kiedy niby to auto okradł?
– Dziś w nocy…
Okazało się, że jakiemuś bubkowi z jego roku ktoś w nocy opierniczył samochód z pozostawionych w nim rzeczy. W początkach lat 90-tych ubiegłego wieku – normalka. Tymczasem bubek podał naszego imprezowicza z imienia i nazwiska, bo w ciemnościach „widział z okna, jak tamten dobierał się do jego auta.”
Kilkanaście godzin wcześniej byłem niewiarygodny, rano okazałem się jedynym znanym im gościem, który mógł cokolwiek poradzić.
Dopiero po kilku dniach do kolesia dotarło, że gdyby został wówczas w parku na ławeczce, to dostałby wyrok. Do kilku osób z imprezy ta prawda nie dotarła nigdy.
Na drzwiach ponieśli…
A teraz wracamy do świata realnego.
Odbył się we Wrocławiu marsz przeciwko brutalności milicji. Oczywiście, chodziło o
śmierć Igora S na komisariacie na Trzemeskiej.
Demonstrantów nie było zbyt wielu. Może z 200. Wymyślono świetny sposób na dotarcie do umysłów ludzi – symbolem mającym się wbić w świadomość odbiorców papki informacyjnej były niesione przez demonstrantów drzwi z leżącymi białymi różami. Odniesienie do wydarzeń grudniowych z roku 1970 tak oczywiste, że aż uderzające.
Czy się uda przebić przez medialną papkę? Może.
Ale każdy z nas musi sobie zdać sprawę, że choć w tym konkretnym przypadku chodziło o Igora, którego nie znało zbyt wiele osób, to walka odbywa się o Waszą skórę. Tak, Waszą. Bo nigdy nie wiadomo, czy Wam się nie przytrafi jakiś przypadek.
Wiem, wiem, wielu z Was ma teraz te same maślane oczy, jakie mieli moi studenccy rozmówcy ćwierć wieku temu. Oni dostali życiowego gonga następnego dnia. Kiedy gonga od życia dostaniecie Wy – nie wiadomo.
Co robić?
Czasu nie zawrócicie. Na tym marszu już Was nie będzie.
Obrzucanie kamieniami komisariatu lub koktajlami mołotowa da skutek odwrotny, będzie dowodem na konieczność brutalizacji mundurowych.
Ale wciąż możecie wypisać po 10 lub po 100 różnych komentarzy na różnych portalach internetowych. Albo w stronach rządowych, Albo pisać listy i słać je do różnych instytucji.
Teraz macie wybór – działać lub pozostawić wszystko swojemu losowi we własnych rękach. Możecie spróbować ucywilizować służby. Być może za jakiś czas spotkacie się z tą służbą w takich okolicznościach, gdy będziecie sobie pluć w brodę, bo można było reagować „kiedyś, po tym, jak na Trzemeskiej zabili Igora…”
Roman Zieliński, fot. gazeta wrocławska, Paweł Relikowski, Malwina Gadawa, Jarosław Jakubczak

23+

Users who have LIKED this post:

  • avatar