Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Harakiri i pretensje

seppuku Najpierw motyw czysto ekonomiczny.
Ile kosztuje „wyprodukowanie” zawodnika? Ile kosztuje przygotowanie go do startu w jakiejś poważnej imprezie? Kto za to płaci?
Rzecz jasna wszystko zależy od dyscypliny. Inne są koszta związane z nauczeniem i przygotowaniem lekkoatlety (strój plus sprzęt, np. oszczep), inne szachisty (tu praktycznie kosztów nie ma, szachownica i kilka książek), inne żużlowca (motory, ich ciągła naprawa, strój tani też nie jest), a jeszcze inna skoczka spadochronowego. Tego ostatniego wciąż trzeba wywozić w powietrze, a starty samolotu darmowe nie są.
Ile kosztuje przygotowanie pływaka? Strój to pikuś, bo slipy i czepek to wydatek, na który stać teraz każdego, kto się łapie na 500+. Lecz baseny, one są cholernie drogie w utrzymaniu, a bez basenów to sobie można popływać ci najwyżej towarzysko.
Teraz emocjonalnie.
Wyobrażacie sobie, że macie w roku jedną, góra dwie poważne imprezy, do których się przygotowujecie kilka miesięcy, a tu z powodu jakiegoś świstka papieru nie będziecie mogli w tej imprezie wystartować? A jeśli taka impreza odbywa się raz na 1 300 dni? Katastrofa, nieprawdaż?
Niestety, to nie jest rozważanie czysto teoretyczne. Polski pływak, wytrenowany za polskie pieniądze, przygotowany do startu na Igrzyskach Olimpijskich za polskie pieniądze, wysłany do Brazylii za polskie pieniądze nie mógł wystartować, bo jakiś koleś, opłacany również polskimi pieniędzmi nie dopilnował i nie zgłosił chłopa do konkurencji.
Blamaż
sportraport comGeneralnie IO przeciętnego Polaka obchodzą średnio. Ale zawsze fajnie, jaki to właśnie Polak stanie na podium. A jeszcze fajniej, jak na najwyższym jego stopniu.
Tymczasem igrzyska w Brazylii śmierdzą klęską. Boks skończył się dla Polaków po 6 rundach. Radwańska odpadła „na raz”. Jakaś dziewucha, której nazwiska już nikt nie pamięta, cieszyła się jak dziecko z piątego, czy szóstego miejsca. Brąz upolował kolarz, zatem jakiś tam dorobek medalowy będzie. Ponoć w lekkiej atletyce mamy medalowe szanse, o ile, oczywiście, ktoś jednak dokona zgłoszenia zawodników do startów.
W Japonii byliby już martwi
Do Rio pojechała z Polski ekipa licząca 238 zawodników. Do tego trenerzy, lekarze, kierownicy zamieszania, mechanicy, oficjele. Pewnie z tysiąc osób. W porządku, są takie przypadki, jak wspomniana wyżej Radwańska, ona szkoli się sama, sama opłaca trenera. Pewnie za przylot też zapłaciła ze swoich. Może jeszcze poza tenisem z parę takich przypadków się znajdzie. Reszta zawodników jest na państwowym garnuszku. A oficjele – wszyscy są na państwowym, czyli na naszym utrzymaniu. Zatem możemy ich rozliczać.
Dobra, powiedzmy, że mamy kilku perspektywicznych zawodników. Jeśli ta „szczęśliwa, że piąta” jest perspektywiczna, to powiedzmy, że dokonana została inwestycja.
Niestety, ci kajakarze górscy, co to nie trafili do bramki, którą mieli przepłynąć – na razie to oni stanowią odpowiednik średniego poziomu naszej olimpijskiej reprezentacji.
Jak ich mobilizować?
Fajnie by było, gdyby ci, którzy nie załapali się do pierwszej dziesiątki zwracali choćby 5% kwoty, jaką w nich zainwestowano. A za zajęcie kilku ostatnich miejsc zawodnicy wraz z trenerami i obsługą powinni zwracać całość kosztów. Wtedy takich przypadków jak „niezgłoszenie przez zapomnienie” czy dyskwalifikacja związana z dopingiem nie miałaby miejsca, bo by się winowajca do końca życia nie wypłacił.
W przedwojennej Japonii taki jełopa, który by zapomniał zgłosić zawodnika, w myśl kodeksu bushido popełniłby harakiri. U nas wytłumaczenie się znajdzie:
– Co jest, zapomniałem, pomylić się nie można? – na pewno usłyszymy również coś o skomplikowanej procedurze zgłaszania zawodników i to będzie jeszcze powiedziane z pretensją w głosie.
Krzysztof P. fot. sportraport.com, sadistic.pl, Ponoć to oryginalne, choć podkolorowane zdjęcie samuraja popełniającego seppuku z 1880 roku.

9+

Users who have LIKED this post:

  • avatar