Arka Gdynia – Śląsk 2-0
Najważniejszy element meczu w Gdyni został rozegrany 200 kilometrów od stadionu Arki…
Gdy stwierdziliśmy, że fakt konieczności rozrywania dogrywki w środowym meczu o Puchar Polski będzie miał swoje odzwierciedlenie w wydarzeniach boiskowych podczas konfrontacji w Gdyni, paru znawców nas wyśmiało. No cóż, teraz już do śmiechu nie jest.
Przygotowania
Ograniczyły się do podzielenia puli wejściówek na dwie części. Jedna z nich pojechała do Gdańska.
Jazda
Mecz w Gdyni potraktowano wybitnie wakacyjnie. Nie tylko dlatego, że faktycznie trwają wakacje i pogoda jest również wakacyjna. Ale dodatkowo podczas tego łykendu trafiła się nam wszystkim dodatkowa niedziela w poniedziałek. Z uwagi na święto.
Pierwsi znani nam kolędnicy wyruszyli w kierunku Trójmiasta już w środę. Jedno z aut miało defekt na trasie i koło trzeba było wymieniać na autostradzie. Inni startujący na ostatnią chwilę musieli zjeżdżać z autostrady, bo niedaleko Gdańska, w Pelplinie doszło do wypadku i droga była zablokowana. Trzeba było się wbijać lokalnymi trasami.
Podczas wyjazdów do Trójmiasta zawsze nocny pociąg jest, jak by to grzecznie ująć, lekko patologiczny. Tym razem było tak grzecznie, że towarzystwo samo się nie mogło nadziwić.
Wymarsz na sam stadion z umówionego miejsca. Oczywiście nie wszyscy zdążyli… Bo Gdańsk to miejsce wielu atrakcji. Paru naszych kolegów spacerując po ulicy Długiej, najbardziej reprezentacyjnej w mieście, natknęło się na towarzysza Bolka robiącego sobie fotki z pajacami, którzy chcieliby mieć z nim zdjęcie.
Wejście
Nie wiemy, jak na co dzień wygląda wejście na sektor kibiców gości w Gdyni, gdyż na nowym stadionie zameldowaliśmy się zaledwie drugi raz, lecz chyba dało się odczuć u organizatorów wspomnienie wizyty z marca 2012.Jakby podwyższony stan gotowości służb wszelakich. Ale może to tylko nasze odczucie.
W każdym razie podejście do grupy już w samej Gdyni było bardzo trudne nawet dla osób z Wrocławia.
Kłopoty z dostaniem się na swoje miejsca mieli fani z KKN-u. Doszło do przepychanek, a później do próby zerwania im flagi… W Gdyni nie lubią niczego, co się kojarzy z Wrocławiem.Mecz na trybunach
Spiker coś tam mamrotał, jednak nikt z nas nie dosłyszał, o co chodziło. Pewnie o święto 15 sierpnia – Dzień Wojska Polskiego. Ale przed meczem miał być odśpiewany Hymn. Organizatorzy, jak zwykle w takich przypadkach, chcieli to zrobić na odpierdziel, czyli zwrotka i refren, ale kibolskim zwyczajem z trybun poleciały 4 zwrotki. Przede wszystkim to zasługa fanów Śląska, choć Arka szybko się do tego przyłączyła. I nawet dostały się nam oklaski na zakończenie.
Później była minuta milczenia dla chłopaka z trybun, który niedawno zginął w wypadku. Następnie Arka wyszła z okolicznościową oprawą dla niego, oraz odpaliła ustawione w kształt krzyża race.
Podczas samego spotkania było już normalnie. A nawet – za normalnie. Bluzgoteka jakich niewiele. Obustronna. Śląsk głównie z bluzgami i dopingiem zgodowym z Lechią.
Podczas tej bluzgoteki odbywał się konkurs rzucania kubkami w miejscowych. Zresztą nie tylko na wpół napełnione kubki fruwały. Latało wszystko, co się dało znaleźć i co mogło polecieć. Trafienia kwitowane były gromkimi okrzykami.
Śląsk oprócz zgodowego transparentu i transa dla kolegi z Lechii, który ogląda świat z innej perspektywy wywiesił dwie flagi Lechii i „Legiony Wrocławia”. Wszyscy w dobrych nastrojach, bo z Polski napływały wesołe informacje.Arce trzeba przyznać, że stadion był dość pełny. Dało się też zauważyć duży odsetek ludzi poubieranych w barwy, choć zajmowali miejsca na „spokojnych” sektorach.
Wiemy dlaczego fani z Gdyni sporo śpiewali o Wiśle, jednak ten wątek przez kiboli Śląska nie był podejmowany.
Mecz na boisku
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Tym razem niezawodne dotychczas szczęście nie stało przy Śląsku i nie dało się urwać choćby punktu. Czy piłkarze byli przymuleni meczem w Nowym Sączu, czy jakieś inne powody… nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że takiej gry to się nie chce oglądać. Jedna sytuacja Celebana, który nie zdążył do piłki to w zasadzie wszystko, co udało się zmajstrować pod bramką gospodarzy.
Wynik jak najbardziej sprawiedliwy i odzwierciedlający to, co się działo na boisku. Koniec passy bez przegranej, koniec passy bez straconego gola, koniec passy Pawełka, który nawet dowalając „pawełki” wychodził z tego obronna ręką, koniec passy szczęśliwych spotkań, w których Śląsk jako drużyna słabsza zdobywa punkty.
Za to rozkręciła się passa żółtych kartek, co przy krótkiej ławce rezerwowych może mieć dla nas później poważne konsekwencje.
Powroty
Mecz odbywał się przy świetnej pogodzie. Ani za gorąco, ani za zimno… ideał. Jednak po spotkaniu trzeba było niemal godzinkę odczekać. A w tym czasie zaczęło padać. A w zasadzie – lać. No i na kolejkę PKP dotarło bractwo bardzo mokre.
Na bramkach autostradowych w Toruniu odbywało się polowanie prowadzone przez służby na samochody na dolnośląskich numerach rejestracyjnych.
Patopociąg był jeszcze grzeczniejszy niż do Gdańska, choć na samym starcie wraz z pociagiem ruszyły dwie odpalone race.
Ilu nas było?
Teraz same liczby:
Na liście wyjazdowej zalazło się 713 pozycji. Przed wejściem były dopisywane kolejne osoby.
Kołowrotki odnotowały 597 obrotów.
Śląsk/Lechia pół na pół, oprócz tego 7 osób z Lublina.
Dodatkowo było 14 kibiców z KKN-u ze swoją flagą, dodatkowo z nimi 1 z Gdańska.
RZ, B, G, FM, P,
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl