Ucięty łeb Niesiołowskiego zatknięty na pal – tego oczekuje gawiedź.
Nosz k… zamach stanu. W sejmie zaczęło się podskakiwanie pajaców, okupowanie mównicy przez posłów do niedawna udających poważnych i obliczalnych. Związane z nimi media przebąkują o zamachu stanu. Ostrożnie przebąkują. Mają nadzieję na rozkręcenie imprezy, a „zamach stanu” brzmi poważnie, brzmi groźnie. To z jednej strony, z drugiej gdyby faktycznie miał to być zamach stanu, to Schetyny, Petrusie i inne półmózgi kładłyby głowy pod topór, gdyż jak zamach stanu się nie powiedzie, to można oczekiwać reakcji zwycięzców…
Zamach stanu – pusty śmiech ogarnia jak się słyszy takie farmazony. Żeby zrobić zamach stanu, to trzeba zająć wszystkie miejsca możliwego oporu, spacyfikować lub zamknąć wszystkie środki łączności, zatrzymać rządzących i ich odizolować, zrobić pokaz siły, tak by się opornym nie chciało ryzykować… A co może zrobić śmieszny Grzesiu S. z równie śmiesznym Rysiem P.? Mogą sobie postać na mównicy w sejmie. No to stoją. Mają tak stać do wtorku. We Wtorek skończą strajkować, bo się święta zbliżają.
Oderwani od żłoba kombinowali, że zostaną poparci przez lud pracujący miast i wsi. No, trochę tałatajstwa się tam zlazło, ale na noc się grzecznie rozleźli do domów. Nie ma to jak ciepły fotelik przed telewizorkiem w łykendową, zimną noc. Tacy wygodni rewolucjoniści zawitali w centrum Warszawy.
Śmiech ogarnia, jak się patrzy na to wszystko. Zamach bez realnej siły, wszakże resorty siłowe już zostały spacyfikowane przez Maciarewicza i Błaszczaka, bez mediów (mogą co najwyżej się ślinić do TVN-u), bez kontroli przekazu, licząc na ludzi, którzy są wygodni i może lubią hucpę, ale ryzykować swojego wygodnego życia nie zamierzają… Taka to śmieszna rewolucja.
Można było jeszcze spróbować zagrać na emocjach. Przydałby się jakiś zabity w zamieszkach, albo chociaż ranny. A tu masz babo placek. Wyciekło nagranie, jak facet w pobliżu milicyjnego patrolu kładzie się na ulicy. Nawet parę osób się koło niego zebrało. Po chwili jednak ktoś do niego zadzwonił, zatem zamiast udawać nieżywego wstał, by sobie pogadać.
Jeśli to nie był agent Kaczyńskiego, to znaczy, że w rewolucji PO uczestniczą debile. Po opublikowaniu takiego nagrania nawet najgłupszy leming zastanowi się kilka razy nad sensem protestowania, jak będzie miał pójść wzniecać rewoltę.
Rewolucji PO nie zrobi, bo jest na to za słaba, za syta i za głupia. Może jeszcze by mieli jakiekolwiek szanse, gdyby ruszyli tak zwana „ulicę”. Kiboli, chłopaków z osiedli, naturalnych rozrabiaczy. Ale tych nie napędzi do bojowania partia, która reklamowała cioty, jakieś Rafalale, jakieś pedalskie marsze, jakieś wtykanie piórek między pośladki. Sebki mogą nie lubić Ziobry, ale mają się narażać za to, by Lisom, Olejnikom, Schetynom, Niesiołkom, Gasiukom-Pichowiczom, zadeklarowanym zboczeńcom, Jandom czy Olbrychskim żyło się tak, jak się do tego przyzwyczaili? Sebki wolą dać komuś w łepetynę na osiedlu. A jeśli już mają walczyć o polityków, to nie za przywileje Niesiołowskiego, lecz po to, by zobaczyć jego pusty łeb zatknięty na palu.
Kaczyński dostał wspaniały pretekst, by się rozprawić z polityczną awangardą odrywanych od koryta. Gdyby miał jaja jak Erdogan, to właśnie teraz mógłby zrobić porządki w polskim życiu politycznym z przedstawicielami brukselskich interesów. Ale jest za cienki, dlatego co najwyżej uwali posłom PO i nowoczesnej kropki uposażenia poselskie.
Roman Zieliński, fot. dziennik.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl