Dzień 1 lutego 2016 roku nigdy nie będzie dniem wspominanym przez historyków. Choć ten właśnie dzień dla Polaków jest w jakiś sposób symboliczny.
Porażka Donalda T.
1 lutego 2016 sąd wydał wyrok uniewinniający kibica Legii Warszawa, „Starucha” od zarzutów handlu narkotykami.
My, wrocławianie, kibole Śląska, nie musimy za „Staruchem” przepadać. Jednak nawet nie znając dokładnie sprawy, na czuja wiadomo, że posadzenie go nie było zwykłą milicyjną akcją. „Staruch” był kojarzony z hasłem „Donald, matole, twój rząd obalą kibole” i przez to stał się wrogiem poprzedniego establishmentu. Wręcz symbolem oporu wobec poprzednich władz. I właśnie dlatego został zaciągnięty do milicyjnej kabaryny prowokacyjnie, podczas obchodów rocznicy wybuch Powstania Warszawskiego.
Wroga publicznego nr 1 pojmano podczas uroczystości, które tak po prawdzie były wymierzone w ówczesny rząd, w ówczesną klasę rządzącą, w ówczesnego premiera Donalda T. Oczywiste, że był to ruch symboliczny.
Po zmianie rządu z PO na PiS sąd rozpatrujący sprawę „Starucha” doskonale zrozumiał, jakie roszady zaszły w otoczeniu politycznym. I natychmiast się okazało, że podstaw do karania w tej sprawie „Starucha” nie ma.
To symboliczny koniec walki Platformy Obywatelskiej ze światem kibicowskim.
Druga porażka Donalda T.
To, że w tym samym dniu obecny „wódz Europy”, czy jak kto woli „najważniejszy podnóżek kanclerz Niemiec, Angeli Merkel” nie potrafił obronić „swojej Europy” przed roszczeniami premiera Wielkiej Brytanii ma znaczenie dla nas – Polaków. Mniej istotne jest dla samego Donalda. Bo Unia Europejska pod jego kaprawym okiem i tak się sypie, a o tym, że nie ma najmniejszych szans na pozostanie na kolejną kadencję na obecnie zajmowanym stanowisku jest jasne dla wszystkich obserwatorów sceny politycznej. Po tym, jak stracił wpływy w Polsce, Niemcom nie jest do niczego potrzebny. Żadna siła nie ma interesu w tym, by go popierać, zatem wyleci. Sam zresztą równie dobrze o tym wie, jak osoby mu nieprzychylne. Ale to już problem jego, nie nasz.Zwycięstwo Donalda T.
Tymczasem także 1 lutego wszystkie lewackie media w Europie zaczęły skowyt. Bo okazuje się, że za oceanem niemal na pewno nominację partii republikańskiej na prezydenta USA uzyska Inny Donald T. – Donald Trump.
Trump to ciekawa osobowość. Zupełnie inna od dotychczasowych, politycznie poprawnych polityków ubiegających się i urząd szefa największego (jeszcze) światowego mocarstwa. Jego zapowiedzi o niewpuszczaniu na teren USA muzułmanów, już zatrzęsło lewacką Europą. A takich antylewackich „perełek” w jego zapowiedziach jest znacznie więcej.
Jeśli w USA w jesiennych wyborach wygra Donald T. to jest szansa, że kreskówka z hollywodzkim kaczorem zacznie nam się kojarzyć znacznie lepiej, niż dotychczas.
Roman Zieliński, fot. toread.discordia.pl, internet
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
