Gdy przed miesiącem informowaliśmy Czytelników, że w Śląsku szykuje się katastrofa personalna, bo z preziem Żelemem nikt sensowny z drużyny rozmawiać nie chce, to nikt specjalnie się tym nie przejął.
Teraz, gdy odszedł Hateley, Hołota, w trakcie odchodzenia jest Dudu, a Gecov myśląc o dalszej współpracy z Żelemem wolał zakończyć karierę, okazuje się, że Śląsk nie ma zbytnio kim grać.
Jeśli wynik meczu sparingowego z Zagłębiem Lubin (1-4 w plecy) nie jest sygnałem alarmowym, to może będzie nim fakt, że w kolejnym sparingu z Pogonią Szczecin (na szczęście wygranym 1-0 – uwaga! Pawełek obronił karnego!) trener Rumak wystawił piłkarza Dudu, który ze Śląskiem nie wiąże swojej przyszłości. I to tej najbliższej, bo odchodzi za niespełna tydzień.
O ile w przypadku klęski (tak, klęski) z Zagłębiem mistrzowie wiecznych tłumaczeń będą wskazywać na fakt, że lubinki właśnie przygotowują się do eskapady do Sofii w ramach eliminacji do eliminacji do Ligi Europy, która odbędzie się za momencik, to wystawienie gracza, który w Śląsku grał już nie będzie jest dowodem desperacji szkoleniowca.
Natomiast dowodem na to, że futbol nam normalnieje, jest powrót Madeja. Jeszcze niedawno nie mógł się pogodzić z faktem, że Śląsk nie chce mu dać dodatkowych kilku tysięcy złotych, raptem z czterdziestu pięciu na pięćdziesiąt tysięcy, a teraz przychodzi do Śląska bo w ogóle ktoś chce mu płacić cokolwiek.
Jest to też dowód desperacji Śląska w poszukiwaniu grajków, którzy chcą grać w naszych barwach. Powiedzmy sobie szczerze. Madej to nie jest gracz, z którym będziemy grać o mistrzostwo Polski. A i jego ostatni jego klub o mistrzostwo nie grał.
Dokładnie przed rokiem nasze aspiracje sięgały wysoko. Drużyna wybierała się do Słowenii, dla nas walka o utrzymanie była nie do pomyślenia.
Minęło 12 miesięcy, a jedynym celem o którym myślimy obecnie jest skompletowanie drużyny, która nie będzie na straconej pozycji w meczach z zespołami, które nie mają mistrzowskich aspiracji.
RZ, fot. nasze-sny.pl
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
