W niedzielę odbędzie się finał tak zwanych mistrzostw Europy. Nie o sportowych aspektach/ motywacjach/ założeniach będzie poniżej, a o czymś innym. O czarnej przyszłości Starego Kontynentu.
10 lat temu w książce o prowokującym tytule „Jak pokochałem Adolfa Hitlera” wieszczyłem niekontrolowany napływ ludzi obcych nam rasowo, kulturowo, wyznaniowo. Jak ktoś chce sprawdzić, zapraszam na stronę 88 tego arcydzieła myśli społecznej, zwalczanego przez establishment za „utrwalanie stereotypów” (choć sądzony byłem za „propagowanie faszyzmu”).Obok macie dwie fotki przedstawiające reprezentacje futbolowe dwóch krajów, z których jedna od niedzieli będzie tak zwanym Mistrzem Europy, a druga Wicemistrzem Europy.
Nie dobierałem tych fotek na zasadzie aktualności, ale tak, aby nie utrwalić stereotypu Europy jako kontynentu białego człowieka. O ile Portugalczycy są jeszcze w jakiś sposób częściowo usprawiedliwieni, bo generalnie za bladzi to oni nie są, o tyle Francja reprezentowana jest przez ludzi, których przodkowie 200 lat temu Europę kojarzyli co najwyżej z miejscem zesłania, wielką wodą, strachem, podróżą w ładowniach wielkich żaglowców oraz batem.
Teraz żaglowce zastępowane są pontonami, strach przed podróżą zastępowany jest strachem przed zatrzymaniem się w podróży, a miejsce zesłania Murzynom kojarzy się z ich ojczyzną, a nie z Europą do której się wybierają.
W powieściach science fiction opisane już są mecze piłkarskie, które między sobą rozgrywają zaprogramowane roboty. Jacyś przyszli fani piłki kopanej elektryzują się wynikami spotkań „swoich” robotów, prowadzą długie dysputy na temat lepszego zaprogramowania „Żelaznych Orłów” nad „Bezwzględnymi”. Tymczasem życie w świecie realnym pokazuje, że wkroczyliśmy w pierwszy etap zastępowania sportowców reprezentujących nas – tak to jest przecież z założenia, wybieramy najlepszego i ten walczy z najlepszym spośród konkurentów – zupełnie obcymi.
Na razie ściągamy Murzynów, którzy odwalają za nas czarną robotę.
Tu genetyczny ukłon wobec Murzynów. Jest coś, w czym są lepsi od białego człowieka. Sprawność fizyczna. Lata ewolucji sprawiły, że są lepsi. Biały człowiek bojąc się niedźwiedzi i wilków pomyślał i powystrzelał bestie. Murzyn zamiast używać głowy wolał dla ratunku używać mięśni i uciekał przez lwami. Jak natura nie obdarzyła go odpowiednią szybkością, to lew miał obiad ze słabego ogniwa ewolucji. A najlepsi przekazywali swoje szybkie geny kolejnym pokoleniom, które później też się doskonaliły w ucieczkach przed lwami.
Zatem genetycznie przeciętny Murzyn jest sprawniejszy, szybszy od przeciętnego białasa. No to biały człowiek zaczynając proces autodestrukcji własnego gatunku wpadł na pomysł zastępowania na pewnych odcinkach, w których nie można użyć maszyn, kogoś, kto jest o te parę procent lepiej przygotowany genetycznie.
Taką dziedziną życia, której nie można (przynajmniej na razie) zautomatyzować jest sport*. I teraz mamy do czynienia najbardziej wymownym przypadkiem. W finale tak zwanych Mistrzostw Europy 80% biegających po murawie swoje korzenie będzie miało w Afryce.
Co już teraz powinno zainteresować tych wszystkich, którzy domagają się parytetów. Czyż to nie jest rasizm w czystej postaci? Jak można mieć tak mało białasów w reprezentacji?
Roman Zieliński, fot. wolna-polska.pl, AFP, sport.se.pl
* Oczywiście mówimy tu o sporcie polegającym na używaniu mięśni. Są dyscypliny uznane za sportowe takie jak szachy czy brydż, w których mięśnie nie odgrywają istotniejszej roli, a w których istnieje wielka niesprawiedliwa nadreprezentacja ludzi o białym kolorze skóry, co już teraz powinno być polem szczególnego zainteresowania międzynarodowych agend antyrasistowskich.

