Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Było jak trzeba

A Inka Wnuk mordercy szukał guza. Znalazł wstyd. Został załatwiony przez fanów Śląska i… moherową babcię. Tymczasem inny osobnik, agent Bolek, jak się okazało, wstydu nie ma. Przylazł na uroczystości honorujące ludzi, których jego najbliżsi współpracownicy najchętniej by wykreślili z pamięci Polaków.
Państwo zachowało się jak trzeba
Rzecz działa się podczas pogrzebu „Inki” Danuty Siedzikówny oraz „Zagończyka” Feliksa Selmanowicza, jaki odbył się w Gdańsku 28 sierpnia 2016, czyli dokładnie w 70 rocznicę zamordowania tych polskich bohaterów.
Pogrzeb z najwyższymi honorami, z uczestnictwem najważniejszych dostojników państwowych dopiero po 70 latach od śmierci, późno bo późno, ale przywrócił godność zamordowanym przez komunistów.
„Ten to wstydu nie ma”
Wielkie poruszenie wśród tłumu przybyłych na mszę w kościele Mariackim wywołało pojawienie się Bolesława Wałęsy. Nie, nie ma błędu. Bolesława. No, może bardziej pieszczotliwie – Bolka. Komentarze były jednoznaczne. Jednym z najgrzeczniejszych było „ten to wstydu nie ma”. Najczęstsze były mało cenzuralne. Interesujący był wywód pewnego uczestnika uroczystości:
A zwiencem– Przybłąkał się na pogrzeb Wyklętych ten, który zapewnił bezkarność tych, którzy Wyklętych mordowali.
Bolek nie przybył znienacka. Zapowiadał się. Zatem organizatorzy wyznaczyli jedno z miejsc dla Bolka właśnie. W ramach protestu miejsce to zajął kibic Lechii z Malborka.
Co do Bolka – już po uroczystościach zastanawiano się, jak Bolek opuścił kościół, gdyż nikt nie potrafił sobie przypomnieć tego momentu. Interesująca była również konwersacja fanów Śląska z ochroniarzami (BOR-owcami?) podczas przejazdu limuzyn wśród tłumu.
– Kogo wy w tym wózku wieziecie? – dopytywał się ciekawski wrocławianin, gdyż zza przyciemnionych szyb wydawało się, że w aucie znajduje się jedynie kierowca.
– Bolka nie wieziecie przypadkiem? – kibic Śląska był trochę natarczywy.
– Tego, to chyba w bagażniku trzeba wy wieźć – padła odpowiedź.
Ludzie w kwestii Bolka zachowali się jak trzeba.
A kodtojtojKOD w klozecie
Pogromcą KOD-u okazała się moherowa babcia. Na oko 7 dyszek z okładem. Napadła na kilku kodomitów pikietujących pod kościołem i zerwała im flagę. Pokazała realną siłę „obrońców demokracji”.
Kogo oni chcą bronić, skoro sami siebie nie potrafią obronić przed moherową siedemdziesięciolatką?
Zresztą flag KOD-u było trzy i przynajmniej dwie zmieniły właścicieli.
Gdzie jest miejsce badziewiarzy społeczność wskazała wrzucając babciną zdobycz do ubikacji w tojtoju. Jakoś dziwnym trafem wszyscy udający się do tego tojtoja celowali sikami nie w dziurę, lecz na szmatę.
– Leży na właściwym sobie miejscu – mówili zgodnym chórem ci, którzy widzieli efekt dobrej zmiany właścicielskiej.
A kojowskiKOD poległ w boju z moher dziewuchą, a tymczasem na placu boju pojawił się lider tejże organizacji. Po namierzeniu alimenciarza, „R” (nie mylić z naczelnym Fana) wszczął nagonkę na grandziarza i jego ochroniarza. Ataki słowne wspierane były natarciami klatą. „R” szybciutko znalazł sobie podobnych, w tym głównie fanów piłkarskich ale nie tylko, i pana z kucykiem oraz jego ochroniarza musiały chronić służby. Widać było, że mundurowi wśród ryków nieprzyjaznego wobec kodomitów tłumu nie czuli się komfortowo, zatem szybciutko przystali na sugestię „G”, innego kibica Śląska:
– Przecież oni tu przyszli prowokować. Sami twierdzą, że w Boga nie wierzą, to po co przyleźli do ludzi zgromadzonych pod kościołem? Oni Żołnierzy Wyklętych nienawidzą, a przychodzą na ich pogrzeb? – A tłum napierał coraz bardziej. Fizycznie i werbalnie. Widząc co się dzieje służby wyprosiły alimenciarza. Wychodził wśród tłumu skandującego „precz z komuną”, „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę” i tłum podobnych.
Ludzie w kwestii kodziarskiego syfu zachowali się jak trzeba.
A raca makMogło być bombowo
Po zamachu w Bostonie, gdzie wybuch bomby podłożonej w śmietniku zgarnął swoje śmiertelne zniwo, w Gdańsku dmuchano na zimne. Zatem tuż przed przejazdem trumien i kawalkady samochodów VIP oraz przejściem wojska, księży, harcerzy i innych uczestników firma sprzątająca miasto opróżniła wszystkie kosze na śmieci.
Służby w kwestii zagrożenia terrorem islamskim zachowały się jak trzeba.
A race trumnaOgień na przejściu
Ekipa fanów Śląska zajęła miejsce do odpalenia piro na długo przed mszą i to miejsce okupowała kilka godzin. Race zawsze dodają kolorytu. Co widać na załączonym obrazku.
Fani Lechii urządzili swoje racowisko. Mieli z tym kłopoty, gdyż małolat, który został oddelegowany do niesienia 50 rac został zaatakowany przez jakiegoś cywila, który już przymierzał się do zarekwirowania świeczek. Na szczęście małolat nie wybiegł zbytnio do przodu i ekipa Lechistów w niewybredny sposób wyraziła swoje zaniepokojenie. Na tyle niewybrednie, że cywil chwycił za kaburę, co tylko jeszcze bardziej rozwścieczyło obrońców rac.
– Strzelaj, k…o – mniej więcej taki był przekaz grupy, które napierała funkcjonariusza. No i świeczki wróciły do prawowitych właścicieli. Którzy odpalili je na moście.
Sumując bytność fanów Śląska podczas uroczystości Gdańsku: Wieniec – arcydzieło był obecny w kościele. Na trasie bractwo w świetle rac zaprezentowało specjalnie na tę chwilę zrobiony transparent, flagę „z faszystowską plamą”, czyli „Znak orła, potęgi symbol”, inną równie „faszystowską” „Noworudzcy patrioci”. Oraz (o tym za chwilę) odpalone zostały kolejne race podczas ceremonii jakie miały miejsce na cmentarzu.
Środowisko kibicowskie podczas obchodów zachowało się jak trzeba.
A flagi pogrzebCmentarne światła
Doszło do nieporozumienia na cmentarzu. Śląsk odpalił race w „swoim” terminie, Lechia swoje później. Wrocławianie ustalili, że świeczki zostaną odpalone podczas śpiewania Hymnu, sądząc, że będzie to miało miejsce na zakończenie uroczystości. Tymczasem organizatorzy całą ceremonię rozpoczęli właśnie od Mazurka Dąbrowskiego. Ustalenie to ustalenie, tym bardziej, że w tłumie ludzi komunikacja była utrudniona. Zatem gdy tylko zabrzmiały pierwsze nuty Hymnu race odpalono. A lechia inkaTymczasem te gdańskie dopiero były wnoszone na cmentarz. Gdańszczanie swoją „porcję” wyświecili, gdy trumny szły do grobów.
Ludzie na cmentarzu oddali hołd Bohaterom bardzo licznie, czyli tak, jak trzeba.
Mecz o lidera
Gdyby nie pozytywne nastawienie Ekstraklasy SA do prośby Lechii o przełożenie meczu z Termaliką z godziny 15:30 na 18:00, to nikt by nie zdążył być na obu wydarzeniach. I tak ci, którzy byli na cmentarzu do końca, mogli co najwyżej zdążyć na końcówkę pierwszej połowy spotkania. Parę osób z wrocławskiej delegacji zrezygnowało z odwiedzenia przyjaznego stadionu w Gdańsku.
A nabojkaWedług naszych informacji IPN podziękował Ekstraklasie SA za przychylne potraktowanie prośby.
Fani Lechii zachowali się jak trzeba i przygotowali okolicznościowa oprawę, specjalnie dla Inki.
Mecz z Termaliką, czyli z niespecjalnie medialnym rywalem, ściągnął na trybuny ponad 17 tysięcy widzów. Szkoda, że Lechia wtopiła 1-2, gdyż miała szansę zostać samodzielnym liderem. Śląsk był reprezentowany przez kilkadziesiąt osób oraz przez flagę „z faszystowską plamą”, która była eksponowana podczas uroczystości, a także „Nabojkę”, „Legiony Wrocławia” i jedną barwę Śląska, która na stałe przebywa w Gdańsku.
A flaga stadionNa uroczystościach obok kibiców Śląska oprócz fanów Lechii na pewno udział wzięli kibice: Gryfa Słupsk, Pyrów, Legii, Piasta Gliwice, Chrobrego Głogów. Na pewno była też delegacja Rakowa Częstochowa, lecz bez barw. Na pewno byli również inni.
RZ, BK, MM88, P, M-LG, fot. MG, MM88, J.Czaplewski, DK,
film z wrocławskiego racowiska na ulicach Gdańska:
https://www.youtube.com/watch?v=FDzAYYWB2Xk

16+