Jagiellonia – Śląsk 2-1
Mecz w Białymstoku po raz pierwszy od niemal ośmiu lat odbył się przy udziale kibiców Śląska. Dawno nas tam nie było, na dodatek nowy stadion, na którym też jeszcze nie byliśmy (poza kilkoma osobami, które tam zawitały z Lechią czy z Wisłą), to spowodowało, że nawet fakt, iż pojedynek wyznaczono na piątek spowodował, że zainteresowanie było całkiem spore. I trzeba było dogadywać dodatkową pulę wejściówek, bo te, które przybyły do Wrocławia skończyły się.
Przygotowania
Kombinacje z pociągiem specjalnym na szczęście storpedował termin. W piątek spec – katastrofa organizacyjna murowana. Ograniczono się do organizacji autobusu. Ostatecznie – dwóch autobusów.
Jazda
Ekipa z 9-osobowego busa, której się wydawało, że wyruszyła ostatnia, wcale ostatnia nie była. Ostatni wyruszali około 12:00.
Na jednym z postojów na jednym z parkingów nawet nie w połowie drogi do Warszawy doszło do spotkania. Kto tam się miał zjawić? Zjawili się mundurowi wraz z psami z Łodzi. Psina coś tam wąchał, przy paru autach się kręcił, ale niczego nie wyniuchał. Jeden z fanów Śląska wylądował w kabarynie.
Widząc, że „coś się dzieje” przejeżdżający byli na tyle zagapieni w „wydarzenie”, że na drodze doszło do dzwona. Co wśród rewidowanych wywołało entuzjazm i śpiewy chóralne. Po tym zdarzeniu bractwo od razu „zostało uniewinnione” i ruszyło z miejsca. Ale ponieważ całe przedstawienie trwało długo, zatem później trzeba było nadrabiać. Do pewnego czasu 20 aut jechało razem, lecz w pewnym momencie, gdy droga zrobiła się gorsza, kolumna się poszarpała.
Ci, którzy jechali bez feralnego postoju też byli zatrzymani. Jakieś 20 kilometrów przed metą zrobiono „rękaw”. Część pojazdów się przezeń przedarła. W sumie jako pierwsze pod stadion dotarły autobusy, ale i one były sprawdzane na rozjeździe Rzędziny. Były pyskówki, ale trzeba przyznać, że jak dziewczyna domagała się pójścia do toalety, to ją MO zawiozło kilka kilometrów.
Obecnie jadąc do Białegostoku od strony Warszawy trzeba brać pod uwagę, że znaczna część trasy to jedna wielka budowa.
Wejście
Trwało długo. Szczegółowe sprawdzanie list nie sprzyjało szybkiemu wchodzeniu.
Część weszła dopiero w II połowie meczu. Nieco wyżej fotka sektora gości z początku spotkania.
Mecz na boisku
Grano w deszczu. Po serii spotkań, w których to Śląsk miał sporo szczęścia, teraz przytrafił się pojedynek, w którym to nasze orły robiły lepsze wrażenie. I z pewnością punkty by powędrowały do Wrocławia, gdyby je dostawano za wrażenia artystyczne. Niestety, liczy się to, co wpadnie do bramki, a do bramki Pawełka wpadły dwie dobitki. Już się nie będziemy znęcać nad bramkarzem, ale wiadomo jedno. Łapkowego trzeba szukać na gwałt.
Jeszcze można było remis uratować, ale w ostatnim zagraniu meczu zabrakło szczęścia/ umiejętności/ wyrachowania… no, czegoś zabrakło i na konto wpadło zero punktów. A Jagiellonia uciekła.
Mecz na trybunachZacznijmy od dopingu Śląska. Ścierały się koncepcje z których jedna brzmiała „nie śpiewamy, dopóki ich nie puszczą”. Między innymi dlatego doping był rwany.
Jagiellonia – na swoim poziomie.
Żadna ze stron nie bluzgała na siebie. Przynajmniej nic takiego nie odnotowaliśmy.
Jagiellonia bez fajerwerków, ale sektor ładnie ubarwiony. Oprócz flag transparenty, między innymi „Chwała wyzwolicielom Białegostoku 19 II 1919” oraz słowiańskie hasło „Kosowo jest serbskie”.
Śląsk w I połowie tez eksponował transparenty upamiętniające tych, którzy odeszli i tych pozdrawiające tych, którzy mają kłopoty.
Po przerwie na płocie oprócz flag „Nabojka” i „Łaziory”, „Trójkąt”, zawisły barwy chłopaków z Lublina i Opavy. Zdjęcie obok przedstawia sektor Śląska pod koniec I połowy, czyli jeszcze nie z wszystkimi, którzy weszli na stadion.
Powrót
Część z tych, którzy mieli zatrzymanie, po zaliczeniu drogi „do”, na 60 kilometrów przed metą doszło do wniosku, że nie zdążą, zatem nie ma sensu dalej się przemieszczać i zawróciło.
Do Wrocławia powrót spokojny, to znaczy stacje benzynowe standardowo pozamykane a elementem wnerwiającym był padający śnieg. Inna sprawa, że w lutym powinien być czymś normalnym.
Jeden z niedojazdów się wnerwił, bo po 20 latach jeżdżenia na mecze miał być w Białymstoku, a tu lipa.
Ilu nas było?
Według famy jaka szła po sektorze – 600. Lecz na listach znalazło się 492 osób.
18 aut z Lublina, oficjalnie uznali, że było ich 65, choć jeden z wrocławian doliczył się 8 dyszek (część jechała z Wrocławia, autokarami i nie tylko). Miedź 26, Opava 8, Lechia 3, nasz stały Czytelnik z Gdańska podaje cyfrę 7. Wisła kilka osób (brak dokładnych danych).
TRS, KKK, GK, B, PK, PB fot. M.Kardasz, G. Chuczun, jagiellonia.net
Users who have LIKED this post:
