Ale jazda! Islandczycy zrobili jaja z Anglików i puścili ich do domów w 1/8 tak zwanych mistrzostw Europy.
Tak do ogólnej wiadomości, bo mało kto wie: Islandczyków na ich wyspie mieszka około 300 tysięcy. Jak we Francji na jakimś meczu pojawi się 30 tysięcy, to będzie znaczyło, że co dziesiąty wyjechał z kraju, i że wyspa się im wyludniła…
Wielu z nas lubi, jak w sporcie wygrywają „maluczcy”. A już zwłaszcza, gdy rywalem tych „maluczkich” jest jakiś Goliat. Anglików w Polsce zbytnio się nie lubi, bo uważają się za nie wiadomo kogo. Tymczasem jak pokazała historia, to gnojki jakich niewiele. Bez zasad, bez honoru, dla których pakty są po to, by wpasować kogoś w wojnę ze swoimi wrogami, a słowo „lojalność” to fajna nazwa okrętu (to nie dowcip, w historii floty angielskiej odnotowano trzy jednostki o tej nazwie, dwie w XVII wieku i jedną w czasie II Wojny Światowej).
No i utarli nosa Islandczycy Angolom. Wielu ma satysfakcję, a ja mam satysfakcję podwójną. Bo jak już mam być za kimś, to sobie wybieram taką drużynę, w której nie ma Murzynów. Taka dopadła mnie przypadłość.
Skazywani na pożarcie Islandczycy, wśród których nie ma żadnych naturalizowanych gamoni, wygrali z na wpół czarną reprezentacją Anglii.
Piwo od razu lepiej smakuje!
Roman Zieliński, fot. edyta-swiątek.blospot.com
Users who have LIKED this post:
