Wystarczyło w 4 meczach zdobyć 10 (faktycznie 5, ale robią nam wodę z mózgów, więc udajemy, że 10) punktów i się nam w głowach poprzewracało. Jednak teraz już Śląsk nie gra o puchary, ale o utrzymanie.
Liga jest obecnie taka, przynajmniej w tej środkowej strefie tabeli, że wystarczy w paru meczach zapunktować i powraca spokój na dłuższy czas.
Przed Śląskiem w czwartym spotkaniu rundy wiosennej/ rundy rewanżowej pierwszej części rozgrywek/ kij wie, jak to nazwać/ spotka się z Lechią Gdańsk na wyjeździe.
Oczywiście każdy kibic Śląska chciałby wygranej Śląska. Ale akurat w tym przypadku istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że dla części fanów WKS-u będzie to spotkanie o obniżonej dawce emocji. Jak Śląsk wygra – fajnie. Jak Śląsk przegra – to Lechia będzie malutki, pótorapunktowy krok bliżej mistrzostwa, które ma na wyciągnięcie ręki. Którego tak blisko nie była jeszcze nigdy w historii. Nawet w roku 1956, gdy ostatecznie Lechia była trzecia. Wśród obecnych fanów Lechii w 56 roku żyło może z 10% aktualnie chodzących na stadion.
Śląsk ewentualne straty z Gdańska będzie miał szansę odrobić. Biorąc na poważnie zapowiedzi trenera Rumaka, to w zasadzie nie mamy się co obawiać*. W pozostałych kolejkach nadrobimy zaległości lekkim leszczem.
Wygrana Śląska – ok. Wygrana Lechii – również ok.
Mecz Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław odbędzie się w piątek 9 grudnia o godzinie 20:30.
RZ, fpt. extremesupporters
* oczywiście szydera, gdyby ktoś się nie zorientował.