Tak się zastanawiamy w trójkę starych zgredów, jak przekazać małolatom, że stan wojenny to było sk…syństwo. Wielkie sk…syństwo. I chyba znaleźliśmy. Ale zacznijmy od początku.
Siedzimy sobie z kolesiami i wzięło nas na wspominki. Takie tam kombatanckie gadanie, w sumie o pierdołach. Tu ktoś pałą zaliczył, tam znów trzeba było rwać przed psią polewaczką. Ludzi trzymano za kratkami bez wyroku po kilkadziesiąt miesięcy, a my się fascynujemy tym, że udało się uchylić przed ciosem pięścią kulturalnego milicjanta, co zaowocowało jego rozdrażnieniem i mało dolegliwymi kopniakami…
Mieliśmy swoje przeżycia. Każdy z nas. A to gdzieś na demonstracji, to u koleżki w domu podczas jego nieobecności milicyjne najście i „rozmowa wychowawcza” z rodzicami… Działo się.
Ciekawe jak by się potoczyło moje życie, gdybym nie uciekł na hasło „stój, bo strzelam”, jakie usłyszałem w styczniową noc 1982 tuż koło swojej bramy…
Było tak. Dlaczego musiałem w nocy pójść bramę obok – niech zostanie moją tajemnicą. Wymyśliłem sobie, że nawet w godzinę policyjną to żaden problem, bo wyjdę przez piwnicę, z której wychodzi się na podwórko. Sąsiednia brama też miała takie „podwórkowe” możliwości, a z doświadczenia wiedziałem, że milicja po podwórkach nie łaziła. Zatem przyłapanie na łażeniu w czasie godziny milicyjnej raczej nie groziło.
No to wylazłem z piwnicy. Cicho jak makiem zasiał, bo o 2 w nocy wówczas życia na mieście nie było żadnego nawet przed stanem wojennym. A co dopiero po jego wprowadzeniu. Ciemno choć oko wykol, gdyż komuna oszczędzała na prądzie gdzie tylko mogła. Podwórka były oświetlone tylko tam, gdzie mieszkali wysokiej rangi funkcjonariusze. Skrzypienie śniegu pod stopami wnerwiało, na dodatek coś niepokoiło. Jakieś ruchy. Pomyślałem, że koty ganiają za myszami, tymczasem okazało się, że sąsiad z parteru odśnieżał swój samochód. Że on – domyśliłem się, bo jego auto znałem, zresztą żadne inne pod oknami wtedy nie stało. Sąsiad jako jedyny z klatki miał wyjście bezpośrednio na podwórko, co postanowił wykorzystać do tego nocnego odśnieżania. Słyszał mnie, widział sylwetkę, ale w ciemnościach na pewno nie poznał.
Pomyślałem sobie, że w sumie to nie wiem, gdzie gostek pracuje, że tak na luzie sobie odśnieża auto w czasie godziny milicyjnej, więc z ostrożności drogę z powrotem postanowiłem odbyć nie podwórkiem, lecz ulicą.
Jak pech, to pech. Ile wtedy, w styczniu 1982 roku przejeżdżało aut ulicą? Nawet jeśli była to ulica w centrum miasta? 5? 20? Nie liczyłem, okna miałem od podwórka, ale te porażające pustki na mieście pamiętam.Zatem otwieram ostrożnie bramę i stąpam w śnieg. Śnieg skrzypi. Patrzę i oczom nie wierzę. Pod jedną z nielicznych latarni, za załomem patrol wojska czy tam milicji stoi i kontroluje kierowcę jedynego auta jakie jest w zasięgu wzroku. Kilkanaście metrów po lewej. Moja brama – dwadzieścia metrów w prawo. Mundurowi też usłyszeli skrzyp śniegu, ja już zrobiłem kilka kroków biegiem.
– Stój – usłyszałem.
Po chwili ponowił:
– Stój, bo strzelam.
Z jednej strony widziałem, że karabin miał na plecach. Zanim ściągnie… ale mógł gnojek mieć pistolet. Strach spowodował, że nabrałem rakietowego rozpędu. Wpadłem do swojej bramy zatrzaskując ją za sobą. Błyskawiczne zdejmowanie butów (bo dojdą po śladach)… Oni też się bali. Bramę otworzyli, ale do niej nie wchodzili nawet.
Nie, nie strzelali. Chyba niczego nie meldowali, bo następnego dnia nie było w kamienicy żadnych przesłuchań. Może mieli to gdzieś, a może takie przypadki zdarzały się zbyt często? Nie wiem.
Natomiast wiem na pewno.
Nie chcielibyście żyć w kraju, w którym o godzinie 20:00 zaczynał się zakaz wychodzenia z domu. Złapanych wychodzących lub spóźnialskich bito, często zatrzymywano na kilka godzin. Czasem, jak miał jakąś ulotkę w kieszeni – nawet aresztowano.
A gdy siedziałeś nie na komendzie, lecz w domu, to nie było telefonu, żeby sobie pogadać. Jak już telefon był, to nie działał. Nie można było pooglądać żadnych filmów, bo w telewizji były tylko dwa programy, a na obu same smuty dawali. Komputerów wówczas nie było żadnych. Nawet odtwarzaczy wideo. O internecie – zapomnijcie.
Zresztą jakby było jakieś połączenie ze światem, to by odłączali prąd.
Po godzinie 20 w stanie wojennym mogłeś siedzieć w domu i czekać nie wiadomo na co.
Też uważacie, że stan wojenny, to było wydarzenie kulturalne?
Roman Zieliński
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl