Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Życząc wrogom szczęścia

kciukZbliża się moment „szału pał” dziennikarzy sportowych mieszkających w Warszawie*. Mistrzowie wszechświata i okolic zagrają z Ajaksem Amsterdam w walce o 1/8 Ligi Europy.
Jest pewien powód, by we Wrocławiu ściskać kciuki za „najlepszych i najwspanialszych”. Co jest tym powodem? Ano to, że w przypadku korzystnych rezultatów w potyczce z Ajaksem kierownictwo Legii będzie miało inne priorytety niż jakaś tam śmieszna polska liga czy jakiś tam śmieszny Puchar Polski. O czym w niedzielę przekonała się dobitnie Jagiellonia Białystok, która zlała Legię niemiłosiernie przed jej publicznością. Bo mistrzowie wszechświata tak mocno się przygotowywali do potyczki z Ajaksem, że do gry w meczu z Jagiellonią oddelegowano rezerwy mistrzów.
Co prawda wynik i – przede wszystkim – gra rezerw udowadnia, że gadanie o dwóch równorzędnych składach to czcze przechwałki, lecz to właśnie daje nadzieje klubom wyrzucającym mniej pieniędzy na piłkarzy niż Legia. Nadzieję na niepoważne potraktowanie rozgrywek krajowych przez najlepszych z najlepszych i najgodniejszych z godnych. A to z kolei skutkuje tak, jak w pojedynku Legia – Jagiellonia. Porażkami mistrzów wszechświata i okolic.
W najbliższym czasie Śląsk zagra z Jagiellonią, Górnikiem Zabrze i dwukrotnie z Legią. Niestety, mecze Legii z Ajaksem specjalnie naszym rywalom nie będą przeszkadzać przy pojedynkach ze Śląskiem. No, chyba, że jeśli dostaną solidny łomot od Holendrów, to mogą być podłamani psychicznie. Ale na to lepiej nie liczyć.
Natomiast ciekawie by było, gdyby Legia awansowała do kolejnej rundy LE. Wówczas jej terminarz wyglądałby następująco:
19 lutego Ajax -Legia
22 lutego Korona – Legia
26 lutego Legia – Ajax
1 marca Legia – Górnik Łęczna
5 marca Legia – Śląsk (PP)
8 marca Śląsk – Legia
12 marca pierwszy mecz 1/8 LE
Któryś z meczów ze Śląskiem wtedy na pewno zostałby odpuszczony.
I tylko dlatego będziemy życzyć w czwartek mistrzom wszechświata i okolic w pojedynku z Ajaksem wszystkiego najlepszego.
No, przesada. Nie tylko dlatego. Jakoś nie przepadamy za Ajaksem, ale to już zupełnie inna historia.
RZ, AP, fot. bank24.blox.pl

* oczywiście stwierdzenie „dziennikarze sportowi mieszkający w Warszawie” jest złośliwe do bólu. Znakomita większość z nich przybyła do Warszawy z różnych miast Polski. I po kilku latach (czasami już – miesiącach) stają się „bardziej warszawscy niż sami warszawiacy”. Aha, jeszcze jedno. Nie jest to domena wyłącznie dziennikarzy sportowych.

				</section>