* A było tak fajnie. Śląsk prowadził 1-0. Ale skończyło się na 1-4. I na ogólnym rozczarowaniu.
* Piłkarze Legii wystąpili w dość niezwykłych strojach. Jedni twierdzili, że ich kolor był sraczkowaty. My to widzieliśmy bardziej jako zgniłozielony. Wizualnie – do bani.
* Jednak najlepszy zawodnik Legii miał koszulkę czarną. Ale czego się spodziewać, jeśli arbiter z mazowieckiego sędziuje mecze mistrzów wszechświata i okolic.
* By jednak nie popadać w skrajność – ci, którzy twierdzili, że Śląsk jest taki fantastyczny, teraz mają się nad czym zastanawiać. Tym bardziej, że ponoć Legia taka słaba jest obecnie.
* Kibiców Legii nie było. Zakaz wyjazdowy. Dość często we Wrocławiu mają te zakazy. Ale to nie nasz problem.
Natomiast faktem jest, że kibice Legii to dość pokręcony temat. Zakazy – to rozumiemy. Ale jak nie zakazy, to są obrażeni na drużynę. Jak nie na drużynę, to na klub. Generalnie – ciężko się połapać w tych legijnych protestach.
* Kamil Biliński – na razie to jest dobre nazwisko. I tylko nazwisko. Zamienił Gecova. Ten z kolei ma tylko warunki fizyczne.
* Podczas meczu mieliśmy do czynienia z rzadko spotykaną sytuacją. Arbiter pierwszą połowę zakończył po rozegraniu 44 minut i kilkunastu sekund.
Mieliśmy kiedyś podobną sytuację, która ostatecznie skończyła się sporym skandalem. Ale to było w III lidze (może nawet opiszemy tę sytuację – jak przyjdzie wena i zwalczymy lenistwo). No, ale jak już wspomnieliśmy, arbiter z Mazowsza pilnował, by się Legii nic nie stało. A akurat końcówka pierwszej części gry to był czas, gdy wrocławianie kontrolowali sytuację na boisku.
* No i po 1-4 znaleźliśmy się na końcu tabeli. Co prawda jeden z fanów Śląska mieszkający na południu Niemiec już zdążył nam napisać, że „ostatni będą pierwszymi”, ale to raczej tylko jego wrodzony optymizm.
* Mecz kończył się w momencie, w którym tak naprawdę powinien się zacząć. Chodzi oczywiście o pogodę. W takich warunkach uprawianie piłki powinno być sportem ekstremalnym. Inna rzecz, że gdyby faktycznie zaczął się o 20:00, to tuż po jego zakończeniu nacięlibyśmy się na burzę, wichurę i ulewę.
* 12 i pół tysiąca widzów… Nie jest to jakiś tragiczny wynik, ale jak na najbardziej medialnego rywala przychodzi niespełna 1/3 stadionu, to jakich frekwencji możemy się spodziewać na Termalice?
Inna sprawa, że jeśli mecze będą się odbywały z taką częstotliwością, jak ma to miejsce ostatnio, to wszystko się może znudzić czy przejeść. Dla tych, którzy nie uczęszczają na wyjazdy, do tego nie są jakimiś zapiekłymi fanatykami – trzecie spotkanie w ciągu półtora tygodnia… W pogoni za kasą zanudzą nas rozgrywkami. Powiedzmy, że Śląsk zagra w pucharach z ogromnym szczęściem i awansujemy do grupy LE. Wówczas jesienią może się zdarzyć, że Śląsk rozegra 21 pojedynków ligowych, 14 w LE i o ile się uda – 4 w Pucharze Polski. W sumie 39 spotkań.
Kto to wytrzyma finansowo?
* Po meczu był opiernicz. Dla tych, którzy rzucają petardami w tłum. I słusznie, bo rzucanie achtungami pod nogi komuś innemu jest zabawne, ale nie wówczas, gdy to nie rzucają w Ciebie.
* Gdy nie ma kibiców gości to się aż prosi o „szkocję” na rozruszanie stadionu.
* Teraz przed nami mecz w Goeteborgu. To będzie piąty pojedynek w tym dopiero co rozpoczętym sezonie. A nasze orły jakby bez kondycji.
* Sektor „A” powinien być zamknięty. Jego utrzymywanie jest kompletnie bez sensu. No, chyba, że chodzi o to, że VIP-y się musza nażreć. Zdjęcie z tego sektora powinno rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, czym tak naprawdę jest sektor „A”. Dokładnie w ten sam sposób wyglądał na wszystkich tegorocznych meczach.
KKK, R-ND, JR-BB, J-W, RZ, BK
</section>