Zacznijmy od tego, co się nie udało. Nie dojechał gostek z pochodniami, zatem nie było jednego z zaplanowanych elementów zgromadzenia. Konferansjerkę prowadził Jarek Bogusławski. Niestety, nie do końca się sprawdził, gdyż proszenie przez mikrofon milicjantów czy urzędnika z UM, którzy są na naszym garnuszku – to było żenujące.
Źle rozplanowano przemówienia. Wszystkie odbyły się na końcu trasy. To spowodowało, że do złożenia wieńca pod Pomnikiem Ofiar Zbrodni Katyńskiej, które kończyło imprezę, dotrwało może ze 150 osób. Z jakichś 500, które uczestniczyły w manifestacji.
Zbyt delikatne były akcenty antyimigracyjne, czyli te, które obecnie ludzi interesują najbardziej. Aż prosiło się o porównanie czerwonej hołoty napierającej ze wschodu w 1939 roku z tą islamską, która pcha się do nas z południa.
Zbyt mało skandowanych haseł. Na demonstracjach nie chodzi się po to, by słuchać, lecz po to, by krzyczeć.
Cóż, każdy się uczy na błędach.Teraz o pozytywach
Hasło całej demonstracji „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Obecnie wszelkiej maści lewactwo dostaje rozwolnienia, bo nie ma się jak do tego hasła przyczepić. Choć jest jednoznaczne.
Co prawda organizatorzy byli „świezi”, lecz 17 września przypominany jest we Wrocławiu od kilku już lat.
Nie było żadnego achtunga.
Jak na dzień powszedni – trasa dobra, bo krótka. Z odpowiednim, symbolicznym miejscem startu – spod Pomnika Ofiar Stalinizmu, i z równie symbolicznym miejscem zakończenia.
Świetne dobrani mówcy. Potrafili powiedzieć rzeczy niepoprawne politycznie. Profesor Tadeusz Marczak stwierdził, że pakt Ribbentropp – Mołotow* wciąż jest realizowany. Ksiądz Jarosław Wąsowicz, kapelan kibiców przypomniał rolę ludzi trybun w przywoływaniu pamięci Żołnierzy Wyklętych. Kto wpadł na pomysł ściągnięcia burmistrza Kamienia Pomorskiego, Stefana Oleszczuka? Rewelacja. Powiedział o tym, jak lokalna władza przeciwstawiła się „warszafce” w realnym kotwiczeniu polskości na Ziemiach Odzyskanych.
Bardzo mocne były też słowa kombatantki. W czasie wojny, młodziutkiej dziewczyny, która za swoją antykomunistyczną działalność dostała dwa lata. Odsiedziała je z dokładką. Jak patrzymy na naszych „gangsterów”, którzy za obietnice skrócenia wyroku rozpruwają się, i to bez bicia, to taka opowieść starszej już pani robi wrażenie.
Program artystyczny realizowała grupa „Mała Garstka” z Sycowa.Marsz miał akcent chuligański. To znaczy w połowie trasy jakiś napotkany półgłówek coś tam wykrzykiwał pokazując środkowego palca, ale robił to z tak bezpiecznej odległości, że nie miał problemu z ucieczką, gdy koleżka wystartował w jego kierunku. Teraz kłopoty ma nie ten od pokazywania fakulca, lecz ten, który próbował tego fakulcowego poprosić o inne ułożenie paluchów.
Nie zabrakło elementów kibicowskich. Specjalnie na tę okazję transparent swojej ekipy z herbem Śląska i przekreślonym sierpem i młotem zrobili chłopaki z Krzyków. A na pojeździe z nagłośnieniem jechała flaga „Partyzancka Armio Wyklęta – Śląsk Wrocław o Was pamięta”.
Dokładnie w chwili zakończenia demonstracji nad Wrocławiem zerwała się wichura.
Roman Zieliński, fot. Tomasz Kostyła
* Pakt Ribbentropp – Mołotow tak naprawdę był paktem zawartym między Hitlerem a Stalinem. Wyeksponowano nazwiska tych, którzy ów papier fizycznie podpisywali, gdyż w chwili, gdy wiedza o tym pakcie ujrzała światło dzienne, Związek Sowiecki nie mógł pozwolić sobie na mieszanie „wielkiego Stalina” w jakieś konszachty z Hitlerem.
Pakt ten został podpisany 23 sierpnia 1939 roku i dotyczył współpracy niemiecko – rosyjskiej. W tym współpracy przy napaści na Polskę.
</section>
