Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

W domu najlepiej?

hoolsheaven

KamilJak pewnie zauważyliście, na Fanie nie podniecamy się transferami. Wychodzimy bowiem z założenia, że piłkarze to wkłady do koszulek i specjalnie nie ma znaczenia, czy kiepści piłkarz X czy Y. Pewnie, że jak przyuważymy jakiegoś zdolniachę lub szczególnego łamagę, to temat wałkujemy. Wkupić w nasze łaski można się poprzez efektywne zwody, celne podania, skuteczne strzały i odbiory, twardą walkę i ambicję. No i mając na względzie dobro klubu, jego perspektywy, forujemy młodych z Wrocławia, lub przynajmniej z regionu.
Tym razem na łamach „mało transferowego” portalu pojawia się drobny wyjątek. Do Śląska powrócił chłopak stąd – Kamil Biliński.
Część obecnie kibicujących Śląskowi jeszcze nie chodziła na mecze, a wielu spośród tych, którzy już chodzili pewnie nie pamięta takiego spotkania z Jagiellonią Białystok, które zostało rozegrane na Oporowskiej w kwietniu 2009 roku. Vuka Sotirovića zmienił na kwadrans przed końcem rozgrywek Kamil Biliński. I tuż przed końcem spotkania Biliński zdobył gola na 2-0. Był to jego pierwszy i jak dotychczas jedyny gol w pierwszej drużynie Śląska. Wcześniej nastrzelał ich mnóstwo w bezsensownych rozgrywkach tzw. „młodej ekstraklasy”. Rozgrywki były bezsensowne, lecz królem strzelców nie zostaje się od niechcenia. A Biliński tym snajperem na zawołanie w ME był.
Co poszło nie tak? Punktem zwrotnym jego kariery był chyba mecz w Warszawie z tamtejszym Groclinem. W sierpniu 2009 w 89 minucie Śląsk prowadził 2-1 a Tarasiewicz wpuścił na boisko Bilińskiego. Skończyło się na 2-3. Jakoś w tym momencie Tarasiewicz zaczął go zwyczajnie nie lubić.
Biliński był czupurny, to fakt. Ale to już głowa trenera, by czupurnego małolata tak ustawić, by móc wykorzystać jego potencjał. Niestety, Tarasiewicz już dostawał śruby. Zamiast tak poustawiać zespół, by perspektywiczny małolat własnego chowu znalazł w nim swoje miejsce, i ustawić do pionu młodzieżowca, by jego umiejętności procentowały dla Śląska, szkoleniowiec wolał sobie nie zaprzątać głowy i pozbyć się gracza.
Jak na tym wyszedł Tarasiewicz – wiemy. Czego się nie dotknie, w dłuższej perspektywie ma kłopoty.
Jak wyszedł Śląsk, tego nie wiemy, bo nie da się już czasu wrócić i rozegrać sezonów 10/11 czy 13/14 z Bilińskim.
Jak wyszedł Kamil? Na pewno zmądrzał i nabrał doświadczenia. Tak piłkarskiego jak i życiowego. Wisła Płock, Litwa, Rumunia – życie z daleka od rodzinnego gniazda, a zwłaszcza na obczyźnie uczy pokory.
Jaki wpływ na decyzję o powrocie Bilińskiego na Oporowską ma jego wrocławski rodowód? Pewnie spory. Na pewno również osoba jego menadżera, Krzysztofa Świątkowskiego, byłego dyrektora WKS-u nie była tu też bez znaczenia.
Nie ukrywamy, że Biliński będzie miał na Fanie delikatne fory. Bo swojak. Ale bez przesady. Jak będzie grał lipę, to zostanie przez nas objechany.
Na razie – witamy w domu.
Roman Zieliński, fot. autografy-tyski.blogspot.com

				</section>