* Gdy pisaliśmy o tym, ze Korona na wyjazdach nie tylko nie przegrywa, lecz na dodatek nie traci goli, to mieliśmy nadzieję, że każda seria kiedyś się kończy. No to teraz można stawiać u bukmachera, że Korona polegnie za tydzień w Gliwicach. Bo we Wrocławiu to Śląsk wtopił 0-1.
* Meczu Śląska z Koroną nie chciał nikt oglądać. No, gwoli prawdy – niemal nikt. Frekwencja żenująco – żałosna. Oficjalnie doliczono się 5580 widzów. Tak naprawdę to z tysiąc swobodnie można odjąć. Skąd się wzięła „nadprodukcja” trudno powiedzieć. Taka wrocławska propaganda sukcesu.
* Kielczanie też nie za bardzo chcieli oglądać to spotkanie. Do Wrocławia przybyło ich około 50. W doping zaangażowani byli tylko momentami. III liga wyjazdowa.
* O powodach fatalnej frekwencji na łamach Fana pisaliśmy już wiele razy. Na pewno elementem zaniżającym liczbę widzów nie była temperatura, bo po październikowej zimie mamy teraz złotą polską jesień.
Jeśli ktoś nie potrafi znaleźć powodu do rozstania się z Markiem Drabczykiem, szefem działu promocji, to polecamy fotkę sektora „Oporowska” z dzisiejszego meczu – najliczniej zaludnionego na meczu z Koroną.
* Coraz więcej osób przebąkuje o tym, by się przenieść z powrotem na Oporowską. Sentyment sentymentem, ale przy takim, siąpiącym cały mecz deszczyku to na Oporowskiej byłoby jeszcze mniej ludzi. Choć faktem jest, że liczba wolnych krzesełek nie byłaby tak wnerwiająca. No i jeszcze jedno – gdzie te żarłoki z sektora „A” by się stołowały? W odróżnieniu od innych spotkań dziś kiełbasożerców było całkiem sporo. Niech nikogo nie zmylą puste miejsca na trybunach. Siedzieli sobie w barach i oglądali (albo i nie oglądali) mecz w telewizorach.
* Wesoło się zrobiło w doliczonym czasie gry, gdy na boisku znalazły się dwie piłki. Grajek Korony myślał, że złapał pana Boga za pięty i biegł z nadprogramową futbolówką w kierunku bramki Śląska… Najwyraźniej coś mu nie pasowało, gdy nikt na niego nie zwracał uwagi.
* Poza tym śmiesznie nie było wcale. Przynajmniej dla wrocławskiej części publiczności. Obraz czym jest teraz Śląsk mieliśmy w 90 minucie meczu. Jak ktoś ma możliwości, niech sobie obejrzy sposób wykonania rzutu rożnego. Podręcznikowy przykład „jak tego nie robić”. Wszystko to sprawiało wrażenie, że ten element w ten sposób był wykonywany po raz pierwszy w życiu.
Co zatem nasze orły ćwiczą na treningach, jeśli nie potrafią rozegrać stałego fragmentu gry?
* Ktoś już zdążył napisać w komentarzu na Fanie, we wcześniejszym artykule, że właśnie do niego dotarło, że w tym roku będziemy grali o utrzymanie.
Chyba nie jest jedyny, któremu się oczy otworzyły.
Najlepszy komentarz w czasie przerwy: ale mamy farta, że nie jest już 4-0.
Najlepszy komentarz po meczu: idziemy się napić, żeby nie pamiętać.
* Próbowaliśmy ocenić w tym meczu Jacka Kiełba. Ambicja jest. Ale wykonanie – dramat.
* Na trybunach najwięcej emocji wzbudził fakt, że w Wałbrzychu przełożono mecz rezerw Śląska z niedzieli na wtorek.
* Dla wyjaśnienia, bo mało kto wychwyci. Tytuł artykułu jest zaczerpnięty z książki „Kolumbowie rocznik 20” Romana Bratnego. To tytuł pierwszej jej części, która dotyczyła konspiracji.
Gra Śląska to właśnie piłkarska konspiracja.
* Po raz ostatni w lidze Śląsk zwyciężył przed ponad miesiącem – 13 września z Jagiellonią. Idziemy jak burza.
RZ, M, BK,