Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Śląsk klubem amatorów?

hoolsheaven

murawaWszyscy patrzą na tabelę i dziś największym zmartwieniem jest to, czy Śląsk zdobędzie mistrza/ zagra w pucharach/ osiągnie pierwszą ósemkę. Tym się martwimy, a mało kto z nas patrzy dalej niż na sezon jesienny 2015.
Jest dwóch
W samym klubie są przynajmniej dwie osoby, które w przyszłość patrzą. Trener Pawłowski w wywiadach już od paru miesięcy daje wyraźny sygnał, że jeśli chcemy mieć drużynę spełniającą marzenia, to w najgorszym przypadku trzeba zahamować upływ krwi z drużyny. Bo widzi co się dzieje, a dzieje się coś, co jest celem dla drugiego patrzącego w przyszłość – prezesa Żelema.
Ten z kolei ma za zadanie ograniczyć koszty funkcjonowania klubu do absolutnego minimum. I – trzeba to przyznać, że czyni to perfekcyjnie. Dodajmy – z podejrzaną precyzją.
Żelem wziął się za cięcie kosztów. O tym, jak mu się ubzdurało, że już w czasie przerwy zimowej puści Marco Paixao (a może nawet obu bliźniaków) – jeszcze na Fanie będzie osobny tekst.
Na razie wyciął wszystkich graczy, którzy zarabiali więcej niż Portugalczycy. No, jeszcze jakieś mało tanie kontrakty są, ale takich kominów płacowych jak przy Kokoszkach, Stevanovićach, Kaźmierczakach czy Milach to już nie ma.
Cięcie
Obcinanie kosztów dotyczy nie tylko płac zawodników. Śląsk oszczędza na wszystkich i na wszystkim. Kasy nie ma na nic. Nie tylko na piłkarzy. Z pracy w administracji pozbywa się ludzi, którzy za dużo zarabiają… o tu jest mała niekonsekwencja. Są również nowi ludzie w Śląsku, ale to głównie przychodzili znajomi prezesa.
Gdzie dryfuje Śląsk?
Nic w oszczędzaniu zdrożnego by nie było, gdyby nie dwie rzeczy.
Po pierwsze – nie widać kresu tego oszczędzania. Nie wiadomo, na jakim pułapie miesięcznych (czy też rocznych – bez znaczenia) kosztów utrzymania Śląsk ma się zatrzymać. Najzłośliwsi twierdzą, że Żelem dostał zadanie przerobienia WKS-u w klub amatorski. No, powiedzmy, półzawodowy.
Można by to uznać za dowcip, lecz o ile polityka oszczędnościowa prezesa jest widoczna gołym okiem, to za nic w świecie nie widać efektów jego działań marketingowych. Czego najlepszym przykładem jest fakt braku sponsora na koszulce. Po ucieczce Tauronu piersi zawodników zdobią tylko herb klubu, emblemat narzucony przez Ekstraklasę SA i znaczek adidasa.
Dla tych, którzy nie potrafią sobie wyobrazić Śląska jako klubu w którym najlepiej zarabiający gracz ma ćwierć stawki najgorzej uposażonego grajka Legii czy Amiki – przykłady z ostatnich dni.
O czym może świadczyć chęć puszczenia na testy do Niemiec Dankowskiego? Ano o tym, że nastawiamy się na sprzedaż wszystkiego, na co się tylko znajdzie nabywca. Na szczęście tu się jeszcze opamiętano i Dankowski do Freiburga nie pojechał.
Ta chęć pokazania Dankowskiego jest wyraźnym sygnałem dla zainteresowanych: „bierzcie, o ile zapłacicie”.
Czy wypchnięcie do grającej na trzecim poziomie rozgrywek Legionovii Marcina Przybylskiego jest ostatnim sposobem na wpłynięcie na jego rozbuchane ambicje, czy też zostało podyktowane chęcią odsprzedaży – nie wiemy. Mamy nadzieję, że to pierwsze. Ale na pewno marketingowo poszedł tam Robert Menzel (swoją drogą – strzelił gola w pierwszym ligowym meczu swojej nowej drużyny).
Cieszmy się z tego czwartego miejsca zajmowanego obecnie, póki jeszcze możemy.
Roman Zieliński, Janusz K, KP, fot. brzysko-rol.pl

0