Zaraz cisza wyborcza, to jeszcze naślą na nas jakieś ABW jak coś skrobniemy o tym, że Komorowski to typ, który podniósł wszystkie możliwe podatki, ustawowo wprowadził do naszego żarcia GMO, popierał mafię z Wojskowych Służb Informacyjnych, jest unurzany w aferę Pro Civili (czyli ludzi tychże służb), że będąc magistrem nie zna ortografii, a przez pięć lat prezydentury nikt nie był w stanie nauczyć go protokołu dyplomatycznego, więc nie wie, kiedy siadać, a gdzie można włazić z buciorami. No i ma demencję starczą, co udowodnił twierdząc niedawno, że w jego kompetencjach nie leży podpisywanie ustawy budżetowej. Tymczasem podpisywanie tej ustawy to najważniejszy moment dla polskiego prezydenta…
Dobra, do rzeczy. W niedzielę każdy z nas może zagłosować na jednego z jedenastu kandydatów na prezydenta. Ktoś nim zostanie na pewno, zatem nasz skromny głos może pomóc lub zaszkodzić. Każdy z tej jedenastki ma jakieś zalety, wszyscy też mają wady. Jednak jeśli ktoś się nazywa Polakiem i uważa się za kibica, to z całej tej oferty powinien wyrzucić dwa nazwiska. Bronka „bula” Komorowskiego nie tylko dlatego, co zostało napisane na wstępie. Także za to, że reprezentuje partię, która wydała wojnę kibicom. I wcale się z tym nie kryła. Oraz za to, że pod jego parasolem ochronnym jego partia wyprzedała pół Polski. Na szczęście udało się uratować (przynajmniej na razie) polskie lasy.
Jest jeszcze drugi ancymonek, na którego nikt rozsądny głosu oddać nie powinien. Janusz Palikot wielu uwiódł cztery lata temu obiecując legalizację zioła. A przy okazji wprowadził do Sejmu zadeklarowanego pedała oraz cycatego Krzysztofa zwanego Anną. Jego wypowiedzi o polskiej tradycji, którą chciałby wyrugować, powinny być jednoznaczne dla każdego z nas – won dla takiej kreatury z polskiej sceny politycznej.
Roman Zieliński, fot. wiadomosci.dziennik.pl
</section>