Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Przypadek nieuleczalny?

hoolsheaven

BilaZałożenie było takie: facet stąd. Nie tylko z Wrocławia, ale i ze Śląska. Z podrażnioną ambicją, chęcią udowodnienia, że się pomylono co do jego osoby. Na dodatek z pewnymi osiągnięciami.
I co ważne – z osobą reprezentującą jego interesy, która jednocześnie „czuje Śląsk”.
Na papierze było niemal idealnie.
Kamil Biliński przed tym sezonem trafił do Śląska jako syn marnotrawny. Wyrzucony przez trenera Tarasiewicza w chwilę po tym, jak zdobył tytuł króla strzelców młodej ekstraklasy. Tak nawiasem – ktoś jeszcze pamięta, że coś takiego jak młoda ekstraklasa funkcjonowało w polskiej piłce?
Menadżerem Kamila jest (a przynajmniej był nim w momencie, gdy ten wracał do Wrocławia) Krzysztof Świątkowski, były dyrektor Śląska.
Miało być fajnie. Nowy – stary napastnik po przejściach w Płocku, na Litwie, i w Rumunii, gdzie bramki strzelał, miał zastąpić narcystycznego, lecz nie uciekającego od ciężkiej pracy Marco Paixao.
I tu posypujemy głowy popiołem. Też uwierzyliśmy, że Biliński jest zawodnikiem, który podniesie jakość wrocławskiej drużyny. A przynajmniej nie pozwoli, by ten poziom zbyt drastycznie opadł.
Nie tylko nie podniósł, to jeszcze okazuje się koniem trojańskim.
Owszem, na koncie Bilińskiego mamy „już” 4 zdobyte gole. Nieistotne, że w Olsztynie i w Łęcznej bardziej niż „strzelone” należy je uznać za „wepchnięte”, ale są.  Niestety, poza tymi czterema bramkami na boisku trudno wyciągnąć jakieś pozytywne elementy z postawy zawodnika. Ilość genialnych, lub choćby tylko inteligentnych zagrań – niewielka. Liczba asyst czy choćby zagrań sprawiających zagrożenie pod bramkami rywali niewspółmierna do minut spędzonych na murawie w dotychczasowych 20 spotkaniach w jakich wystąpił (3 razy w pełnym wymiarze czasowym, 8 jako zmiennik, a w 9 wychodząc w pierwszej jedenastce był zmieniany).
Można stwierdzić ,że nie każdy zawodnik musi „odpalić” zaraz po przyjściu. Racja. Jednak problem z Bilińskim jest innego rodzaju. On nie „odpali”, bo… „ma wywalone”.
Nie umie przyjąć piłki – nie pracuje nad tym elementem. Podania… powiedzmy delikatnie – nie powalają celnością ani dobrym wyborem.
Ostatni jego atut, ambicja, też jest widoczny średnio. Mamy nadzieję, że tylko dlatego, że atmosfera „mi wisi wszystko” jest w drużynie Śląska niemal wszechobecna, i że Kamil się do niej jedynie przystosował. Bo gdyby się okazało, że jest, jak złośliwi mówią na mieście, że Biliński przyszedł się mścić za to, że został ze Śląska wyrzucony, to by oznaczało, że zaczynamy mieć problem. Tym większy, że po wygranej Amiki w Szczecinie, Śląsk właśnie wkroczył w strefę spadkową.
Roman Zieliński, fot. wroclawianie.info Na zdjęciu jeden z niewielu momentów, w których do Bilińskiego nie można mieć pretensji – moment zdobycia gola w meczu z Piastem Gliwice.

8+

Users who have LIKED this post:

  • avatar