Ulica mówi o tym od dłuższego czasu. Na razie na mieście funkcjonuje dowcip: „no to jesteśmy na najlepszej drodze do tego, by we Wrocławiu był największy stadion drugoligowy na świecie”.
Chyba czas także w mediach zacząć dyskusję o powrocie na Oporowską.
Mecze na stadionie na Pilczycach zaczynają generować straty zamiast przychodu. Obniżenie kosztów dnia meczu zdaje się być konieczne.
Frekwencja rzędu 5 tysięcy na Oporowskiej robi wrażenie widowiska. 10 tysięcy ludzi na Pilczycach i obiekt zionie pustką. Jest niezachęcający dla ewentualnych darczyńców.
Oporowska jest znacznie bliżej centrum miasta. Jaki to ma wpływ na frekwencję? Chyba łatwo się domyślić.
Oczywiście plusów i minusów ewentualnego powrotu na stare śmieci jest całe mnóstwo.
Jeśli macie jakieś uwagi – zapraszamy do dyskusji. Tak merytorycznej, jak i sentymentalnej.
RZ
Na zdjęciu trybuna „odkryta” na Oporowskiej podczas meczu, który miał być ostatnim spotkaniem ligowym na tym stadionie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, jaki został rozegrany 22 października 2011 roku.
Później był jeszcze „nadprogramowy” pojedynek na Oporowskiej z GKS-em Bełchatów wiosną 2012 roku, gdyż wałki do jakich dochodziło podczas budowy na stadionie na Pilczycach spowodowały jakieś administracyjne perturbacje.
