Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Potrzeba nam chuliganów

hoolsheaven

WROCLAW 11-07-2011 STADION SLASK WROCLAW - BYLY ZAWODNIK SLASKA NZ TADEUSZ PAWLOWSKI FOT KRYSTYNA PACZKOWSKA / NEWSPIX.PL

Trener Tadeusz Pawłowski na rozmowę z redaktorem Fana zgodził się z zastrzeżeniem. Z jednej strony nie bardzo może odmówić mediom, z drugiej wie, że nasz portal jest w klubie niczym czerwona płachta dla byka.
Już na wstępie możemy zapewnić parę osób w klubie, że Pawłowski nie dał się wciągnąć w rozmowy dla nas najciekawsze, zatem mówiliśmy tylko o aspektach szkoleniowych.

– Dlaczego jest jak jest, czyli słabo?
– Zrobiliśmy ze sztabem szkoleniowym analizę dlaczego stoimy w tabeli jak stoimy. Dla nas jest to proste, choć dla wielu jest to szukanie wymówki i tłumaczenie. Gdy popatrzymy na dwa okresy przygotowawcze, do poprzedniego sezonu i teraz, to przed sezonem 14/15 ten okres wynosił 25 dni, a teraz 15 i od razu weszliśmy bardzo mocnym uderzeniem, czyli spotkaniem z Legią i pojedynkami pucharowymi w Lidze Europy.
Wielu uważa, że można było to skorygować. Może, choć dla mnie to nowe doświadczenie. Inni trenerzy, którzy mieli ten sam, pucharowy problem, szybko wylatywało z klubów. W tym roku jest identycznie, zmiany nastąpiły w Legii i w Poznaniu, a szkoleniowcy z Jagiellonii i Śląska stoją nad przepaścią.
Ta krótka przerwa to główna przyczyna. Poza tym wartość zespołu z sezonu 13/14 wynosiła 15 milionów, w następnym 11 milionów, teraz jeszcze mniej. Choć ci zawodnicy którzy przyszli, czyli Kokoszka, Gecov, Kiełb i Biliński, to są zawodnicy pierwszoligowi, z nazwiskami. Mogliby dać Śląskowi dużo, lecz jeszcze nie dają.

– Jak na zespół wpłynęło odejście Picha? Czy to był ten moment, który zadecydował o spadku jakości drużyny?
– W mojej kadencji odeszli Mila, Marco i Pich. Czy to przelało szalę, że zespół jakościowo doszedł do ściany? Uważam, że mimo tego ten zespół ma możliwości. Nie na mistrzostwo Polski, lecz na pewno na lepszą grę.
To fakt, że Pich grał dobrze w obronie, dobrze w ataku, do tego strzelał bramki. To był zawodnik, który wraz z Marco byli najskuteczniejsi w ostatnim okresie. Teraz jest Biliński, to inny zawodnik, gracz z pola karnego, on dopiero się uczy grać w defensywie. U nas jest tak, że środkowy napastnik jest pierwszym obrońcą, gdy zespół traci piłkę. I odwrotnie, obrońca po wygraniu piłki powinien grać do przodu natychmiast, gdy przeciwnik jest jeszcze zdezorganizowany.
Szukamy dobrych zmian na lewej stronie i ciągle nam się to nie udaje.

– Chciałbym zwrócić uwagę na cechy wolicjonalne. Do sierpnia widziałem w tej drużynie chęć walki. Od meczu z Jagiellonią, choć ten jeszcze był zwycięski, to mi tej woli walki brakuje.
– Zespół potrzebuje sukcesu. Teraz jest nerwowa sytuacja, bo drużyna straciła pewność siebie. Nie mamy wirtuozów, graczy z reprezentacji. I przy nerwowej grze tracimy na płynności, tracimy niepotrzebne piłki. Mały sukces by tej drużynie dużo dał. Rozmawiamy przed meczem w Warszawie. Gdyby tam udało się wygrać, to wszystko wyglądałoby inaczej.
Jest nerwowo i wiele jest tego przyczyn. Osłabienie kadry, krótki okres przygotowawczy, na koniec nerwowość spowodowana słabymi wynikami.
Czymś, do czego chciałbym wrócić,to pierwsza połowa meczu z Amiką*, ale potem była katastrofalna gra na Cracovii, czyli nie ma stabilizacji.
Następne mecze albo dadzą odpowiedź, gdzie leży przyczyna, albo utwierdzi ans w przekonaniu, że trzeba dograć rundę do końca i wówczas robić jakieś ruchy. Chociaż ja liczę, że jeszcze jesienią możemy dostać takiego kopa, który pozwoli wrócić do gry o pierwsza ósemkę.

– Warszawa?
– Będzie ciężko, Za mojej kadencji tam jeszcze nie wygraliśmy, choć było kilka dobrych spotkań. W PP po remisie przegraliśmy w karnych.

– Oceniając oba zespoły w Warszawie szanse są… hmmm…
– Oczywiście, nie można porównywać kadry i możliwości. Nie tylko z Legią. Ja pojechałem oglądać przed naszym meczem Amikę, a oni wymienili niemal całą jedenastkę. Ośmiu zawodników. Kadrowicz Linetty siedział na ławce, a przeciwko nam już grał. I mimo, że z uwagi na szeroką kadrę im jest łatwiej, to również mają problemy.
To są konkretne argumenty, ale ludzi to nie obchodzi. Chcą wyników. Ja to rozumiem i biorę na siebie pełną odpowiedzialność.

P6bartkowiak– Bartkowiak w meczu z Cracovią został uznany za najlepszego zawodnika Śląska w tym spotkaniu. Czy to nie oznacza, że został popełniony błąd w ustalaniu wyjściowej jedenastki?
– Nie. Musimy umiejętnie szafować jego siłami. Włożyliśmy bardzo dużo pracy po tym, jak z Wałbrzychu grał w każdej możliwej grupie wiekowej.
Oprócz Bartkowiaka mamy szersze grono młodych zawodników. Jest Wrąbel, jest Dankowski, mamy Idzika, który jest bardzo blisko, ale trzeba ich umiejętnie wprowadzić.
Są też Wiech, Łuczkiewicz, z tym, że różnica jest straszna. Sam talent do „kręcenia” nie wystarczy.
Zobaczmy, co się dzieje teraz z Bartkowiakiem. Po grze w Krakowie pojechał na kadrę, czemu byłem przeciwny, nie grał w pierwszym meczu, w drugim wszedł w pierwszym składzie i zszedł po 42 minutach, gdyż kolano go boli jeszcze po meczu z Cracovią i nie nadążał za grą.
To jest chłopak, który musi być umiejętnie wprowadzany. Ale na dziś nie pociągnie gry Śląska.

– Ale to właśnie on i Dankowski pociągnęli zespół w spotkaniu z Cracovią.
– Dokładnie. Z tego się cieszę, bo potrzebujemy rywalizacji w zespole. Ale mamy wielki problem, bo nie mamy lidera z drużynie. Takiego, który w trudnym momencie powie „k.., robimy to i tamto”, czy też swoją postawa na boisku pokaże jak to robić. Bo wiele spotkań można wygrać tylko walką i ustawieniem, bez wirtuozerii.

– I tu są pretensje do trenera, bo wystawił drużynę, która nie walczyła.
– Tak, było dużo błędów.

– Ja widziałem olewactwo. Aby je ukrócić, to jest rola szkoleniowca lub narzuconego przez trenera przywódcy.
– Cały tydzień mówiliśmy o tym. Rozmawialiśmy z Tomkiem Hołotą, z innymi zawodnikami, by wzięli to w swoje ręce. By było widać na boisku gracza, który ma coś do powiedzenia. I do meczu z Cracovia podchodziliśmy optymistycznie, my tam jechaliśmy po punkty. By coś ugrać. Dlatego zachowania paru zawodników wskazują na brak koncentracji czy woli walki.
Teraz mamy drugą połowę na która weszła drużyna, która walczyła. Na tym opieram twierdzenie, że mam kontrolę nad zespołem. Gdy dojdę do wniosku, że ją straciłem, to nie jestem przyspawany do stołka i będę wiedział co zrobić i to zrobię.

– Widzę optymizm, bo nawet w tej II połowie trzonem moralnym zespołu byli młodzi zawodnicy.
– Uważam, że to dobrze, ale dalej muszą udowadniać swoją przydatność, tu nie ma nic za darmo, gdyż są młodzi i mają serce, muszą też mieć umiejętności. Nie rozdzielałbym zespołu na młodych i starych, tylko będę się starał wystawiać najlepszych. A że każdy robi błędy, to je robi.
Obserwuje także młodych. Idzik czy Pałaszewski grają też w juniorach, oglądam ich w tych spotkaniach. Chłopcy robią postępy.
Oczywiście można też zrobić tak, jak trener Levy, wprowadzić naraz 4 młodych i przegrać 0-4 by wszyscy powiedzieli „nie nadają się, są za słabi”.
Dankowski daje radę 70 minut, Bartkowiak 60 minut dobrej gry, ale nie w każdym meczu.

– Tak się złożyło, że podział poszedł między młodymi a starymi, lecz mi chodzi o to, że widać, iż są tacy, którym się chce, i tacy, którym się nie chce.
– Rozmawiam na szerszym forum i w cztery oczy, i oficjalnie jest tak, że wszyscy chcą.

– Oficjalnie. A…
– A nieoficjalnie… mnie nie ma w szatni. Szatnia jest świętością, która jest zamknięta. Ja wchodzę przed treningiem, mówię co będzie….

P3walka2– Ale to widać, czy pracownik się opiernicza. Czy jest zaangażowany tylko w deklaracjach, czy jest zaangażowany faktycznie…
– Biorę całość. Bo gdybyśmy spojrzeli na mecz z Cracovią to takie symptomy można by zauważyć. Ale chodzi o całokształt. Uważam, że jestem dobrym trenerem i panem od WF-u, bo dobry trener musi skończyć studia i dostać dyplom dla nauczyciela WF-u. Takimi panami od WF-u byli van Gaal czy Hitzfeld czy jest Mourinho.

– Ale będzie hejt…
– Niektórzy od półtora roku piszą, że jestem panem od WF-u. Wszyscy są od WF-u. Obecnie jestem najdłużej pracującym trenerem w ekstraklasie. Zdobyłem tytuł trenera roku, trenera Dolnego Śląska… Liczą się wyniki, fakty…

– Może kontrakt jest taki, że się trenera Pawłowskiego nie opłaca zwalniać?
– Kontrakt jest dobry. Jest oparty przede wszystkim na wygrywaniu, jest bardzo zdrowy. Jeśli wygrywamy, Pawłowski zarabia bardzo dużo, jeśli przegrywamy – średnio. I tak powinno być.

– Czyli jeśli zamówimy piwo, to ja stawiam…
– Nie piję w ciągu dnia…

– …bo z tymi wygranymi ostatnio coś kiepsko…
– …Pawłowski jest na trzecim miejscu w historii w meczach w których do tej pory rozegraliśmy i to jest fakt.
Ja się wychowałem na ulicy, jestem synem żołnierza Armii Krajowej, je się nie boję trudnych sytuacji… Mam swoje zdanie i jego się trzymam. Nie bałem się pójść do kibiców, gdy zespół się bał. Podszedłem na metr po spotkaniu, w którym widać było, że zespół nie walczy. Jestem dobry i mam w sercu Śląsk.

– Ciągnąc wątek personalny. Sporo osób ma pretensje do Danielewicza za prezentowane umiejętności.
– Danielewicz przyszedł do nas jako rezerwowy gracz Cracovii. Może oczekiwania wobec niego są zbyt duże. Ja go widzę na co dzień. To chłopak, który bardzo dużo pracuje nad sobą, chce grać. Słaby Danielewicz to są mity z trybuny. Tak jak w zeszłym roku miałem ogromne naciski, by nie wystawiać Flavio i Marco, że oni dwaj nie mogą grać, ale fakty są takie, że obaj mają najwięcej strzelonych bramek i mają najwięcej asyst. A Danielewicz może jest graczem niewidocznym, ze zbyt dużym odsetkiem niecelnych podań, ale na kadrę jaką ja mam jest zawodnikiem przydatnym, walecznym, chcącym się stale rozwijać. I mającym bardzo pozytywny głos w szatni.

– A Gecow?
– Przyszedł nieprzygotowany, z lekka kontuzją. Skoro grał w reprezentacji Czech to nie może być ogórek. Trener Wenger twierdzi, że daje zawodnikowi pół roku na aklimatyzację. Dajmy mu czas, a później będziemy go oceniać. Ja też od niego oczekuję dużo więcej. On sam o tym wie. Jest to bardzo ciekawa postać, która bardzo mało mówi i realnie ocenia jak gra. I sam mówi, że to jest nie to. Zostaje po treningu i pracuje nad sobą, dlatego ja bym się tu jeszcze wstrzymał z oceną. Bo widać po nim, że jeśli chodzi o technikę i grę do przodu, to jest to na dobrym poziomie. Oczekuję od niego więcej niż bramki w Bielsku. I więcej ostrej gry, bo uważam, że mamy w środkowej linii za mało chuliganów. Nie gramy ostro, a potrzebujemy więcej agresji.

– Zmieniając temat. Kto w Śląsku odpowiada za transfery?
– Bardzo dużo menadżerów dzwoni do mnie. Ale w związku z doświadczeniami z ostatnich lat powiedziałem, że nie chce się w żadne układy bawić, więc odsyłam ich do skautingu. Obecnie to Maciek Gil, który jest na pełnym etacie. On także jeździ i sortuje rynek.
Jeśli oni wybiorą jakiegoś zawodnika, wówczas ja go oglądam i jeżeli dochodzi do rozmowy, to kierujemy tych ludzi do prezesa. Ale już na wstępie dużo kandydatów odpada, bo nie stać nas na nich.
Na każdej pozycji mamy listę graczy, których byśmy chcieli w kolejności w jakiej byśmy chcieli. Ale później idzie wartość rynkowa, cena i jego zarobki. Przeważnie te pierwsze pozycje wypadają, bo nas na nich nie stać.

P5drużyna– W porządku, ale kto podejmuje ostateczną decyzje?
– Tu i tak wszystko musi być zmodyfikowane. Dawno o tym mówiłem, że podstawą jest skauting i dobra akademia piłkarska, a później polityka transferowa, bo to jest biznes i na tym się zarabia. Najlepiej jest wychować chłopaka i sprzedać zapewniając budżet na następny rok. Oczywiście chyba, że się znajdzie ktoś, kto wyłoży pieniądze i powie „teraz gramy o najwyższe cele”, ale aby tak było trzeba zainwestować.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Zawodnicy, którym się kończą kontrakty w zawodowym klubie muszą mieć pewność już w maju, co się z nimi będzie działo. A klub musi wiedzieć kogo traci, by szukać zawodników na poszczególne pozycje.
W Celje, gdy jeszcze transfery Bilińskiego i Gecova nie były dopięte, na ławce rezerwowych mieliśmy pięciu juniorów. Idzik, Pałaszewski, Dankowski, Wrąbel…
Każdy transfer w tym roku był akceptowany przeze mnie, zatem za przyjście Bilińskiego, Kokoszki, Gecova ponoszę pełną odpowiedzialność.
Na ostatnim treningu miałem tylko 17 zawodników, z tego kilku w wieku juniorskim. Owszem Falvio ma tylko lekki uraz, a Dankowski miał dolegliwości, nie było Bartkowiaka, Wrąbla. Jednak oczekiwania są na inną miarę.
Gdybyśmy sobie siedli z zarządem i gdyby zostało powiedziane: „panie Pawłowski, wystarczy, że się utrzymamy, ale wprowadźmy czterech chłopców do gry”, to przy ważnej rzeczy, jaką jest poparcie kibiców, można by to zrobić.
Kadra nam zeszczuplała, ale oczekiwania są wciąż wysokie. Zdobyć Puchar Polski i być w pierwszej ósemce, a nawet zagrać o puchary.

– Pierwsza ósemka jest nierealna. Aby do niej wejść trzeba 42 punktów. Minimum 40.
– Zadecydują dwa najbliższe mecze. Jeśli z nich coś wyciągniemy, to jeszcze wrócimy do gry o ósemkę. Myślę o tym, by zespół przebudować, ale powiedzmy szczerze – nie wiem, czy zdążę…

– Odmładzamy?
– Idzik zmężniał, dobrze się prezentuje, ostatnio przymierzaliśmy go na treningu. Pałaszewski też dobrze wygląda, lecz to z postury jeszcze dziecko, drobny jest chłopak. Rośnie nam, ale trzeba odwagi trenera, aby ich w odpowiednim czasie i kolejności wpuścić. Jednak wszystkich na raz nie można, bo spadniemy.

– No to wracając do meczu z Cracovią. Wprowadzać chłopaka przy 0-4, to można go spalić.
– Wprowadziłem dwóch napastników, bo nie mogłem kalkulować. Mogło się skończyć tragicznie. Postawiłem na niego bo to chłopak bez barier.

– Jaki cel postawiono przed Śląskiem przed sezonem?
– Wszyscy myśleli o powtórzeniu wyniku.

– Ale ktoś taki cel wytyczył?
– Przy przyjściu tych czterech zawodników myślałem, że jest to dobre wzmocnienie.

P4biliński– Na papierze ładnie to wyglądało, lecz rzeczywistość jest taka, że Biliński to piłki nie potrafi przyjąć.
– Wszyscy się tym martwimy. Mieliśmy rozmowę w zeszłym tygodniu, pytał się czemu nie gra…

– …To może ja odpowiem. Bo nie potrafi piłki przyjąć…
– …powiedziałem, żeby pokazał to na treningu.

– Zatem, celu nie ma.
– Pierwsza ósemka.

– Na zasadzie domniemania?
– Zawsze biorę optymistyczną wersję. Tak mówię chłopakom. To im pomaga. Przed sezonem mieliśmy wrażenie, że to pójdzie w dobrym kierunku. Cele muszą być realne, bo to daje motywację. Nierealne cele budzą frustrację. Gdy przeszedłem do Śląska, to celem był każdy kolejny mecz. Mieliśmy nie patrzeć do przodu, lecz patrzeć na najbliższego przeciwnika.

– Piłkarze potrzebują wstrząsu. Takim jakim przed półtora rokiem było uwalenie Mili. To było fantastyczne pociągnięcie.
– Wiem. Ten ruch był bardzo dobry. Ale to była inna drużyna. Teraz zmieniły się proporcje między zawodnikami z Polski i zagranicznymi i to jest dla mnie niewygodne. Poza tym w pewnej gazecie co trzy dni jestem zwalniany. A w najlepszym przypadku moje dni są liczone. Już znaleźli mojego  następcę. Nie chce się zasłaniać takimi przypadkami jak te, gdy z Pogonią zdobywamy prawidłowego gola i sędzia nam go nie uznaje, czy z Lechią zdobywamy prawidłowo bramkę i sędzia też jej nie uznaje. Teraz nie punktujemy u siebie, ale wcześniej, gdy wygrywaliśmy, graliśmy inną piłkę. Trochę brakuje osobowości. Nie potrafimy sobie poradzić z grą rywali nastawioną defensywnie. Przedtem mieliśmy tego Marco, który potrafił coś wykręcić. Miałem nadzieję, że Biliński, choć to inny zawodnik, to nam go zastąpi.

P2walka– Aby osiągnąć cel, jakim obecnie stało się utrzymanie, zmiany musiały nastąpić. Zrobiono takie kosmetyczne. Trener przygotowania fizycznego został wyrzucony, czy odszedł sam?
– Marek Świder złożył wymówienie sam.
Teraz trzeba dograć jesień do końca, zrobić punkty i to wszystko spokojnie przeanalizować. Obecnie jedynym ruchem jaki można zrobić, jest zmienić jednego człowieka…

– Jakie są perspektywy Śląska widziane oczami aktualnego trenera Śląska?
– Śląsk w przyszłości musi być wielkim klubem…

– Na razie mamy wielki stadion.
– …od czegoś trzeba zacząć. Ale jest potencjał, bo jest dużo młodzieży. Już  w najbliższym czasie zagra wielu utalentowanych chłopaków, a naszym obowiązkiem jest tego nie zmarnować. Musimy to wykorzystać dla Wrocławia, a nie, żeby nam chłopcy uciekali do innych regionów kraju.
Tu musi być klub, który ma przynajmniej ze trzech reprezentantów. Ale aby to osiągnąć jest potrzebna baza, której u nas wciąż jeszcze nie ma. Tymczasem musimy stawić czoła aktualnym problemom.
Rozmawiał Roman Zieliński, fot. wroclawianie.info, se.pl

* Trener używał nieistniejącej nazwy „Lech”.

1+