Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Popilnuje do śmierci

hoolsheaven

PZUChyba wszyscy mamy znajomych czy sąsiadów, którzy za kilka złotych zrobią z siebie takie pośmiewisko, taką szmatę, że aż się zastanawiamy, czy delikwenta nie jest wstyd nazwać człowiekiem. A jeśli ten osobnik reprezentuje ciebie, to wstyd później ludziom w oczy spojrzeć…
No to mamy cyrk narodowy. Komorowski wygrywając wybory na prezydenta Polski przed pięcioma laty został okrzyknięty „strażnikiem żyrandola”. Tak sobie to wziął do serca, że wyprowadzając się z pałacu prezydenckiego zap…ł żyrandol.
Nie, to nie jest żart
Najwidoczniej „bul” doszedł do wniosku, że sens jego pięcioletnich rządów to pilnowanie podwieszanej lampy. I jeśli straci pałacowy żyrandol z pola widzenia, to sens tych lat spędzonych w prezydenckim dworku pójdzie w niebyt. No to wyniósł się z pałacu wraz z żyrandolem.
To nie wszystko. Zap…ł również inne rzeczy, do których był przywiązany. Dziennikarze doliczyli się 101 „drobiazgów”, które odeszły wraz z byłym prezydentem. Niektóre (niszczarka do papieru) były warte 100 tysięcy złotych. Nie wiedzieliśmy, że zwykła maszynka może być droższa od niezłego samochodu.
Ceny „wyrównywały” zabytkowe meble. Niektóre zabrane fotele wyceniono na 0,21 złotego. Nie, to nie pomyłka. 21 groszy. W sumie niecałe półtora złotego za komplet sześciu zabytkowych foteli. Stół z mahoniu był według platformerskiej wyceny jeszcze tańszy – 16 groszy. Razem z fotelami mahoniowe cacko warte jest mniej, niż pół butelki piwa „Ciechan” miodowego w najtańszym sklepie.
Jeszcze raz, dla lepszego zobrazowania sytuacji:
Koleś przynosi ci sześć zabytkowych foteli i mahoniowy stół. Ty mu w zamian jako zapłatę dajesz butelkę miodowego „Ciechana” i każesz sobie donieść dodatkowych sześć foteli i jeszcze jeden stolik…
I pazerniak, i łajza...
Stoły, fotele, niszczarki – to dowód pazerności osobnika pełniącego przez pięć lat funkcję prezydenta Polski. Ale to, że zap…ł żyrandol – no po prostu „miszcz świata” w chciwości.
To, że Komorowski jest chciwym gamoniem udowodnił odwiedzając USA. Na sponsorowanej wycieczce dał się sfotografować za pieniądze. Jakim trzeba być kmiotem mentalnym, by będąc osobą reprezentującą kraj (jakikolwiek, nawet bantustan) angażować się w badziewiarskie kampanie reklamowe?
Mało tego. Jakim trzeba być idiotą, by tak jak w jego przypadku dać sobie zrobić fotkę z napisem „Bulls”, gdy wcześniej przylepiona mu łatka „bula” była jednym z istotnych elementów układanki, poprzez którą przegrał wybory prezydenckie?
Gdyby nie to, że gość reprezentuje nas wszystkich, to z jego gamoniowatości można by się śmiać do rozpuku.
…i nieudacznik
Teraz to Platforma Obywatelska nie będzie się chciała nie tylko przyznać do „Bula”, ale nawet o nim wspominać. A my życzymy mu udanej kampanii reklamowej marki oświetleniowej „osram”. Nikt by się nie zdziwił, gdyby „bul” chwycił reklamę żarówek tak, by zakryć pierwszą literę…
Roman Zieliński, fot. BBC

				</section>