Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Poparcie dla głąba

hoolsheaven

kciuk uniesiony w góręSypiemy popiół na głowę.
Wydawało się nam w redakcji Fana, że jak się wymieni faceta z marketingu, który nie robi kompletnie nic, a na dobitkę kombinuje jak tu tylko zarobić na boku parę groszy, na byle kogo, to nie może być gorzej. No to optowaliśmy za pozbyciem się szefa marketingu Jacka Kubiaka.
I Jacka Kubiaka ze Śląska się pozbyto. Na jego miejsce przyszedł Marek Drabczyk. Z fantastycznym CV.
Wyszło na to, że wyp…podziękowano Kubiakowi, który nie robił nic, i odszedł ten Kubiak. Razem z wszystkimi „możliwościami” (cudzysłów nieprzypadkowy) Grzecha. I zaraz po odejściu Kubiaka zniknął Tauron.
No ale nic, na jego miejscu zjawiła się osoba zjawiskowa. Geniusz marketingu, który w Legii Warszawa dokonywał cudów.
Niestety, w praniu się okazało, że owe cudy były sterowane. Drabczyk był kwitariuszem i człowiekiem od uzgadniania szczegółów umów, które wcześniej zostały klepnięte przez bossów warszawskiego klubu. Pewnie przez samego Waltera.
We Wrocławiu po usunięciu „ludzi Grzecha” nie było osoby, która mogła załatwiać jakieś dile dla Śląska. Drabczyk nie miał czego kwitować i nie miał czego firmować. Zatem jego CV z Wrocławia teraz powinno zawierać jedynie jedną pozycję: „w WKS Śląsk Wrocław pobierałem pensję.”
Najlepszym posunięciem marketingowym Drabczyka (który z uwagi na wcześniejsze, fenomenalne CV został również wiceprezesem) było odejście z klubu. Dzięki temu klub zaoszczędza miesięcznie około 25 tysięcy złotych.
W najczarniejszych snach nie przypuszczaliśmy, że jeśli pozbędziemy się nieroba z koneksjami, to na jego miejscu pojawi się nieudacznik, który będzie robił dokładnie to samo, czyli nic, a na dokładkę koneksje poznikają.

dutkiewiczAle to nie była nasza największa pomyłka.
Kim jest Rafał Dutkiewicz wiemy od roku 2008, w którym podpisał wstępny (na szczęście) dokument, likwidujący klub, który wówczas miał ponad półwieczną tradycję. Kolejny nieudacznik.
No, nie wszyscy to widzieli, bo znalazł się taki, który mu wystawił 1947% poparcia. Ale nam oczu nie zamydlił.
Obok nieudacznika z magistratu pojawił się w Śląsku sponsor bezgotówkowy o kilku nazwiskach.
I tu mamy pretensje do siebie. Bo na późniejszy konflikt nieudacznika ze sponsorem bezgotówkowym patrzyliśmy kompletnie obojętnie. Jakbyśmy nie widzieli różnic między jełopą a cwaniakiem. A różnice były i to całkiem spore.
Co wnosił do Śląska sponsor bezgotówkowy? Ano wnosił.
Bardzo łatwo zauważalna rzecz to był przekaz medialny. Co by nie powiedzieć, to za Solorzem – Żakiem – Krokiem stoi telewizja. Nie musiał robić nic, a i tak Śląsk był medialny. Jako część medialnego imperium.
Nie do zapomnienia dla przeciętnego kibica Śląska był jeden z wyjazdów do Warszawy. Wiezieni autobusami z dworca przejeżdżaliśmy obok wielkich bilbordów Polsatu, na których w centrum stolicy widniały postacie piłkarzy Śląska cieszących się po zdobyciu gola.
Ale oczywiście największą siłą była sama telewizja. W której nigdy nie zapomniano wspomnieć o wrocławskich piłkarzach.
Czy Solorz oprócz tego coś wnosił do klubu? Początkowo tak, później już nie.
Ale klub za darmo miał reklamę. Kto nie rozumie potęgi reklamy, niech się przyjrzy zdjęciom trybun z dwóch ostatnich meczów na Pilczycach. Nie ma reklamy, nie ma ludzi na trybunach. Ponadto wokół Solorza zawsze kręcą się jakieś typy, które tylko węszą, jak zarobić. Ale sami obracają sporą gotówką. Tacy kasy nie wyłożą, ale współpracując z takimi można nieraz wyrwać niezły grosz.
Co do Śląska wnosiła druga strona sporu? Oprócz pieniędzy na utrzymanie, oczywiście z budżetu miasta, Śląsk nie dostaje z tego kierunku kompletnie nic. A przede wszystkim – miasto nie miało i wciąż nie ma najmniejszego pojęcia o tym, jak Śląsk ma funkcjonować w przyszłości. Gamonim zarządzającym Śląskiem nie przyszło do głowy nic takiego, jak plan perspektywiczny dla klubu. Nawet nie było pomysłu, jak zagospodarować stado pomniejszych cwaniaków kręcących się koło Solorza, o których jest wspomniane powyżej.
Ratując klub, a w zasadzie ratując własne siedzenia (wszakże ile można łożyć na jakiś skórokopów – wyborcy niekoniecznie muszą kochać futbol, a Śląsk w szczególności) powstał oparty na pilnowaniu wpływów do własnej kieszeni projekt zwany obecnie „konsorcjum”.
Ponieważ nikt nie miał zamiaru dopłacać do biznesu, zatem szybciutko wyszło na to, że „konsorcjum” to tak naprawdę ekipa dbając tylko o własne interesy i niekoniecznie chcą się poświęcać Śląskowi, choć oczywiście gdyby WKS stał się klubem przynoszącym dochody, to ich część mogliby konsumować sami.
Jednak po co się wysilać na działanie, z którego nektar będzie spijany tylko w kilkunastu/ kilkudziesięciu procentach, skoro można kombinować dokładnie tak samo, ale nie na korzyść Śląska, lecz na korzyść własnej firmy? Zyski z takiej działalności będą w 100% płynąć do odpowiedniej kieszeni.
Wyszło na to, że w konflikcie cwaniaka z Polsatu i jełopa w magistratu mieliśmy wywalone, tymczasem każdy wie, że cwaniak, choć na pewno coś zachachmęci, to jednak będzie działał, natomiast skończony głup jak głupem jest, tak nim zostanie.
Dlatego patrząc w nieodległą przeszłość posypujemy głowy popiołem.
Gamoniom od 1947% poparcia trzeba było powiedzieć „stop” w odpowiednim momencie. A tego nie powiedzieliśmy.
Roman Zieliński

14+