Puśćmy na chwilę wodze fantazji. Dzień po pierwszym meczu z IFK Goeteborg odbędzie się losowanie III rundy Ligi Europy. I przypuśćmy, że wygrany WKS – IFK dostanie jako rywala greckiego Atromitos. Mało kto zna ten klub, którego siedziba mieści się na przedmieściach Aten.
Klub niespecjalnie znany, bo żadnych trofeów nie zdobył, ale ostatnie trzy lata grał w Lidze Europy.
W sezonie 12/13 napsuł trochę krwi Newcastle (1-1 i 0-1), rok później holenderskiemu AZ Alkmaar (1-3 i 2-0, w Holandii palił się stadion). Przed rokiem poległ z FK Sarajevo (2-1 na wyjeździe i 1-3 po dogrywce u siebie).
Dlaczego właśnie Atromitos? Bo po pierwsze ma niski współczynnik (najniższy w wśród rozstawionych w II rundzie eliminacji), a po drugie, jest z Grecji. A wyjazd właśnie tam mógłby być nad wyraz ciekawy.
Teraz już bez fantazjowania, na poważnie
Grecja jest obecnie na pierwszym planie zainteresowania. Nie z powodu piłki, lecz z uwagi na polityczne zmiany, jakie się w tym kraju szykują. Grecy w referendum powiedzieli „nie” dalszej współpracy z Eurokołchozem. Nas te zmiany interesują średnio, ale zawsze to ciekawie pooglądać sobie jak europejscy, a pewnie także światowi banksterzy trzęsą portkami, bo nie wiadomo co się stanie z „ich” pieniędzmi. Chyba każdemu się micha cieszy, jak widzi wnerwiony pysk Merkelowej. Coś Niemiaszkom nie poszło.
Ale nie wściekłemu, niemieckiemu babsztylowi przyglądamy się ze szczególną uwagą, lecz pewnemu Kaszubowi, co to uważa polskość za nienormalność – imć Tuskowi.
Pewnie już nie pamiętacie, ale gdy się tylko wnuk żołnierza z Wehrmachtu dorwał do władzy w Polsce, to natychmiast latem mieliśmy dwie powodzie. Które przedzielała… susza. Taki tam pech, jaki się zdarza raz na sto lat. Ale to jeszcze nic. Gdy Tusk dorwał się do władzy, to gospodarka światowa kwitła. Chwilę później – jeb w łeb. Ogólnoświatowy kryzys. I trzeba było kombinować z czego tu kraść. Tak kradł, że teraz Polska ma bilion długu i jest w tym zadłużeniu… „lepsza” od Grecji.
Teraz Tusk w nagrodę za rozkradzenie Polski dostał stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. I niemal natychmiast, jak się potomek bojownika z Wehrmachtu wbił w eurostanowisko, to mu się Grecja z tej Europy zaczęła wypisywać.
No cóż, był kiedyś taki król Midas. Czego nie dotknął, zamieniało się w złoto. Teraz mamy do czynienia z odwrotnością Midasa. Czego się Tusk nie dotknie, to natychmiast zaczyna mieć kłopoty.
Roman Zieliński
</section>