Pięć lat to nie jest bardzo długo w życiu pojedynczego człowieka. A w historii takiego kraju jak Polska, którego państwowość datuje się od roku 966, a nawet wcześniejszego, to drobiazg. Prawie że mgnienie.
Jak wyglądała Polska pięć lat temu? Sporo się w kraju zmieniło. Ale ten tekst skupi się na jednej zmianie. Świadomości młodych pokoleń Polaków.
W 2010 roku na ulicach trudno było dostrzec elementy ubioru, które teraz nazywa się „odzieżą patriotyczną”. Gorzej. Łatwo było dostrzec młodzieżowców paradujących z wizerunkiem zabitego w Boliwii międzynarodowego, lewicowego bandziora „Che” Guevary. Przerażająca była ilość ludzi, którzy twierdzili, że stan wojenny wprowadzony w grudniu 1981 roku to było „wprowadzenie normalności’. Rozpasało się pedalskie lobby, które zawłaszczyło sobie znak tęczy i tą tęczą raziło po oczach z wszystkich możliwych mediów.
Młodzież gdzieś miała historię, a historię Polski w szczególności. Z bohaterów narodowych to tylko „Chopin” był znany, i to tylko dlatego, że wizerunek pianisty spoglądał w monopolowym z flaszek wódki.
Ci, którzy chcieli Polskę i Polaków wynarodowić już byli w ogródku, już witali się z gąską. Zdawało się, że nikt i nic tych trendów nie jest już w stanie odwrócić.
Czas zwycięstwa, czas klęski
Lewackie, antypolskie środowiska chyba tak bardzo uwierzyły we własną wiktorię, że chciały „dorżnąć watahę”. Pojawiły się postulaty likwidacji święta 11 listopada, „bo jest zbyt ponure” – z czym wyskoczyła taka menda jak Władysław Frasyniuk. Tych, którzy postanowili iść w pochodzie 11 listopada 2010 roku we Wrocławiu pewna żydowska gazetka postanowiła wygwizdać i zwoływała w tym celu swoich – jak mniemano – licznych, wiernych i bezkrytycznych wyznawców.Flagi polskie zastępowano unijnymi, samych Polaków chciano porobić „Dolnoślązakami”, „Kaszubami” czy „Ślązakami” (zresztą usłużna gazetka, dziwnym trafem – ta sama o której jest powyżej, dodawała do egzemplarzy takie właśnie nalepki na auta z napisem „jestem Dolnoślązakiem”).
To się porobiło
I gdy już było tak prawie idealnie, nagle w młodą część Polaków coś wstąpiło.
Co było impulsem – na ten temat pewnie zostanie napisana niejedna praca doktorska. Niesamowitą robotę odwalił Krzysztof Szwagrzyk ze swoimi poszukiwaniami grobów zamordowanych przez bezpiekę. Swoje zrobił prezydent Lech Kaczyński, który ustanowił Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Ale to były tylko impulsy, które do masowej świadomości wbiły, jak gwoździe, akcje najradykalniejszych grup narodowościowych oraz „bandyci z trybun”.
Spektakularne demonstracje na ulicach dużych miast i patriotyczne oprawy na trybunach stadionów przeorały świadomość młodzieży. I nie tylko młodzieży.To, co jeszcze pięć lat temu było nieznane, zapomniane, wyklęte, teraz weszło w kanon popkultury. Nie ma już „chłopaków z podwórka”, którzy dla szpanu dekorują się w koszulki z „Che”. Zamiast tego lepiej jest ubrać się w Pileckiego, motyw z wilkiem, „P” z kotwicą czy sylwetką Małego Powstańca. Dominują hasła „cześć i chwała Bohaterom”, „NSZ”, różne patriotyczne cytaty czy bardziej hardkorowe „precz z komuną” lub „śmierć wrogom ojczyzny”. Do tego element bieli i czerwieni.
Polska wstaje z kolanRękoma środowisk antypolskich, rękoma agentów wpływu i pomniejszych agencików chciano nas wynarodowić od środka. Robiono to przez dwadzieścia lat tak zwanej „wolności”. Prawie im się udało. Ale w ciągu zaledwie pięciu lat udało się przeorać mentalność Polaków. I zrobiono to bez żadnych nakładów finansowych.
Jednak musimy być czujni. Bo jednego możemy być pewni – jak się nie udało „tak po prostu”, to zrobią to za pieniądze. Jak nie wyszło im teraz, to spróbują później.
Na razie to my tryumfujemy.
Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy…
Roman Zieliński, fot. polskarewolucjanarodowa, DK, wroclawianie.info
Users who have LIKED this post:
