* Śląsk odniósł pierwsze wiosenne zwycięstwo. Przy tym budzeniu z zimowego letargu padło na Lechię i to ona ucierpiała na tej naszej pobudce. Nie tylko samo zwycięstwo, ale jego rozmiary robią wrażenie. 3-0 stawiali tylko najwięksi optymiści (ciekawe ile u bukmacherów płacono za taki rezultat?).
* Trener Pawłowski pozmieniał sporo w drużynie. Według wielu, w tym także nas, nie zrobił wszystkiego, to znaczy nie odsunął braci, a przynajmniej jednego z nich od pierwszego składu. Rezultat, który jest wynikiem większego zaangażowania zawodników, pokazuje, że to szkoleniowiec miał rację.
* Rację również mieli ci, którzy twierdzą, że aby Śląsk wygrywał, to na boisku musi się znajdować Sebastian Mila. A tak już na poważnie – obecność Mili w pierwszym składzie Lechii spowodowała dla piłkarzy Śląska dodatkowy element mobilizacyjny.
* Ale się bliźniaki wyrywały do strzelania karnego! Widzieliście to? Po „11” w Warszawie niedopuszczenie ich wykonania karnego jest pociągnięciem jak najbardziej słusznym.
* Konstatacja o nieco szerszym wymiarze. Po szybkości biegania i pokazanej w sobotę waleczności wychodzi, że rację mają ci, którzy twierdzą, że z bliźniaków można jeszcze sporo wykrzesać. Ale zamieszanie jakie się zrobiło wokół nich, wytworzone przez klub, bardzo im nie służy. Teraz trzeba specjalnych środków motywacyjnych.
* Gniazdowy zauważył, że atmosfera meczu w znaczący sposób różniła się od wcześniejszych spotkań Śląska z Lechią. My też zauważyliśmy pewną różnicę. Najłatwiej ją było zauważyć na… liście obecności. Niestety, nie wszyscy wychwycą co tak naprawdę jest w tym akapicie napisane.
* Na trybunach Śląska teraz każdy może sobie wieszać co sobie tylko wieszać życzy. Tu na zdjęciu obok mamy przykład. Jeden z kilku. Na temat owego wieszania co się tylko komu podoba, w tym pewnego transparentu, jaki wisiał na „B” – już niedługo na Fanie osobny artykuł.
* Oficjalnie podano, że na meczu pojawiło się ponad 11 tysięcy widzów. A my uważamy, że po znowu jest to frekwencja zawyżona (fotka poniżej). Dla polepszenia pijaru?
* Podczas meczu dowiedzieliśmy się, że wyjazd do Poznania będzie kolejnym, trzecim już tej wiosny, wyjazdem ogadżetowanym.
* Także na tym meczu dowiedzieliśmy się, że oprawa jaka została zrobiona na meczu z Legią nie jest oprawą kibiców Śląska, tylko pewnego stowarzyszenia. Dla lepszego zrozumienia – My, kibice Śląska nie trzymaliśmy nad głowami oprawy kibiców Śląska, tylko oprawę stowarzyszenia. Jest zatem prośba, by wymienić tych chłopaków ze stowarzyszenia, którzy to zadanie sfinansowali. Chyba się im należy, skoro wyłożyli kasę na taką oprawę. Jakby coś, to chętnie udostępnimy łamy Fana na podanie choćby inicjałów osób, które wzięły na siebie obowiązek wywalenia takich pieniędzy na tę – co by nie powiedzieć – zajebistą oprawę. No i tak na przyszłość – w takim razie fajnie byłoby przed meczem na którym ma się pokazać jakaś oprawa zapowiadać, że nie jest to oprawa kibiców, tylko (i tu można wymienić podmiot, który zdecyduje się ufundować taki pokaz, i który później będzie sobie przypisywał zaszczyty z uwidocznienia przez kibiców Śląska tejże oprawy).
* Piłkarze Lechii po meczu nie podeszli do trybuny, na której było wielu lechistów i flagi Lechii. Kibice Śląska mieli natomiast nadzieję, że pod trybuną „Oporowska” ponownie pojawi się Sebastian Mila. Nawet w barwach zaprzyjaźnionej Lechii.
* Paru fanów gdańskiej jedenastki tak dobrze się bawiło we Wrocławiu i okolicach, że nie zauważyło, że mecz się już odbył. Artykuł pisany w niedzielę rano (mecz odbył się w sobotę), lecz pewnie paru jeszcze się obudzi z hasłem „idziemy na stadion, bo Lechia gra”.
* Nieco związane z poprzednim akapitem. W „Piwnicy Świdnickiej” po pewnej przedmeczowej, wrocławsko-gdańskiej wizycie, pozostały kluczyki do samochodu. Marki ani szczegółów nie podajemy, właściciel swoją własność zna doskonale. Kluczyki do odebrania na barze w tejże restauracji. Dla przypomnienia – znajduje się ona w Ratuszu na wrocławskim Rynku.
* Klub Kibiców Niepełnosprawnych pobijał rekordy w liczebności na meczu. Dobrze, że piłkarze wygrali, bo jeszcze ktoś złośliwy by wpadł na pomysł nazwania Śląska klubem inwalidów.
Roman Zieliński, T-Kźn, PJr-K, Mały, fot.wroclawianie.info
</section>