Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Mecz o głowę?

hoolsheaven

głowaPuchar Polski jest ostatnią zdobyczą, jaka może się przytrafić Śląskowi w obecnym sezonie. W lidze o czubie tabeli możemy zapomnieć, bo co prawda po urealnieniu tabeli, czyli po podzieleniu punktów na pół, to do podium wcale nie jest tak dużo straty, lecz tak po prawdzie to my się musimy zacząć martwić nie tym, ile mamy do podium, tylko tym, czy się w obecnym sezonie utrzymamy.
Pojedynek Zawisza – Śląsk, pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe, które zostanie rozegrane w Bydgoszczy we wtorek o godzinie 18:00 będzie nie tylko meczem o zwiększenie swoich szans na grę w półfinale. Być może zadecyduje również o tym, czy trener Pawłowski pozostanie na stanowisku. Wróble ćwierkają, że mogą z tym być kłopoty, a jak wróble ćwierkają, to znaczy, że coś jest na rzeczy.
Jeszcze o PP
W tym roku ćwierćfinały zostały zaplanowane na jesień. Ograć drugoligowca* w dwumeczu, którego rewanże odbędą się za niespełna miesiąc i można ze spokojem czekać na to, co wydarzy się wiosną, i przy okazji walczyć w lidze. Puchar Polski, a przynajmniej walka w jego finale, może być elementem marketingowym dla klubu, na meczach którego frekwencje stają się powoli żenująco niskie. Jak nie ma pieniędzy na reklamę, to można sobie zrobić reklamę, za którą jeszcze inni zapłacą.
Zawisza to klub, który całkiem niedawno poznał smak zdobycia tego trofeum, zatem w Bydgoszczy doskonale wiedzą jakie bonusy można sobie nabić właśnie w Pucharze Polski. Wątpliwe więc, by zechcieli sobie spotkania ze Śląskiem odpuścić.
W tym sezonie Śląsk po raz pierwszy od naprawdę wielu lat PP potraktował poważnie już od 1/16 rozgrywek. Czy to jest nadzieja na poważną grę w ćwierćfinałach?
Jeszcze o trenerze
Tadeusz Pawłowski twierdzi, że ma kontrolę nad zawodnikami. To jego słowa. Tymczasem owe „wróbelki” twierdzą, że kilku graczy się buntuje. Ponoć już powstał bunt wobec Marka Świdra zwanego „Puyolem”. Podczas kiedy eksperci uważają, iż „Puyol” jest jednym z lepszych, a może nawet najlepszym trenerem od przygotowania motorycznego w Polsce. Jednak zawodnicy twierdzą, że „mają przepalone mięśnie”, co przeciętny zjadacz chleba ma odczytać jako chroniczne zmęczenie.
Na dniach się okaże, czy faktycznie trener panuje nad szatnią, czy jednak to szatnia zaczyna w klubie „rządzić”.
Jeszcze o kadrze
Pawłowski twierdzi, że od czasu kiedy objął Śląsk, z klubu odeszło 17 graczy. To on prowadzi statystyki, ale trudno sądzić, by szkoleniowiec coś źle policzył.
Jednak nie każde odejście to było osłabienie. Powiedzmy sobie szczerze – zniknięcie Gawisza mogłoby zmartwić kogoś jedynie w klubie amatorskim.
Natomiast jest faktem, że jak się z zespołu wyciąga takie perełki jak Mila, Marco czy Picha, to liczenie na szybkie uzupełnienie takich strat jest albo naiwnością, albo głupotą.
I tu dotykamy kolejnego problemu: kto jest w Śląsku odpowiedzialny za transfery? Kto odpowiada za wydanie pieniędzy na takich asów jak Moloungi (czy jakoś tak), czy wspomniany Gawisz? Jak to jest, że do Śląska można ściągnąć grajka, który pograł sobie rok w rezerwach i odszedł za porozumieniem stron, a wydana na niego kasa poszła w śmieci. Jak to jest, że w Śląsku lądują głównie zawodnicy – rekonwalescenci?
Co to ma wspólnego z meczem w Bydgoszczy? Teoretycznie nic. Za błędy cwaniaków i tak odpowie trener, jeśli nie potrafi się postawić patologii.
Sygnał z Białegostoku?
Obecny prezes Śląska Paweł Ż. Jest fajnym kolegą. Na tyle fajnym, że potrafi załatwić pracę… własnym kolegom. Zwalniając ludzi w ramach polityki oszczędności, potrafił jednak utworzyć nowy etat dla swojego dobrego znajomego. Byłego policjanta z Milicza, a wcześniej – z Wrocławia, Grzegorza Balcerzaka. Dzielnego mundurowego wojownika, który sprawdził się w roli uciszacza zamieszek w czasie… meczu zgody Śląsk – Lechia z wiosny 2008 roku.
Co to ma do trenera? Niby nic. Tyle, że właśnie w Białymstoku debatują nad przyszłością szkoleniowca Jagiellonii Michała Probierza. A Probierz to inny z kolegów Pawła Ż…
Roman Zieliński, fot. jakaś telewizja arabska. Nikt znajomy nie jest w stanie podać jej nazwy. Najwyżej nas pozwą za naruszenie praw autorskich.

4+