Można przegrać lub wpie…ć. W Zabrzu Śląsk zagrał gorzej niż źle i skończyło się na 0-2. Tylko tyle, bo i rywal do orłów nie należy. Niech nikogo nie zmylą statystyki. To był najgorszy mecz Śląska w tym sezonie. A czy w poprzednim zagrał równie słabo – trzeba się dobrze zastanowić.
Jedyny strzał stwarzający zagrożenie oddał Kiełb w doliczonym czasie gry. Pierwszy celny (o ile go można było nazwać strzałem) miał miejsce w 68. minucie. Pierwszy jakikolwiek – 27. To obrazuje niemoc naszych orłów. I to na tle rywala, który ostatni raz zwyciężył dawno przed wakacjami.
Paradoksalnie, choć do przerwy było 0-0, to właśnie w tej części gra Śląska wyglądała tragicznie.
O wprowadzaniu młodzieży nie chce się pisać, bo to walenie głową w mur. Jeśli trener nie widział różnicy przed zejściem Gecova i po wejściu Bartkowiaka to znaczy, że marząc o klubie walczącym o najwyższe cele musimy liczyć na cud. I to w perspektywie wielu lat.
Teraz pozostaje nam się pocieszać, że obecnie gra się o 1,5 punktu.
Po przerwie na płocie pojawił się transparent antyimigracyjny.
Mecz obserwowało, oprócz 5 110 miejscowych, 27 osób z Klubu Kibica Niepełnosprawnych.
RZ, AP, F-M.Na zdjęciu sektor Śląska podczas meczu z Podbeskidziem sprzed miesiąca. Ciekawe jakie pustki będą na sektorze „Oporowska” w trakcie meczu z Piastem?
</section>
