Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl

Łęczna 20 marca 2015

hoolsheaven

Fotka wyjazdGórnik Łęczna – Śląsk Wrocław 1-1
Mecz przyniósł z sobą kontynuację wszystkich wiosennych serii. Dodajmy – wszystkich najgorszych serii. Śląsk w meczach w roku 2015 rozgrywanych poza Wrocławiem, a było to piąte takie spotkanie, zawsze prowadził i w żadnym nie potrafił wygrać. Młody bramkarz Kuba Wrąbel jeszcze nie zagrał w pojedynku, w którym nie wpuścił bramki.
Remis będzie miał dwie pozytywne cechy. Po pierwsze człapiemy do ósemki i mamy ją na wyciągnięcie jednego zwycięstwa, po drugie gdyby jednak udało się zwyciężyć, to znów by się zaczęło mitomańskie „idzemy na mistrza”. A tak mamy internetowy gniew ludu, który być może uzmysłowi decydentom, że permanentne osłabianie drużyny musi się skończyć słabszymi wynikami. Liczenie na to, że się będzie z zespołu usuwać droższych graczy bez wpływu na rezultaty, gdyż „trener sobie z tym jakoś poradzi” musi prowadzić do wynikowej mizerii.
Tak, tak, panie Żelem. Musi.
Przygotowania
Ograniczyły się do przyjęcia 380 biletów w cenie 30 złotych i rozprowadzenia ich w cenie 30 złotych. O resztę musieli zadbać sami podróżnicy.
Co ciekawe – do meczu mogło nie dojść. I to z dwóch powodów. Jeden opisywaliśmy w artykule „O zdrowie zabitych” ( http://fanatik.ogicom.pl/?p=4302 ), natomiast drugi nie znalazł swojego miejsca na Fanie. A było tak:
Klub Górnik Łęczna (działacze) wpadli na pomysł, jak można na tym meczu zarobić. Otóż chcieli go przenieść do Lublina. Świadczy to o znajomości kibicowskich relacji międzyklubowych (to akurat dobrze), ale też i o nieznajomości kibolskiej psychiki.
Działaczom się wydawało, że z Łęcznej do Lublina i tak pojedzie mnóstwo osób, dodatkowo przyjdzie wielu miejscowych, a na jeszcze można liczyć na większe zainteresowanie meczem wśród wrocławian.
Tymczasem fani Górnika i tak wkurzeni możliwością przeprowadzki do Lublina (bo początkowo po oddaniu w mieście wojewódzkim nowego stadionu były takie przymiarki), nie chcieli takiego eksperymentu nawet jednorazowo. I zagrozili, że jeśli spotkanie zostanie przeniesione, to oni ten mecz zbojkotują, poproszą o takie samo podejście fanów z Lublina i o wpłynięcie na kiboli Śląska by również na ten mecz się nie wybrali.
Oczywiście spotkanie by się odbyło, ale w imię solidarności kibicowskiej – odbyłoby się bez nas.
Ostatecznie pomysł upadł.
Jazda
Takiej dowolności tras, miejsc i czasu startu, „punktów kontrolnych” to jeszcze chyba nie było nigdy. Ilość poważniejszych przygód – zero. Dla niektórych była to okazja na zaliczenie miejsc pamięci narodowej – na zdjęciu pod leśnym pomnikiem upamiętniającym majora Hubala znajdujący w miejscu zrobienia na niego zasadzki. Tak nawiasem – część osób za kilka dni również pojedzie tą samą trasą na pogrzeb ostatniego żołnierza Polski Podziemnej, zamordowanego w 1963 roku Józefa Franczaka „Lalka”.
Na trasie Lublin – Łęczna policja dokonała pewnego wybiegu. Dmuchając na zimne mundurowi postanowili oddzielić wrocławian od reszty i sfingowali wypadek drogowy, by spowolnić ruch. Po czym jadące powolutku samochody na wrocławskich rejestracjach kierowano w polną dróżkę, która doprowadzała do stadionu „od drugiej strony”.
Wejście
Jedna drobna kobitka i jedna lista z niemal 400 nazwiskami. Co z tego, że ułożonymi alfabetycznie. To było znane z ekonomii pojęcie „wąskie gardło” całego przedsięwzięcia. Kobitka gubiła się, tym bardziej, że bramka obsługiwała wejście dla biletów nabywanych we Wrocławiu jak i na miejscu (o tym jak je można było nabyć – za chwilę), a to gubienie się powodowało dodatkowe spowolnienie wchodzenia na obiekt.
Gdzieś w 10 minucie meczu wiara stercząca jeszcze przy bramkach nieco się wnerwiła i wykorzystując element zamieszania przy wnoszeniu transparentu kilkadziesiąt osób weszło „na hurra”. Tu słowa uspokojenia dla kasjera Górnika. Znakomita większość i tak miała bilety.
Wracając do kart wstępu. Do Wrocławia poszła pula „dla gości”, lecz licząc się z możliwością napływu towarzystwa z Lublina postanowiono wpuszczać to towarzystwo do sektora buforowego. I w kasie pod stadionem, a w zasadzie – przy wejsciu dla kibiców gości można było nabyć wejściówki na ten właśnie buforowy sektor. W cenie 30 złotych. Podczas gdy normale karty wstępu na sektor obok kosztowały złotych 50, jako że działacze Górnika uznali pojedynek ze Śląskiem za spotkanie wyjątkowo atrakcyjne.
Choć z uwagi na formalności (owa lista), wchodzenie było dość długie, to nie robiono większych problemów osobom, nazwijmy to, problemowym. Kłopoty utrzymania pionu nie powodowały kłopotów z przejściem przez bramki.
Mecz na boisku
Walczyć – walczyli. Niestety co do poziomu – na pewno nie był to najlepszy mecz Śląska. Wrąbel po raz kolejny nie zagrał na zero z tyłu i w tym pojedynku to głównie jego wina. Generalnie jeśli policzyć kotły, jakie miały miejsce pod bramkami, to był to remis ze wskazaniem na gospodarzy, choć oczywiście okoliczności straty bramki przez Śląsk, czyli farfoclowaty babol Wrąbla w 90 minucie spotkania, powodują, iż wrocławska część publiki jest z tego remisu bardzo zawiedziona.
Mecz na trybunach
Poza „k… mać, Śląsku grać” i wrzutek na policję spotkanie odbyło się w idealnej atmosferze. Idealnej z punktu widzenia organizatorów oraz PZPN-u. Zero bluzgów.
Te wrzutki na policję śpiewano wspólnie i w porozumieniu, to znaczy zrobiono to jednocześnie na dwa głosy.
A niezbyt elegancki sposób zagrzewania zawodników Śląska do walki zaczął być aktualny od 54 minuty meczu.
Wokalnie obie grupy na podobnym poziomie. W młynie Górnika widoczna była flaga Chełmianki. Śląsk reprezentowały następujące barwy: Nabojka, Legiony Wrocławia, Oława, flaga Trójkąta, PDW i Szlachta. Czyli 5 płócien (nie ma pomyłki – wymieniono pięć flag). Dodatkowo po drugiej stronie stadionu wisiała flaga KKN-u.
Po meczu „S” doszedł do wniosku, że piłkarze nie są godni noszenia koszulek i po zaprezentowaniu się na płocie zaczął nawoływać zawodników do ich oddawania. Co zrobili Marco Paixao i Kamil Dankowski. U szukającego oszczędności prezesa ci dwaj będą teraz mieć specjalnego, koszulkowego minusa.
– Grają w h…, to nie powinni nosić barw Śląska – „S” trwał w swojej wizji po meczu.
Powrót
W zasadzie użycie liczby pojedynczej jest tu nadużyciem. Podczas gdy część bractwa już dotarła do domów, to w momecie oddawania na łamy tej relacji część towarzystwa wciąż jeszcze przebywa w Lublinie. I nie wszyscy mają zamiar wracać…
Na razie o jakichś przygodach godnych odnotowania nic nie wiemy. Ale z uwagi na specyficzną organizację tego wyjazdu być może jakieś szczególne informacje będą do nas jeszcze spływać. Niechciani konwojenci jechali tylko 100 km.
Ilu nas było?
Część osób, nawet tych posiadających wejściówki, dojechała tylko do Lublina. Na mieście bratających się fanów widziano już od godzin rannych w piątek. Tych oczywiście trudno policzyć jako będących na meczu.
Całe mnóstwo osób przemieszczało się przez Polskę nie posiadając wejściówek, licząc na to, że „jakoś się załatwi”. Mieli rację. Z nabyciem kart wstępu nie było problemów. No może poza jednym – trzeba się było dopachać do kasy.
Do Wrocławia dotarło 380 biletów i wszystkie zostały rozdysponowane. Ponadto wejściówki załatwiali kibole z Lublina. I nie tylko dla siebie. Ponadto na miejscu do listy dopisało się niemal sto nazwisk (na zasadzie – mam bilet, nie ma mnie na liście, dopiszcie – co odbywało się podczas wchodzenia na sektor), spora część opanowała na sektor buforowy, na którym ostatecznie znalazło się około 300 osób. Przy czym wielu posiadających wejściówki „na bufor” ostatecznie wylądowało w sektorze gości. Identycznie było w drugą stronę – sporo osób z biletami dla gości bez większych problemów pojawiło się na miejscach „buforowych”.
Z uwagi na powyżej opisane migracje dokładne ustalenie liczby dopingujących Śląsk jest niemożliwe i trzeba się oprzeć na szacunkach.
Jak napiszemy, że w sumie na trybunach w obu sąsiadujących sektorach zameldowało się około 650 osób w tym jakieś 150 z Lublina, to raczej nie będą to liczby zawyżone. A jeśli – to nieznacznie.
Wśród obecnych na wyjeździe widoczne było sporo postaci, które ostatnio rzadko widywane są na wyjazdach. Mecz wywołał spore zainteresowanie wśród kiboli Śląska mieszkających na co dzień w Wielkiej Brytanii. Na pewno emigrantów z wysp było przynajmniej 21.
RZ, KC, S, M-88, NP-B, KKK. fot. R-BD

0