Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 4-2
Mecz miał dać odpowiedź na to, na jakie cele możemy liczyć w tym sezonie. No to mamy tą odpowiedź. I odpowiedź nie jest wesoła, wbrew temu, co twierdzili wieczni optymiści.
Przygotowania
Ograniczyły się do sprzedaży wejściówek. Sporo ubawu było na dwa dni przed spotkaniem, gdy się okazało, że „mamy zakaz wyjazdowy”. Na mecze z Wisłą w Krakowie to mogą robić sobie zakazy co spotkanie. Nawet chyba podniosło to frekwencję, gdyż wieczorem w czwartek przed meczem sporo osób nabrało ochoty na zaliczenie kolejnego wyjazdu.
Jazda
Trochę paniki nasiali ci, którzy parę tygodni temu przemieszczali się w kierunku Górnego Śląska. Wówczas utknęli w korkach, bo autostrada była w remoncie na kilku odcinkach. Dlatego część towarzystwa pojechała sobie tylko znanymi trasami. Co okazało się błędem, gdyż odcinek do Gliwic jest już oddany do użytku w całości. Jednak piątkowy ruch spowodował, że jazda nie była zbyt szybka.
Pecha mieli ci, którzy startowali na ostatnią chwilę, licząc na dojazd „na styk” (praca lub inne powody opóźnienia startu). Nie wiemy ile było niedojazdów, lecz wypadek, a w zasadzie – pożar autobusu spowodował gigantyczne korki w połowie drogi. Załoga przynajmniej jednego auta zamiast „na styk” przybyła na koniec meczu.
Dość interesującym zjawiskiem był autokar Piasta Gliwice (klubowy) widziany najpierw we Wrocławiu gdy stał obok Aquaparku, a później ten sam (taki sam?) był zauważalny na górnośląskim odcinku autostrady.
Mecz na boisku
Zacznijmy od tego, że mało kto widział pierwszego gola zdobytego przez Śląsk. Niby każdy śledził wzrokiem piłkę, ale po tym, jak się odbiła od słupka „gdzieś zniknęła”. Dla większości reakcja piłkarzy była tym elementem, który spowodował niedowierzoną radość.
I to chyba wszystko, co można dobrego powiedzieć o grze Śląska. No, jeszcze to, że dla oka to nie było najgorsze widowisko. Natomiast błędy w grze obronnej wołały o pomstę do nieba. Kontuzja Dudu, który musiał opuścić plac gry gdy jeszcze jako tako to wyglądało nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem.Mecz na trybunach
Doping zgodowy, jak zawsze na takich spotkaniach. Śląsk siedział rozproszony – jak niemal zawsze na takich spotkaniach. Bez jakichś dodatkowych fajerwerków. Śląsk z trzema flagami, wiszącą za bramką „Śląsk” (ta sama wisiała na poprzednim meczu w Krakowie), „Nabojka” i „Łaziory”.
W czasie przerwy w okolicach bram wejściowych doszło do przepychanek z ochroną, które były konsekwencją wmieszania się tejże do jakiejś drobnej bójki „pomiędzy sobą”.
Powrót
Nawet nie było chętnych do robienia sobie pikników po drodze. Większość towarzystwa zaliczyła jazdę „kto pierwszy w domu”.
Rzadko się zdarza, że liczba wolnych miejsc w autach znacznie przekraczała ilość chętnych do załapania się na powrót.
Ilu nas było?
Jak zawsze podczas pojedynków zgodowych jedynym miernikiem jest liczba sprzedanych kart wstępu. Jednak tym razem było to przekłamane. Ostatecznie jeśli napiszemy 300 to na pewno sobie nie ujmiemy. Trochę wiary nie wchodziło na stadion, kilka osób spod stadionu zamiast na mecz wybrało się na wspólny piknik. Jeszcze inni oglądanie spotkania woleli zaliczyć w krakowskich knajpkach. Część z biletami, część bez wejściówek.
GND, RZ, AG, BK,
Artykuły · Fanatik / fanatik.ogicom.pl
