Cracovia – Śląsk 1-1
Wyjazd miał dać odpowiedź w którym miejscu znajduje się drużyna Śląska. Niestety – nie dał. W borowinowej kąpieli padł remis, a Śląsk będąc momentami lepszym, zbyt łatwo w dłuższych okresach dawał ulegać presji rywali. Świetny ligowy debiut młodego bramkarza, Jakuba Wrąbla, gol Grajciara to pozytywy sportowe. Natomiast „pannoteka” z sektora gości na wyjazdowych meczach z Cracovią staje się dla nas normą.
Przygotowania
Ograniczyły się do wyprodukowania 750 czapek. I rozprowadzenia wejściówek. Które tym razem nie schodziły tak od ręki, jak się można było spodziewać.
Sporym zaskoczeniem in minus była cena samych biletów. Ale jak widać działacze Cracovii dobrze to skalkulowali. Bilety poszły, kaska wpłynęła, a że fani gości będą robić za sponsorów klubu Filipiaka sam Filipiak ma w nosie. A nawet mu się to podoba.
Jazda
Kilka grup jechało własnym tempem. Generalnie nic godnego uwagi się nie zdarzyło. Ostatni, którzy wyruszali z Wrocławia, startowali po godzinie 11:00. Co przy ustalonej porze wyjścia z umówionego miejsca na 14:00 mogło się zakończyć wchodzeniem na wrogi stadion solo.
Wejście
W odróżnieniu od zeszłego roku tym razem było bardziej „leniwo” na bramkach. W sensie – szybkość wchodzenia była spowolniona. Ci, którzy się lubią pchać do wejścia już szykowali się na wejście w przerwie spotkania. I wyszło na to, że mieli rację. Ostatni wchodzili w przerwie spotkania.
Jeden chłopak nie wytrzymał ciśnienia i dostał napadu padaczki. Na przyjazd pogotowia trzeba było czekać około pół godziny.
Część bractwa, jakieś 20 osób, w ogóle sobie odpuściło wejście na stadion i zamiast być na trybunach obserwowało sobie spotkanie w znajomej knajpce.
Mecz na boisku
„Boisko” to bardzo odpowiedzialne słowo w tym przypadku. Murawa była borowinową topielą w której gra w piłkę polegała na sile kopnięcia a nie na technice. Ale tu trzeba stwierdzić, że w borowince taplali się tak jedni jak i drudzy piłkarze, zatem nie można zwalać winy na trawę.
Pierwszych kilkanaście minut można było odnieść wrażenie, że Cracovia poodczasa tego meczu nie będzie istnieć. Niestety od 15 minuty zaczął się dramat, który trwał kwadrans, a po którym sytuacja wróciła do normy. W okresie naporu miejscowych wykazał się debiutujący, młodziutki bramkarz Śląska, Wrąbel.
W drugiej połowie nasze orły jakby zaspały wyjście na murawę, lecz akurat wówczas błąd obrony Cracovii spowodował, że można było zacząć myśleć o trzech punktach.
I było fajnie, lecz po zmianie Grajciara na Machaja (czy to był powód?) zaczął się dramat. Śląsk nie potrafił dłużej przytrzymać piłki, co skrzętnie dla przebiegu swojej przyszłej kariery wykorzystał wrocławski bramkarz – ligowy debiutant.
I gdy w końcówce spotkania WKS przeprowadził kontrę, która mogła zadecydować o najlepszym z możliwych podziale punktów, kontrę wyprowadzili gracze Pasów.
Dopiero po stracie wyrównującej bramki Śląsk pokazał, że to wcześniejsze stłamszenie było głupim błędem drużyny.
Gol Hołoty na 2-1 nie został przez sędziego uznany i trzeba się zadowolić remisem.
Mecz na trybunach
Hasło z oprawy z ostatniego meczu „w ukochanym kolorze wszystko na tym sektorze” dotyczyło chyba tylko sektora na meczach we Wrocławiu. Bo w Krakowie (po raz drugi z kolei na stadionie Cracovii) kolorem dominującym w sektorze Śląska, a w zasadzie jedynym była czerń.
W I połowie doping ze strony Śląska nader mizerny. Bractwo, podobnie jak przed rokiem, koncentrowało się na wzajemnym bluzganiu znajdujących się w sąsiednich sektorach cracovskich bluzgohoolsów. Bardzo dobrze wychodziło nam zapłotowe napinanie.
Nieco lepiej pod tym względem było w II połowie meczu. Ale tylko nieco.
Na płocie sektora gości zawisło pięć, a w zasadzie cztery flagi. Barwa „Trójkąt” i „PDW” zamieniały się rolami. Zorientowani wiedzą dlaczego. Oprócz tego wisiała „Nabojka”, „AS”, „Wisła Sharks”. Dodatkowo zawisły transparenty dla śp. Macza oraz dla mającego kłopoty Knapka z Krzyków.
Miejscowym najlepiej wychodziły bluzgi. A w drugiej połowie, gdy Cracovia cisnęła na boisku, nastąpiło spore uaktywnienie werbalne trybun gospodarzy.
Po meczu z sektora Śląska poleciało „mistrzostwa Polski nadszedł czas…”. Oby proroczo.
Zachowanie mundurowych określono jako „nieagresywne”.
Powroty
W zasadzie nie ma o czym pisać. Chyba, że jeszcze się coś wydarzy, gdyż część towarzystwa zabawiła w Krakowie nieco dłużej.
Ilu nas było?
Sprzedano komplet, 750 wejściówek. Ale 20 osób, choć do Krakowa pojechało, to na mecz się nie udało. Zatem trzeba chyba przyjąć liczbę 730 sympatyków Śląska na tym meczu. W tym 4 gościnnie z Ferencvarosu Budapeszt, a 230 wejściówek dostali Wiślacy.
KKK, PK, KM, L, SX, JN, Krisu fot. fabrykamemow.pl
</section>